Topic-icon Czestochowa w XIX w. prasie - wydarzenia, ogloszenia....

3 lata 11 miesiąc temu #14861 przez Anna Fukushima
"GLOS" Tygodnik Literacko-Spoleczno-Polityczny z 7 Listopada (26 Pazdziernika) 1895 r., N° 45, s. 15-16:

Stosunki fabryczne w Czestochowe.

Co sie zas tyczy ludnosci wiejskiej, to ze wzgledu na fakt, ze powstanie fabryk w Czestochowie wywolalo tutaj formalna rewolucje ekonomiczna, warto wejsc troche blizej w ich stosunki. Z powodu braku danych statystycznych ograniczam sie tutaj przedstawieniem blizej mi znanych stosunkow ekonomicznych wsi DZBOWA, odleglej o szesc wiosrt od Czestochowy, ktore z wielu wzgledow mozna uwazac za typowe w naszej okolicy. Gleba jak wogole w naszym powiecie, jest piaszczysta, nieprzepuszczalna, srednio urodzajna, slowem typowa gleba zytnia gub. Piotrkowskiej. Osad wloscianskch jest tutaj do 170. Poza tem jest pewna ilosc chalup nalezacych lub wydzierzawionych przez wloscian bezrolnych. Pomiedzy osadami z gruntem odrazu wyrozniaja sie cztery zasadnicze typy: 1/ w calej wsi jest 7-8 osad, nie dzielonych od czasu uwlaszczenia wloscian, ktore przewaznie droga sprzedazy dostaly sie do dzisiejszych swych wlascicieli "kolonistow" - sa to osady przewaznie 12-morgowe; 2) dominujacy typ w Dzbowie stanowia osady 6-ciomorgowe, utrzymane dzieki splaceniu rodzenstwa lub malej jego ilosci; 3) osady rejentalnie nalezace do szesciomorgowych, faktycznie jednak podzielone droga dobrowolnej umowy na dzialki trzy, czteromorgowe, na ktorych jeszcze w dalszym ciagu ciazy czesto obowiazek splacenia reszty rodzenstwa lub tez dozywocia w formie t.z. u nas "wycugu" (wydzielenie z kazdej dzalki po dwa zagony) dla rodzicow; 4) osady komornikow ktorym w czasie uwlaszczenia przyznano po trzy morgi gruntu. Osady te nie sa dzielone dalej i dzisiejsi nabywcy doszli do nich droga kupna. Poza tem dopiero ida wloscianie bezrolni, ktorych w danej wsi jest niewelu. W celu przedstawienia przecietnego polozenia ekonomicznego wloscianina w Dzbowie, biore tutaj pod uwage osade 6-ciomorgowa niedzielona. Wlasciciel takej osady dzieli zwykle swe gospodarstwo na trzy czesci: na dwoch morgach sadzi kartofle, wysadzajac mniej wiecej 10 korcy na morge (...). Na drugich dwoch morgach, zwykle na kartofliskach, sieja zyto, wysiewajac na dwie morgi 2 korce (...) Na ostatnich zas dwoch morgach owies. Wysiewa sie 3 korce, zbiera 10-6, srednio 8 korcy. Z tego zwykle wlasciciel osady szesciomorgowej-zamozniejszej pozostawia sobie 3-4 korcy zyta na barszcz. Biedniejsi albo majacy wieksza rodzine zostawiaja mniej (...)

Cd nastapi.
______________
AF

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 11 miesiąc temu #14879 przez Anna Fukushima
Cd (...) Owsa sprzedaja troche wiecej, zwykle 3-4 korcy (wiekszosc albo wcale nie trzyma koni, albo jednego: na konia wiec odliczamy 3 korce, a na siew 2 razem przeto pozostaje do sprzedazy 3 korce, co wyniesie 9 rs. 45 kop. Kartofli gospodarz zamozniejszy i przy mniejszej rodzinie moze sprzedac do 20-cu korcy za 21 rs 70 kop. Biedniejsi nie tylko nie sprzedaja kartofli wcale, ale na przednowku musza je kupowac. Razem wiec zamozny gospodarz 6-ciomorgowy ze sprzedazy zboza i kartofli moze otrzymac 47 rs. 26 kop; pozostaje mu po odliczeniu na siew: zyta 2 korce, kartofli 35 korcy, owsa 3 korce. Gospodarz 6-ciomorgowy trzyma w Dzbowie zwykle 2 krowy, otrzymuje ze sprzedazy masla i serow okolo 50-ciu rs. do roku. Reszta nabialu, jak rowniez serwatka i maslanka, ida na domowy uzytek. Drobiu zamozniejsi trzymaja dosyc, ale wylacznie na sprzedaz do miasta. Ile z tego maja dochodu rocznie, nie moglem sie dowiedziec. Czasami trzymaja wieprzaka, ktory u zamozniejszych idzie na zjedzenie. Dodam jeszcze, ze w mlynach za zmielenie zyta placi sie 45 kop. albo 4 garnce z korca, co jeszcze uszczupla ilosc pozostawiona na barszcz.
Na kazda osade przypada w Dzbowie 5 do 6-ciu osob, wliczajac w to dzieci. Ogolnie rzecz biorac, byt takiego czlowieka przedstawia sie u nas znacznie gorzej, niz np. w Plockiem. Coz dopiero mowic o posiadaczach dzialek 3-4 morgowych i o komornikach, zwlaszcza w czasie lat mniej urodzajnych (91 r.)! To tez zywienie sie wloscian Dzbowa w wiekszosci wypadkow przedstawia sie nader nedznie (...)
____________
AF
COM_KUNENA_THANKYOU: Tomek Janas, Leokadia Stala

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 11 miesiąc temu #14928 przez Wojciech Stasiakowski
Gazeta Lwowska nr. 229 9.10.1898

„Sprzedaż ziemi. W zeszłym tygodniu w powiecie częstochowskim zawarto dwie znaczniejsze transakcje sprzedaży ziemi, wskutek wzrastającego tam przemysłu fabrycznego. Pp. Poznański i Markusfeld, przedstawiciele towarzystwa , mającego budować w Częstochowie wielką fabrykę śrub, nabyli w odległości 4 wiorst od Częstochowy 40 morgów ziemi, za które zapłacili 22.000 rubli. Majątek Konopisko od p. Stasiakowskiego nabył p. Hantke za 118.000 rubli. Tak znaczną sumę p. S. uzyska dzięki odkryciu wielkich pokładów rudy w Konopisku, leżącym w sąsiedztwie nowobudującej się fabryki p. Hentkego; przed kilku laty bowiem za ten sam majątek p. Stasiakowski zapłacił tylko 51.000 rubli. „

jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/plain-content?id=25752

Pozdrawiam serdecznie
Wojtek
COM_KUNENA_THANKYOU: Anna Fukushima

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 8 miesiąc temu #15785 przez Anna Fukushima
Tym razem, artykul dr Macieja Trąbskiego, wykładowcy w Instytucie Historii AJD:

5 kwietnia 1813 roku: Koniec epoki napoleońskiej w Częstochowie

Epoka napoleońska w Częstochowie zaczęła się 19 listopada 1806 r., wraz z zajęciem miasta a następnie twierdzy przez powstańców pod wodzą Kacpra Miaskowskiego. Wspomagał ich oddział francuskich strzelców konnych pod dowództwem szefa szwadronu Jeana Deschampsa.
Na mocy traktatu pokojowego podpisanego 7 lipca 1807 r. w Tylży, pomiędzy Cesarzem Francuzów – Napoleonem I a cesarzem Rosji – Aleksandrem I, Stara i Nowa Częstochowa oraz twierdza Jasna Góra weszły w skład Księstwa Warszawskiego. Podobnie jak w okresie pruskim znajdowały się w departamencie kaliskim, z tym że Stara Częstochowa zamiast obwodu została siedzibą powiatu – tym samym odbywały się w mieście sejmiki, na których wybierano posłów na Sejm.

W epoce napoleońskiej postępował stopniowy rozwój obu organizmów miejskich. W 1808 r. Stara Częstochowa liczyła ponad 1900 mieszkańców, a dwa lata później już 2233, natomiast Nowa Częstochowa w 1808 r. miała ponad 1440 mieszkańców – burmistrzem pierwszego z miast był por. Ignacu Jeziorkowski, a od 1812 r. Dymitry Bożewicz, natomiast drugiego Jan Muszyński. Obok licznych rzemieślników (szewców, krawców, piekarzy, rzeźników, malarzy itp.) oraz drobnych kupców, w Starej i Nowej Częstochowie wytworzyła się wówczas elita gospodarcza, do której zaliczyć można było kupców „winnych i korzennych”, właścicieli zajazdów i dzierżawców propinacji. Rozwój gospodarczy spowalniał jednak, charakterystyczny dla epoki napoleońskiej, wszechobecny militaryzm. Mieszkańcy zobowiązani byli przyjmować na kwatery żołnierzy, dostarczać podwód dla wojska i zaopatrywać magazyny w żywność i furaż. Na potrzeby armii zostały przejęte również budynki miejskie i klasztorne, m.in.: klasztor św. Barbary na lazaret, a budynki przy kościele św. Zygmunta na magazyn żywności.

Należy podkreślić, że Częstochowa miała duże znaczenie strategiczne, z racji położenia nad granicą z Prusami (do 1809 r. również w pobliżu granicy z Austrią), a przede wszystkim ze względu na ulokowaną w jej sąsiedztwie twierdzę. Usytuowana na wzgórzu twierdza Jasna Góra, określana również nazwą „Twierdza Częstochowa”, panowała nad całą okolicą, a z jej wieży można było prowadzić obserwację w promieniu ponad 50 km. Składała się tak jak dzisiaj z czterech bastionów i małego rawelinu zabezpieczającego bramę. Pomiędzy bastionami ciągnął się mur (tzw. kurtyna) o długości 195 m, a wokół fortyfikacji wykopana była sucha fosa i usypana przeciwskarpa. Twierdzy broniło 26 dział 6- i 12-funtowych oraz garnizon składający się z batalionu piechoty, wspieranego przez artylerzystów i saperów. Amunicję i żywność przechowywano w sklepach klasztornych i w mniejszych kazamatach pod wałami. Co prawda nie przeprowadzono w tym okresie potrzebnych prac wzmacniających walory obronne, ale i tak zdaniem ówczesnych do zdobycia tej twierdzy potrzebna była artyleria oblężnicza, złożona z przynajmniej 10 dział 24-funtowych.

Pierwszy sprawdzian w czasach Księstwa Warszawskiego twierdza jasnogórska przeszła w 1809 r. Oddziały austriackie – najpierw pod dowództwem gen. Bronovacky’ego (16–21 kwietnia), a następnie płk. Grammonta (2–16 maja) – bezskutecznie wówczas oblegały twierdzę. Powodem ich porażki był brak odpowiednich dział, gdyż dysponowali jedynie artylerią polową – armatami 6-funtowymi i haubicami 7-funtowymi. W tym czasie twierdza jasnogórska zyskała sławę, ale miasto poniosło poważne straty. W zajętej przez wojska austriackie Starej Częstochowie spłonął ratusz, wraz ze znajdującym się tam archiwum, oraz ok. 200 budynków, tj. 1/3 zabudowy miasta.
Po raz drugi wrogie wojska stanęły pod murami twierdzy jasnogórskiej wiosną 1813 r. Po klęsce kampanii rosyjskiej na ziemie Księstwa Warszawskiego już w styczniu wkroczyły wojska Aleksandra I. Ponieważ w krótkim czasie nie udało się odbudować wyniszczonych oddziałów Wielkiej Armii, a próba powstrzymania Rosjan pod Kaliszem przez gen. Reyniera 13 lutego zakończyła się jego porażką, armia Księstwa Warszawskiego była zmuszona wycofać się do Krakowa. Udając się w tamtym kierunku dnia 16 lutego wojska ks. Józefa Poniatowskiego zatrzymały się w Częstochowie – liczyły ok. 10 500 żołnierzy. Następnego dnia wyruszyły w dalszą drogę, pozostawiając w twierdzy jasnogórskiej silny garnizon, składający się z 51 oficerów, 48 podoficerów i 978 żołnierzy oraz 24 dział. Komendantem twierdzy został płk Antoni Górski, a dowódcą garnizonu ppłk Karol Möller.

„Twierdza Częstochowska” miała być wysuniętym punktem oporu głównych sił polskich znajdujących się pod Krakowem. Pomimo tak ważnego zadania nie była ona dobrze przygotowana do obrony. Dysponowała niewielkim zapasem żywności, gdyż większość wydano wcześniej dla przechodzących oddziałów i dopiero od 14 lutego zaczęto na nowo ją gromadzić, oraz improwizowanym składem garnizonu, złożonego z rekrutów oraz z nadliczbowych oficerów. Za to zdecydowanie na korzyść przemawiała osoba komendanta twierdzy – płk Górski był sprawdzonym oficerem, mającym duże doświadczenie.
Oddziały rosyjskie pod twierdzę jasnogórską podeszły wieczorem 22 marca 1813 r. Był to korpus gen. Fabiana Osten-Sackena, liczący ok. 6000 żołnierzy, w tym: 3200 piechoty, 1200 kawalerii regularnej, 1000 kozaków i 600 artylerzystów oraz 36 dział: 4 jednorogi 1/2-pudowe (20-funtowe), 8 jednorogów 1/4-pudowych (10-funtowych) i 16 armat 6-funtowych. Na drugi dzień dowódca rosyjski wezwał płk. Górskiego do kapitulacji, ale otrzymał negatywną odpowiedź. Kozacy zajęli wówczas okoliczne wsie, odcinając komunikacje z twierdzą, jazda regularna ulokowała się w Starej Częstochowie, 8. pułk jegrów (strzelców pieszych) opanował kościół i nowicjat św. Barbary, a 39. pułk jegrów Nową Częstochowę, natomiast dwa pozostałe pułki stanęły w odwodzie we wsi Święta Barbara.

Po trzech dniach spokoju w dniu 26 marca artyleria polska otworzyła silny ogień na stanowiska 39. pułku, znajdujące się w rejonie Rynku Wieluńskiego. W jego wyniku zginął dowódca batalionu mjr Spieszka i kilkudziesięciu jegrów. Skłoniło to jednak gen. Osten-Sackena do podjęcia regularnego oblężenia. W nocy z 26 na 27 marca Rosjanie rozpoczęli budowę trzech baterii na przeciw bastionu św. Barbary (Lubomirskich). Ze względu na trudne warunki atmosferyczne (śnieg i mróz) oraz ostrzał artyleryjski prowadzony przez obrońców, roboty inżynieryjne trwały tydzień – dopiero w nocy z 1 na 2 kwietnia zatoczone zostały działa na pierwszą baterię, a następnej nocy na dwie kolejne. W międzyczasie gen. Osten-Sacken otrzymał wsparcie, m.in. w postaci kompanii ciężkiej artylerii – 8 armat 12-funtowych i 8 jednorogów 1/2-pudowych, które umieszczone zostały na bateriach oblężniczych. Począwszy od 2 kwietnia Rosjanie prowadzili intensywny ogień, a pod jego osłoną do fortyfikacji zbliżali się jegrzy, którzy ostrzeliwali z karabinów obrońców na południowych bastionach i w rawelinie. Polacy odpowiadali ostrzałem, rażąc baterie i podchodzącą pod mury piechotę.

Rosyjskie bombardowanie spowodowało poważne straty, gdyż naruszone zostały mury forteczne i spłonęły magazyny, oraz osłabiło morale polskich żołnierzy, którzy w większości nigdy wcześniej nie brali udziału w walce. Dodatkowo obrońcy zaczęli odczuwać problemy wynikające z niedostatku żywności i braku świeżej wody oraz wzrastającej liczby chorych i rannych żołnierzy. W związku z tym rano 4 kwietnia płk Górski wysłał do gen. Osten-Sackena ppłk. Möllera, z propozycją 24-godzinnego zawieszenia broni i przedstawienia warunków kapitulacji. Chciał on zgody na wyprowadzenie z twierdzy garnizonu wraz z 6 działami polowymi i wozami z amunicją, w celu połączenia się z korpusem ks. Poniatowskiego. Poza tym dostarczenia wozów dla przewiezienia żywności i rzeczy załogi, zagwarantowania opieki nad chorymi i rannymi żołnierzami, którzy po wyzdrowieniu mieli być odesłani wraz z bronią do macierzystego korpusu, zapewnienia bezpiecznego powrotu cywilom do miejsc zamieszkania oraz nietykalności akt rządowych i sądowych zgromadzonych w twierdzy.

Rosyjski dowódca odrzucił zaproponowane mu warunki kapitulacji twierdzy, w związku z czym rozmowy zostały zerwane. Dwugodzinne bombardowanie, które po tym nastąpiło, oraz naciski przeora o. Andrzeja Czechowicza, skłoniły jednak płk Górskiego do poddania Jasnej Góry na warunkach rosyjskich. Polski garnizon miał wyjść z twierdzy z honorami i po złożeniu broni u jej podnóża pójść w całości do niewoli – to samo czekało chorych i rannych żołnierzy po ich wyzdrowieniu. Natomiast cywile mogli wrócić do swoich domów, weterani do Warszawy, a 17 żandarmów do swoich powiatów. Zagwarantowano też poszanowanie własności osobistej wojskowych i osób cywilnych, a także klasztoru i duchownych.
Wieczorem 4 kwietnia żołnierze rosyjscy obsadzili obie bramy twierdzy, a polska załoga opuściła ją na drugi dzień rano – jej miejsce zajął 500-osobowy oddział, pod dowództwem mjr. Czerediewa. Rosjanie przejęli 24 działa, próbny moździerz i 2 stare falkonety oraz 1000 nowych francuskich karabinów. Uwolnili też ponad dwudziestu jeńców, przetrzymywanych na Jasnej Górze.
Po kapitulacji płk Górski wysłał do ks. Poniatowskiego raport, w którym tłumaczył się z decyzji poddania twierdzy jasnogórskiej. Powoływał się na ciężkie warunki w jakich znajdowali się obrońcy, dużą przewagę atakujących oraz brak wsparcia ze strony podległych mu oficerów. Został on jednak oskarżony przez francuskiego ambasadora Edwarda Bignona o poddanie twierdzy przed wyczerpaniem wszystkich środków jakimi dysponował do prowadzenia obrony. Twierdził on też, że: „komendant, acz dzielny żołnierz, nie miał dość sprężystości do poskromienia niekarnej załogi złożonej z rekrutów”. W związku z tym jesienią 1814 r. płk Górski oddał się pod osąd Komitetowi Organizacyjnemu Wojskowemu, który orzekł, że „obowiązkom i honorowi zadość uczynił”, a tym samym oczyścił go z zarzutów.

Dzień 5 kwietnia 1813 r. można przyjąć za symboliczną datę zakończenia w Częstochowie epoki napoleońskiej. W chwili kapitulacji twierdzy jasnogórskiej większość obszaru Księstwa Warszawskiego zajęte było już przez wojska rosyjskie – kilka dni później skapitulował Toruń, jeszcze przez miesiąc korpus ks. Poniatowskiego obozował pod Krakowem, a do końca listopada broniły się twierdze: Zamość i Modlin. Co prawda państwo to oficjalnie istniało jeszcze przez ponad 2 lata, tj. do chwili ogłoszenia utworzenia Królestwa Polskiego w dniu 20 czerwca 1815 r., ale przez ten czas władzę cywilną sprawowała powołana przez cesarz Aleksander I Rada Najwyższa Tymczasowa Księstwa Warszawskiego – 13 marca 1813 r. W jej skład wchodzili dwaj Rosjanie: gen. Wasilij Łanskoj jako prezes i Mikołaj Nowosilcow jako wiceprezes; dwaj Polacy z guberni litewskich: Tomasz Wawrzecki i ks. Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki oraz Prusak (urzędnik króla saskiego) Ludwik Krzysztof von Colomb. W celu zapewnienia sprawnego funkcjonowania władz terenowych w okresie przejściowym, 13 kwietnia Rada powołała na dawne stanowiska polskich urzędników administracji lokalnej i sądownictwa. Do Częstochowy wieści te dotarły po kilku dniach – ponieważ kurier, który ją przywiózł z Warszawy, nie zastał notariusza Józefa Leśniewskiego, kartkę z wiadomością zostawił w drzwiach jego mieszkania.

Po utworzeniu Królestwa Polskiego powiat częstochowski wszedł w skład województwa (dawnego departamentu) kaliskiego oraz obwodu wieluńskiego. Zdemilitaryzowana twierdza jasnogórska od 1815 r. zaczęła stopniowo popadać w ruinę, ale w tym samym czasie rozwijało się miasto. Już w 1818 r. podjęto decyzje o połączeniu Starej i Nowej Częstochowy, co nastąpiło 19 sierpnia 1826 r. Zaowocowało to szybkim rozwojem gospodarczym – według niepełnych danych w 1829 r. w Częstochowie działało już 38 warsztatów tkackich bawełnianych i 7 sukienniczych, a od 1830 r. manufaktura łyżek blaszanych i kozików. Dbając o prestiż miasta w 1827 r. zakupiono w Kaliszu 15 latarni olejowych w celu oświetlenia ulic, a od następnego roku zaczęto wznoszenie ratusza. Dodać należy, że w 1827 r. Częstochowa liczyła 6 168 mieszkańców, co dawało jej 4 miejsce wśród miast Królestwa Polskiego.

*** zrodlo: www.wczestochowie.pl/artykul/14139,5-kwi...skiej-w-czestochowie
__________________
AF
COM_KUNENA_THANKYOU: Marzena Kołodziejczyk

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 7 miesiąc temu #16231 przez Anna Fukushima
1/ Gazeta Lwowska 19 II 1895 r. N° 40 str. 3:

Dnia 25 b.m. zawarty zostanie w Czestochowie zwiazek malzenski miedzy p. Eugeniuszem BORZECKIM, doktorem wszech nauk lekarskich, a panna Lina GORZKOWSKA, corka p. Maryana Gorzkowskiego, sekretarza Krakowskiej Szkoly Sztuk Pieknych.

2/ Gazeta Lwowska z 29 I 1895 r. N° 23 str. 4:

W Czestochowie poblogoslawiony zostal zwiazek malzenski panny Teresy KARSKEJ, corki wlasciciela dobr Stanislawow i Wyszmontow, w pow. opatowskim, Jozefa i Maryi z bar. Horochow, z p. Kazimierzem ZALESKIM, synem zamieszkalych obecnie we Lwowie b. radcy dyrekcyi szczegolowej Tow. Kredytowaego Ziem. w Radomiu, Juliusza i Karoliny z hr. Dzieduszyckich.
____________
AF
COM_KUNENA_THANKYOU: Elzbieta Straszynska

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 6 miesiąc temu #16668 przez Krzysztof Łągiewka
I/ Wiek, Nr 199 z 24.08(5.09)1878, s. 3
Z Częstochowy donoszą nam pod d. 3 bm: Dziś o godzinie w pół do 1ej o północy, silny pożar nawiedził nasze miasto. Sześć posesyj stało się pastwą płomieni, z których jedna murowana o piętrze, gdzie dawniej był browar p. Schudebil, zupełnie zniszczona. Posesya ta położona jest przy zbiegu trzech ulic, to jest Garncarskiej, Mostowej i Nadrzecznej, w miejscu zupełnie ciasnym, co przy silnym wichrze rodziło obawę, że cała dzielnica obróconą być może w perzynę. Ocalenie zawdzięczyć można energicznej obronie naszej straży, która choć z pierwszego snu zbudzona, zaraz po wybuchnięciu ognia znalazła się na stanowiskach; wprawdzie że i deszcz wiele przyczynił się do ugaszenia, jednakże w każdym razie ochotnicza straż jest prawdziwym dobrodziejstwem dla ogółu. Łuna tak była mocna, że o trzy wiorsty było można wygodnie czytać. Ogień trwał blisko cztery godziny; okoliczne domy drewniane, choć o kilka kroków położone, w niczem uszkodzone nie zostały.

II/ Wiek, Nr 190 z 14 (26).08.1879, s. 3
W Częstochowie dnia 23 bm. przybyły z Saksonii przemysłowiec, Aderhold doglądał budowy nowej przędzalni, która na wielką skalę budowała się ponad rzeką Wartą. Naraz dwóch robotników, najętych do roboty, upuszcza z góry wielki kamień płaski trójgraniasty, który ostrym kantem uderza stojącego blisko Aderholda. Rannego przewieziono natychmiast do miejscowego szpitala; żył jeszcze przeszło godzinę. Zmarły Aderhold karierę swą rozpoczął jako prosty robotnik i pracą, zabiegłością, oraz spekulacjami fabrycznymi, doszedł do pokaźnej fortuny. Miał podobno zostawić półtora miliona marek majątku.
COM_KUNENA_THANKYOU: Anna Fukushima

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 6 miesiąc temu #17259 przez Anna Fukushima
"Gazeta Narodowa" z 1 stycznia 1863 r., N° 1, str. 2:

Z Częstochowy otrzymujemy następującą ko-
respondencję; "Wielkiem dobrodziejstwem dla na-
szego miasta jest otwarcie szkół powiatowych o
7 klasach. Napływ do tych szkół z początkiem
roku (15. października) był tak wielki, że liczbę
uczniów ograniczyć musiano, To dowodzi jak
bardzo były podobne szkoły potrzebne w mieście
mającem 14.000 mieszkanców. O unądzeniu tych
szkół na teraz jeszcze nic pewnego donieść
wam nie mogę, bo w samem urządzeniu nie ma
pewności i planu. Wszystko czasowe jak zwy-
kle w chwili przejścia, ale jakie będzie to przej-
ście, nie wiemy. To też tej niepewności głównie
przypisać należy, że obok szkół tych publicznych
pensjonat p. Lippego do 70 liczy uczniów. Do
szkół publicznych uczęszczają po większej części
synowie starozakonnych, którzy tu większą część
Indności stanowią; rodzice zaś, mieszkający da-
lej od Częstochowy, z wahaniem oddają swoicb
synów do szkół publicznych, bojąc się, by lada
płochość dziecka nie oddała go w ręce policji.
Ztąd jak mówiliśmy zakład Lippego jest liczny.
Ale bo też i urządzenie tego zakładu i wzorowy
porządek i takt, jak to miałem sposobność wi-
dzieć, wiele za tym przemawia. Byliśmy zawsze przeciwni wychowaniu pensjonarskiemu; młodzież bowiem majętniejsza, oddzielona od
młodzieży innych stanów, wchodzi w pewną ka-
stowość, separatyzm, który na potem ma złe bar-
dzo skutki w życiu społecznem. U Lippego jednak
tego mie spostrzeglismy. Umiarkowane pensje uła-
twiają tu wstęp młodzieży różnego stanu, a przez
to węzeł koleżcństwa silniej się tu jeszcze zadzierż-
gnąć może, gdzie młodzież dzień i noc ze sobą
przestawać musi, niż w szkolach publicznych,
gdzie ledwo wykładowe godziny zgromadzają ją
i łączą. W stagnacji nauk podobne zakłady jak Lippego stały się niezbędnemi dla naszego kraju i stają się one także niezbędnemi
tam, gdzie nie ma szkół publicznych w bliskości,
Życzymy więc każdemu otwierającemu podobny
zakład, przypatrzyć się urządzeniom tegoż insty-
tutu, do jakich doszedl dyrektor jego przez 20-
letnią praktykę.
__________________________
AF

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 5 miesiąc temu #17390 przez Anna Fukushima
Polecam ciekawy atykul Macieja Trabskiego "Wybory Rady Municypalnej Miasta Czestochowy w 1831 roku":

www.pthczest.ajd.czest.pl/images/foto/do...y%20Municypalnej.pdf

____________________
AF

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 5 miesiąc temu #17421 przez Krzysztof Szczepanik
Artykuł (info) Odnalazła się księga radziecka z XVIII w.Link czestochowa.gazeta.pl/czestochowa/1,3527...t_nie.html?piano_t=1

Fennixx
COM_KUNENA_THANKYOU: Maciej E. J. Rozpondek

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 4 miesiąc temu #17972 przez Anna Fukushima
"Gazeta Warszawska" z stycznia 1879 r., N° 19:

Wstapienie do zakonu. Ksiadz Jan JODEL*, wikaryusz parafii Truskolasy w dekanacie Czestochowskim, uzyskawszy odpowiednie zezwolenie od biskupa swojego i ministra spraw wewnetrznych, wstapil do zgromadzenia ksiezy Paulinow na Jasnej Gorze w Czestochowie. Klasztor ten jako etatowy i majacy liczbe zakonnikow mniejsza od oznaczonej etatem, upowazniony jest do przyjmowania nowicyuszow, zyczacych przywdziac suknie zakonna. Ksiadz Jodel trzeci z kolei korzysta z prawa wstepowania do klasztoru.
________________
*JODEL - ostatnia literka w nazwisku =jak pierwsza w miescie Lodz.

AF

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 3 miesiąc temu #18374 przez Anna Fukushima
"Kurjer Warszawski" z 13 (20) wrzesnia 1901 r., N° 266:

W Czestochowie w dniu 14 b.m. odbylo sie uroczyste otwarcie TOWARZYSTWA LEKARSKIEGO, ktorego inicjatorem byl dr Bieganski. Do zarzadu wybrani zostali pp.: na prezesa dr BIEGANSKI, na wiceprezesa dr PISARZEWSKI, na sekretarza dr SEKOWSKI oraz pp. KON i REJMAN.
_______________
AF

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 3 miesiąc temu #18475 przez Krzysztof Łągiewka
Wiek, Nr 81 z 2(14).04.1874, s. 2

Korespondencya "Wieku"
Częstochowa, 3 kwietnia 1874 r.
Nie ręczę, czy na stu pątników, z przeróżnych stron do naszego grodu zdążających, znajdzie się chodź jeden, co ma ciekawość obejrzeć miasto w całości, a osobliwie tę część, która miano Starej Częstochowy nosi. Zwykle przyjezdni, szczególniej ci, co przybywają koleją żelazną, ograniczają się na przejściu przez piękną aleję kasztanową, a usadowiwszy się w tak zwanych siedmiu kamienicach, topią cały czas i uwagę w kościele i klasztorze Jasnogórskim, co najwyżej robią małą wycieczkę do kościółka św. Barbary, a raczej do znajdującej się przy nim studni z cudowną wodą. Tacy pielgrzymi, widząc po obu stronach alei dość pokaźne domy, wywożą dobre wyobrażenie o Częstochowie, która przez to zyskuje opinię schludnego i przyzwoicie zabudowanego miasta. Szczęście to wielkie, że swą najgorszą stroną, choć stanowiącą właściwie jej jądro, stanęła gdzieś z tyłu – stąd nie obrażając oczu swych gości, imponuje im czem innem, co właściwie nie jest jej własnością. Jasna Góra bowiem wraz z otoczeniem była zawsze odrębną całością i dopiero w naszym wieku, dzięki nowo założonej alei, połączyła się ze Starą Częstochową nierozerwalnym już związkiem.
Miasto nasze więc składa się z dwóch części, zupełnie różnego pochodzenia, zwyczajem wszystkich sąsiadów na świecie, w wiecznej niezgodzie z sobą zostających. Współzawodnictwo tych dwóch oddzielnych niegdyś miasteczek sięga odległych czasów; oba one wydzierały sobie kolejno berło wyższości, i dalipan nie można powiedzieć na pewno, na którą stronę szala się przeważyła. Utarte dziś nazwy: Stara Częstochowa i Częstochówka, są bałamutnemi z historycznego stanowiska; ta ostatnia bowiem jest starszą i jej rzeczywiście przysługiwało miano, jakie współzawodniczka sobie przyswoiła. W początkach XIV-go wieku, Stara Częstochowa (tj. dzisiejsza Częstochówka) była wsią polską, leżącą u stóp wzgórza, zwanego Starą Górą, na którym stał starożytny, niski, ubogi kościółek, podupadły zupełnie. Młodsza osada, Nowa Częstochowa, o dwie wiorsty odległa, słynęła z okazałego, murowanego kościółka, który przyciągał lud okoliczny. Na kościółku tym dziś jeszcze, mimo oszpeceń, zwanych restauracyami, z których ostatnia z roku 1858 uwieczniła się napisem na froncie, widać jeszcze niektóre znamiona pierwotnego romańskiego stylu – przywalone ołtarzami w stylu włoskim, a w częstochowskim guście malowanymi na jaskrawo brudne kolory z mnóstwem barbarzyńskich figurek, ozdóbek, najszkaradniejszych kwiatów sztucznych, do których festony z pajęczyny i zabrudzone ściany jak najlepiej przypadają. Założenie klasztoru jasnogórskiego, na miejscu drewnianego kościółka, szybki i nadzwyczajny jego rozwój i rozgłos rzuciły blask i na osadę u stóp góry. W osadzie tej rozwinął się osobny przemysł, artyzm i handel, do dziś dnia w pełni życia będący. Druga osada, jakkolwiek pod względem religijnym zaćmiona na wieczne czasy, nie całkiem jednak zgasła; owszem rozrosła się na jedno z lepszych miasteczek kraju, zagarnęła nieprawne miano Starej Częstochowy i spogląda na sąsiadkę jako na coś podrzędnego, jako na swój dodatek. Na pogląd ten Częstochówka, rozumie się, nie zgadza się wcale, a dumna ze świątyni, o którą się opiera, wie dobrze, iż dla tylu tysięcy ludu, co rok rocznie tutaj zdążają, współzawodniczka mogłaby nie istnieć wcale, że one bynajmniej o nią nie dbają.
Tak więc rywalizacja dwóch niegdyś oddzielnych całości jest jedną z cech Częstochowy. Objawia się ona prawie na każdym polu. W życiu towarzyskim uczujesz ją po większym zapale, z jakim kumoszki z Częstochówki roztrząsają sprawy staromiejskich znajomych, dodając nieraz „już to tam w Starem mieście nic poczciwego nie znajdziesz”. Na odwrót dowcipnisie z tamtej części nie spuszczą z baczności żadnego baliku, imienin, uroczystości i innych zebrań pod Jasną Górą, żeby przy tej sposobności nie wysilić się na jaki lichy koncept, niezręczną anegdotkę, a niekiedy i mały paszkwili iście częstochowskim rymem. Na polu handlowem każda z tych dzielnic ma swoją oddzielną specjalność: do prawowiernej córy klasztoru należą świętości wszelkiego kształtu i rodzaju, stara zaś Częstochowa zagarnęła świeckie gałęzie. Z tem wszystkiem na kramikach, gdzie leżą obrazki świętych, książki do nabożeństwa itp., ujrzysz nierzadko rozmaite światowe fraszki, których nazwę i użytek trudno oznaczyć, z pewną pretensjonalnością na pierwszym planie poustawiane; na odwrót w kramach i sklepach in transpontanis regionibus zadziwi cię starozakonny kupiec obrazkami Matki Boskiej, różańcami, krzyżykami, a gdy dostrzeże jakiś znak niedowierzającego zapytania na obliczu gościa swego, nie zaniedba dodać: „u nas wszystkiego tego samego, co i u kramarzy (tj. u handlujących z Częstochówki; starozakonny handlarz jest zawsze kupcem), tylko w lepszym gatunku”.
Nowa Częstochowa, czyli zdrobniale Częstochówka, jak tu powszechnie mówią, ciągnie się na północ od Jasnej Góry i przedstawia zbieraninę domków drewnianych, w kilka nieprawidłowych rzędów wyciągniętych; murowane kamieniczki podsuwają się, jako znakomitsi, a zatem poufalsi sąsiedzi, pod sam bok klasztoru; całości dopełniają murowane i drewniane kramy z głośnym po świecie towarem. Do Częstochówki liczy się po drugiej stronie Jasnej Góry 12 domów, murowanych w jednym szeregu (siedmiu kamienicami przez nałóg i konserwatyzm ludności nazwanych). Zimą przerażają one pustką i zaniedbaniem, latem, na porę odpustową, przeradzają się w hotele dla porządniejszych pątników, nie zyskując przy tym nic ni pod wewnętrznym, ni pod zewnętrznym względem. W Nowej Częstochowie, podług ostatnich urzędowych obliczeń, w 200 domach mieszka ludności stałej głów 3297, niestałej 460, czyli razem 3757; cała ta ludność jest wyłącznie chrześcijańską i, z bardzo małymi wyjątkami katolicką. Mieszczanie tutejsi są najprzód rolnikami (bo zresztą gdzież prawdziwe nasze mieszczaństwo, tak zwane łyki nie zajmuje się rolą ?), a obok tego prawie każdy obywatel ma mniejszy lub większy kramik ze świętościami.
( D. n. )
COM_KUNENA_THANKYOU: Michał Mugaj, Anna Fukushima, Maria Mroczek

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 3 miesiąc temu #18506 przez Krzysztof Łągiewka
Wiek, Nr 82 z 3(15).04.1874, s. 2

Korespondencya „Wieku”
Częstochowa, 3 kwietnia 1874 r.
( Ciąg dalszy patrz – Nr 81. )
Czoło tego mieszczaństwa stanowią malarze, mistrze i uczniowie szkoły odrębnej, samodzielnej i niezaprzeczenie oryginalnej; od niepamiętnych czasów rozwijają tu obszerną działalność ku nasyceniu estetycznych potrzeb naszego ludku i ku… pożytkowi własnemu. Mistrze, czyli majstrowie, mają swe własne tradycye artystyczne; między niemi niepoślednie miejsce zajmuje sekret robienia cielistej farby, w tajemnicy nawet przed czeladnikami trzymany. „Gdzie majster ?” – zapytał ktoś czeladnika, wchodząc do częstochowskiego atelier. – „Zamknął się, bo przygotowuje cielistą farbę”, odpowiedziano. Nadaremniebyś mu wykładał o rozmaitości odcieni na ciele ludzkiem; na to ci powiedzą, że tę, czego nie dokaże farba cielista, dopełni czerwona, stworzona umyślnie na oddanie rumieńca – i koniec. Malarstwo tutejsze ma odrębne pojęcia o kolorycie i efekcie, śmiejemy się z tych barw jaskrawych i do komizmu posuniętej wyrazistości, ale tak, Bogiem a prawdą, w swoim zakresie, w stosunku swojej publiczności, robi ona to samo, co dzisiejsza sztuka klas wykształceńszych względem swojej publiki: sili się na gwałt trafić jej do gustu i trafia. Że trafia, najlepszym dowodem, iż mimo szalonej produkcyjności malarzy tutejszych, arcydzieła ich wyprzedają się rok rocznie prawie do ostatniego egzemplarza, a w szczęśliwe lata nie są w stanie nawet zadowolić popytu. Rok zeszły stanowił wyjątek i był rokiem nieszczęśliwym z przyczyny, że epidemia powstrzymała zapał do pielgrzymki.
Produkcyjność szybka i obfita obok zamiłowania krzykliwych efektów, to są specyficzne znamiona szkoły częstochowskiej. Słyną one szeroko i daleko, i dały powód do wielu porównań, metafor i hiperboli o spożytkowaniu jazdy konnej dla celów artystycznych. Trafiają się nieraz naiwni pątnicy, co pytają miejscowych, gdzie owo miejsce, w którem z konia malują; czasem znajdzie się taki usłużny, co ich na owo miejsce zaprowadzi, ale zarazem zjawią się i inni, którzy mu dotkliwie wytłumaczą, iż takich kalumnij przez zazdrosnych, złośliwych i lekkomyślnych na przesławny kunszt rzucanych, żadną miarą powtarzać nie należy. Malarze częstochowscy mają dobre o sobie wyobrażenie, i choć przyznają, że pod wieloma względami kolegom artystom z Warszawy lub Krakowa ustępują, ale za to posiadają pewną specjalność, w której nikt, sam Matejko, im nie dorówna. „Choćby z Rzymu malarz przyjechał, mówią, tak jak my Matki Boskiej Częstochowskiej nie wymaluje”. I wierzymy mocno; idzie tu bowiem głównie o narzucenie ciemnej plamy, na co pewnie żaden inny malarz w świecie by się nie odważył. Jakkolwiek obrazy religijne pochłaniają całą twórczość tutejszych mistrzów, jednak czasami, dla rozmaitości, próbują oni sił i w rodzajowych obrazkach; ulubionymi ich tematami są: górale lub krakowiacy, pijący wódkę i piwo, i krakowianka, wymierzająca doraźną sprawiedliwość swawolnemu chłopakowi, bez przyborów, gołą ręką, z usunięciem tylko przeszkód osłabiających dotkliwość kary. Czasem na szyldach szynków zobaczysz sceny pijackie, dające dowód, że artystom naszym, podobnie jak Teniersowi i van Ostadowi, nie zbywa na bezpośredniej obserwacyi życiowej.
Stara Częstochowa rozpoczyna się u stóp Jasnej Góry na wschód od kościoła. Wstęp do niej tworzy szeroka ulica Panny Maryi, długa na półtory mniej więcej wiorsty i ozdobiona piękną aleją kasztanów w cztery rzędy sadzonych. Aleję tę już po roku 1825 i trafnie przez pola wytknięto, tak trafnie, że przez nią front staromiejskiego kościółka spogląda prosto w oczy Jasnogórskiej świątyni. Zabudowała się dopiero w ostatnich czasach piętrowemi i nawet dwupiętrowemi kamienicami, ale jeszcze jest dość miejsca, zajętego przez drewniane domki, a i gdzieniegdzie czyste pole przegląda. Przy wzroście miasta skieruje się ono w tę stronę, zapewne i te przerwy się zapełnią, może niezadługo nawet. Przed kilkunastu laty były tu dwie kamienice, klasztor a raczej dom Maryawitek, trochę domków drewnianych, a zresztą orne pole; podania miejscowe zapewniają, iż nieraz w zimowe noce zaglądały w aleje głodne wilczyska, ciekawe zapewne, czy kto z ludzi nie używa czasem w tej porze niestosownej wcale promenady. Aleja w praktyce dzieli się na trzy części: pierwsza od rynku do mostu; druga do placu, na którym z jednej strony stoi ratusz, z drugiej nowozbudowana cerkiew prawosławna; trzecia do samej Jasnej Góry. Z tych druga aleja uchodzi za arystokratyczną. (!)
Od Nowego rynku rozpoczyna się właściwe stare miasto. Rynek, założony podobno na miejscu dawnego cmentarza, na przeciwko starożytnego kościółka, wygląda jeszcze nie zgorzej, ale dalej, żal się Boże zaglądać. Ulice, choć noszą szykowne nazwiska: Krakowska, Warszawska, Senatorska, Targowa, krzywe, licho zabrukowane; kamieniczki na nich małe, jednopiętrowe, z kamienia wapiennego. Z daleka już poznasz, iż wilgoć umiłowała je aż do zgonu; obok nędzne domki, przygarbione ku ziemi; za płotami ujrzysz podwórka niewielkie, zaśmiecone, zabłocone ledwie że nie w posuchę; jednem słowem, widowisko i wstrętne i nieciekawe. W tem starem mieście przeważną liczbę mieszkańców stanowią żydzi niższych klas, zamiłowani w brudzie i nieporządku; między nimi mieszka garstka rzemieślników chrześcijan, partaczy różnych rzemiosł, trochę rolników, własność gruntową posiadających i ubodzy wyrobnicy; wszyscy oni pod względem brudu nie dochodzą wprawdzie do tego mistrzostwa, co ich starozakonni sąsiedzi, ale do wzorowej czystości pretensyi sobie wcale nie roszczą. Im dalej ku Warcie, która tworzy wschodnią granicę miasta, tem gorzej: najnędzniejsze chałupy są rzeczywiście nad samą rzeką. W Starej Częstochowie w 386 budynkach mieszka stałej ludności chrześcijan 4205, niestałej 1525, żydów zaś 4825 stałej, niestałej 450, czyli summa summarum 11.005. Do miasta zalicza się jeszcze przedmieście rolne Zawodzie za Wartą, z ludnością 280 chrześcijan, rolników wyłącznie, i 10 żydów kupców i spekulantów naturalnie. Wszystkiej więc ludności Częstochowa ma głów 14.752. Leży na równinie, opierając się od zachodu o wzgórze Starej, a dziś Jasnej Góry, od wschodu zaś przytyka do rzędu wzgórz, które coraz wydatniej podnoszą się ku południo – wschodowi, tworząc najbardziej malowniczą część Królestwa. Już jako przedsmak ukazują się z dala rysujące się na widnokręgu zwaliska zamku Olsztyńskiego, a Złoty Potok, ze swemi prześlicznemi pagórkami, i pieczarami zaledwie o cztery mile jest odległy.
( D. n. )
COM_KUNENA_THANKYOU: Michał Mugaj, Maria Mroczek

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 3 miesiąc temu #18537 przez Krzysztof Łągiewka
Wiek, Nr 83 z 5(17).04.1874, s. 2 - 3

Korespondencya „Wieku”
Częstochowa, 3 kwietnia 1874 r.
( Dokończenie, - patrz Nr 82).
Położenie miasta, rozwleczonego na sporej przestrzeni, jest bardzo zdrowe, ku czemu przyczynia się wielce panujący tu prawie ciągle silny przewiew wiatru, co wprawdzie zasypuje nam oczy kurzem w alei, ale za to wybornie odświeża powietrze. Wyjątek stanowi tylko ścieśnione i brudne Stare miasto, obywatelstwo którego gorliwie stara się o to, by jak najskuteczniej zanieczyścić to świeże powietrze, jakiego nam przyroda nie szczędzi. Epidemia zwykle mijała Częstochowę, i zeszłego roku, pomimo że się przed nami i za nami srożyła aż do połowy Sierpnia była na nas łaskawą, dopóki kompanie pobożnych, zdążające na odpust Wniebowzięcia, nie przyniosły zarazy. Przez przeciąg miesięcznej u nas bytności, zabrała ona około 160 ludzi, wszystko prawie biedniejszych, którzy o higienicznych przepisach niewiele myślą; a nieraz zachowywać ich nie są w stanie. Wszelkie choroby najchętniej przesiadują w Starym mieście, gdzie w istocie wszystko przygotowane na ich przyjęcie; najenergiczniejszy przymus i dozór policyjny nie może być niczem innem, tylko półśrodkiem, i trzebaby chyba jakiego Herkulesowego czynu w tej prawdziwej stajni Augiasza. Pod naciskiem, podwórza oczyścić się mogą dość znośnie, ale dzięki wylewaniu pomyjów bez wyboru miejsca i innym podobnego rodzaju przyzwyczajeniom, dawny stan wraca za jaką godzinkę; z lubym nieporządkiem i nieczystością mieszkańcy na żaden sposób rozstać się nie mogą. Zresztą kto choć raz wstąpił do jednej z tych izb żydowskich, gdzie okno nie otwiera się ni zimą ni latem, gdzie zamiatanie nie codzień się odbywa, a mycie chyba przed wielkiem świętem, ten przyjdzie do przekonania, że trzebaby się włamywać do każdego takiego mieszkania prywatnego, by położyć koniec owej bezwiednej, ale zaiste starannej hodowli miazmatów, niemniej starannej, jak gdzieindziej hodowla pszczół lub jedwabników.
Zresztą po co ci panowie mają zaprzątać sobie głowy, gdzie każdy zakątek na co innego potrzebny, jakiemiś przepisami higieny, jakąś czystością, porządkiem i innemi przesadzonemi wymaganiami zdrowia publicznego? Gdy epidemijka zacznie się do ich dzielnicy dobierać i pokaże, iż z nią nie ma żartu, mają oni na nią radykalny, niemylny sposób; wypędzają cholerę w jej własnej osobie. Tak jest, wypędzają publicznie, mit grossem Scandal. Ku temu celowi skojarzono u nas małżeństwo jakiegoś biedaka i niedołęgi, szewca z profesyi z równie bogatą, żwawą i powabną kucharką, wyposażywszy ich 300 zł. p. gotówką, ze składek zebraną. Czyn ten ma być ofiarą błagalną i ekspijacyą za grzechy, zapewne za samolubstwo i zbytnią miłość mamony. Główną treść obchodu stanowi zakończenie, będące obrzędem wypędzania cholery. Czytelniku, widziałeś zapewne hece końskie, kankan w pięknej Helenie, sztuki magiczne zagranicznych geniuszów, nie lepsze ale zawsze droższe od geclowskich, i wiele tym podobnych pięknych i ciekawych widowisk; aleś pewno nie widział tak oryginalnego i pociesznego jak to, któregośmy byli świadkami. Na dość dobrej szkapie siedział rosły żyd, okryty białem prześcieradłem, w masce, w kapeluszu karawaniarze po napoleońsku, z kosą drewnianą w ręku. Była to cholera. Za nią paradował na bardziej już kościstym rosynancie również zamaskowany rycerz, ze sztucznym garbem, w łapserdaku, starożydowskiej spiczastej czapce z futrzaną oblamką, z nahajką w ręku, i pędził przed sobą nienawistne widmo, w czem mu dopomagała chmara większych i mniejszych niedorostków, z krzykami urągania obskakujących uosobioną chorobę. Jakkolwiek pogromca epidemii, rodzony braciszek widać kawalerzysty z krwi i ducha z „Kuryera Świątecznego”, siedział nie już po łacinie, ale po hebrajsku na koniu, który choć chudy i wynędzniały, niecierpliwił się i jeźdźca zrzucić usiłował – i jakkolwiek chmary ścigających za każdym machnięciem kosy na sto kroków odskakiwały, przewracając się nawzajem; z tem wszystkiem cholera umykała dość żwawo, przebiegając kolejno wszystkie ulice, zamieszkane przez współwyznawców. Pochód cały zmierzał ku mostowi, za którym rozpoczyna się dzielnica, gdzie wyznawca Mojżesza jest wyjątkiem, i ta okoliczność obudziła podejrzenie w chrześcijanach. Gromadka tychże, przypatrująca się kawalkadzie, zrozumiała że ten kierunek ma oznaczać symboliczne odkomenderowanie cholerki na wyłączny użytek chrześcijan, a podobno ktoś z uczestniczących w taki sposób ją objaśnił – dość że nie bardzo mile żart przyjęła; przyszło do bójki, samej cholerze coś się oberwało, i byłaby może powtórzyła się scena ze średniowiecznych kronik, ale interwencya policyi przypomniała, że to już wiek XIX-ty. W kilka dni potem zmieniła się jakoś pogoda, temperatura się obniżyła, wiaterki dmuchnęły trochę energiczniej i epidemia osłabła, a potem całkiem ustała. Komitet urządzający uroczystość tryumfował i dziewięć dziesiątych starozakonnej ludności miasta nadaremnie by kto chciał przekonywać, że to wpływy atmosferyczne, a nie bat garbatego żyda, dokazały cudu.
Dziwna rzecz, iż lud z pojęciami monoteistycznymi wpadł w tak grube przesądy. Zapewne oddziałały nań wierzenia ludów europejskich, które mimo chrześcijaństwa, zachowały sobie dawne miejsce bóstwa, obtarłszy tylko trochę boską pozłotą.
Że nasz lud uosabia sobie każdą klęskę, nic dziwnego – miał on w swojej mitologii całe grono ucieleśnionych choróbek, które wraz z zimą, mrozem, wiatrami i śmiercią siedziały w piekle i stamtąd wyłaziły na świat boży. Naturalna rzecz, zapoznawszy się z cholerą, policzył i ją do tego szanownego grona, ale że tę znajomość zawarto już w XIX wieku, więc i ucieleśnienie jej musi mieć nowoczesne znamiona. Według ludu prostego (a i mieszczaństwo po trosze się na to zgadza), cholera wygląda jak każdy gentleman lepszego towarzystwa, lubi podróżować incognito to koleją, to, pocztą, to najętą wreszcie furmanką. Odróżnić ją od śmiertelników trudno, ale że przyjeżdża z zagranicy, zdradzi się czasem jakimś obcym szczegółem stroju. Nieraz też ludzie, oryginalnie się ubierający, doznawali przykrości z powodu, że wpadli w podejrzenie o tożsamość z nienawistną wiedźmą. Tak opowiadają tutaj o wypadku, jaki się niedawno zdarzył w Piotrkowskiem pewnemu stroicielowi fortepianów. Si vabula vera, przejeżdżał on wieczorem na białym koniu przez wieś, którą epidemia nawiedziła; biały kapelusz i jasne okrycie dawały mu pozór jakiegoś widma. Na ten widok dzieci i kobiety z krzykiem pouciekały do chat, ale mężczyźni odważniejsi, sądząc, że się zdobywają na czyn heroiczny, jak ów Rusin, co powietrze chciał utopić, lub szlachcic, który uciął rękę morowej dziewicy, puścili się za nieborakiem w pogoń. Że dościgniętego musieli porządnie poturbować, rozumie się samo przez się; niedarmo mawiał pewien burmistrz: „Boże broń mię od chłopskiej ręki i żydowskiej głowy”.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 2 miesiąc temu #18711 przez Krzysztof Łągiewka
I/ Wiek, Nr 22 z 17(29).01.1877, s. 3
W r. 1861 zawiązana została w Częstochowie ochotnicza straż pożarna, złożona ze 120 najdzielniejszych indywiduów z pomiędzy kupców, rzemieślników i obywateli miejskich. Organizację, wyćwiczenie i umundurowanie straży, zawdzięczać należy jej naczelnikowi, obywatelowi miasta, p. Teodorowi Łagodzińskiemu, posiadającemu wiele doświadczenia i wysokie zdolności instrukcyjne; fundusz zaś na ten cel potrzebny mieszkańcy składali z dobrej woli zarządowi straży. Obecnie gdy z rozwojem działalności prywatnych Towarzystw asekuracyjnych, wszyscy prawie kupcy i przemysłowcy, tudzież właściciele sklepów, składów, kramów i kramików, zabezpieczyli dość wysoko od ognia swoje ruchomości, - miasto prawie jednomyślnie odmówiło dalszych składek na utrzymanie owej straży, a raczej przyborów i narzędzi służących do ratunku, zapominając, że owa straż w nader licznych pogorzelach ocaliła majątki tychże mieszkańców! Wszelkie środki przymusowe nie mają tu zastosowania, gdyż składki były dobrowolne, a przytem ustawa organiczna dotąd nie zyskała sankcji rządowej. Tak więc, instytucja wzorowo wyćwiczona, bezinteresownie poświęcająca się dla dobra drugich, o jaką usilnie starają się gdzie indziej, w Częstochowie spotkała obojętność, wskutek której, dla zupełnego braku środków materialnych została rozwiązaną, w następstwie czego, wszelkie narzędzia ogniowe, tudzież przybory i znaki strażnicze złożone zostały magistratowi miasta.
Z.

II/ Wiek, Nr 40 z 8(20).02.1877, s. 3
Straż ogniowa ochotnicza w Częstochowie.
Od naszego korespondenta z Częstochowy otrzymujemy, w kwestyi rozwiązania ochotniczej straży ogniowej, list, który podajemy w streszczeniu, jako mogący się przyczynić do wyświęcenia tej sprawy.
Korespondent nasz donosi, że rozwiązanie straży jest tylko chwilowym i że nie wypłynęło z niechęci lub niedbalstwa członków, lecz jedynie z braku funduszów. Bowiem po odjęciu miastu w r. 1866 propinacyi przynoszącej około 15.000 rs. rocznie, cały ciężar utrzymania straży jako i inne wydatki miejskie ludność z własnej kieszeni opłacać musi. Tym sposobem mieszkańcy, pragnąc zabezpieczyć swe mienie, zniewoleni są do opłaty dwojakiej składki ogniowej; jedną na utrzymanie straży, sprawianie i reparacye narzędzi, drugą na towarzystwa ubezpieczeń. Korespondent jest zdania, że straż ogniowa największe oddaje usługi tym właśnie instytucjom, które pobierają i tak dość wysokie opłaty, wynoszące w r. 1875 - ½ od sta, a w r. 1876 dziewięć od tysiąca. Jeżeli więc obywatele miejscy poświęcają czas i siły na honorową służbę w straży, to Towarzystwa ubezpieczeń także ze swej strony coś zrobić powinny, a mianowicie, przykładać się do utrzymania straży, we własnym a dobrze zrozumianym interesie. Mogłaby się do tego przyczynić i kasa ekonomiczna miejska, biorąc ze skarbu, w zamian za odebraną propinacyę, wynagrodzenie w kwocie 5000 rs. rocznie. Wyjaśnienie niniejsze niech służy za dowód, że wina rozwiązania straży ogniowej nie powinna ciążyć na jej członkach, którzy jak dawniej tak i nadal chętnie pełniliby obowiązki, dobrowolnie przyjęte. Nie należy także winy tej składać wyłącznie na barki obywateli miasta, w ogóle mało zamożnych, którzy przez lat kilka składali dowody swojej ofiarności, gdyż wedle praw słuszności, obie strony interesowane (to jest: ludność miasta i towarzystwa ubezpieczeń) zarówno do utrzymania straży przykładać się winny; tymczasem dotąd stan rzeczy był taki, że mieszkańcy czynili wszystko, opłacając składkę dwojaką i pełniąc służbę w straży, a towarzystwa zachowywały się obojętnie.
Ten głos w obronie obywateli częstochowskich podajemy na zasadzie: audiatur et altera pars

III/ Wiek, Nr 43 z 11(23).02.1877, s. 3
Straż ogniowa częstochowska, o rozwiązaniu której wszystkie pisma nasze donosiły, jak się z przyjemnością obecnie dowiadujemy, uorganizowała się na powrót. Inaczej być nie mogło. Instytucya bowiem tej doniosłości, gdy raz powstanie, upaść nie może, przeszkodzą temu dobrze myślący i dbający o bezpieczeństwo ogólne, obywatele. Przyczyną rozwiązania straży ogniowej częstochowskiej, były interesa materialne: straż była obdłużoną. Nie dano jej próżnować dłużej nad dni dwa i z dobroczynnych ofiar powstał fundusz, którym długi straży spłacono. Tym sposobem, cała sprawa chwilowego upadku straży ogniowej częstochowskiej, skończyła się zaszczytnie dla częstochowskich obywateli.
COM_KUNENA_THANKYOU: Halina Klimza, Anna Fukushima

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 2 miesiąc temu #18810 przez Krzysztof Łągiewka
Wiek, Nr 57 z 25.02(9.03).1878, s. 3

Z Częstochowy.
Towarzystwo kredytowe dla miast, jest żywą kwestią dla miejskich obywateli; każda chwila przyspieszenia bytu tej instytucyi, stanie się prawdziwem dobrodziejstwem dla ogółu. Tu u nas w Częstochowie, w obecnych czasach, parę majątków miejskich, skutkiem obciążeń hipotecznych przez subhastację sprzedano, a ileż to jeszcze czeka los podobny! Nie doszłoby do tego gdyby Towarzystwo istniało. Jak wiemy dawno już, na obradach połączonych prac Towarzystwa kredytowego, zgodzono się na zasady, według których władze mogłyby udzielać pożyczki w listach zastawnych na nieruchomości miejskie tutejszego kraju: ten przedmiot, ze względu na niezaprzeczoną ważność obudził wszędzie żywy interes, i dlatego z polecenia Najwyższej władzy krajowej, właściciele murowanych nieruchomości w miastach, za pośrednictwem magistratów wezwani zostali do objawienia życzeń swoich w przedmiocie zawiązania Tow. kred. miejskiego. Obywatele naszego miasta, z uwagi na użyteczność i dobrodziejstwo tej instytucyi, skwapliwie przystąpili do wspólnych narad i przedstawili jeszcze dnia 27 sierpnia r. z. swoje objawienia. Czy i inne miasta również objawiły swe chęci, nie wiadomo, lecz nie sądzimy aby obywatele innych miast o tyle byli obojętni, ażeby nie starali się wszelkimi możliwymi sposobami o przyspieszenie wprowadzenia w życie tyle dobroczynnej instytucyi. Wprawdzie wiadomo w naszym kraju, każda innowacya wywołuje malkontentów, na co jednak ludzie dobrej woli nie powinni zwracać uwagi.
Spodziewamy się, że znaczniejsze miasta, jak Lublin, Radom, Płock, Kielce i inne, zechcą za pośrednictwem pism czasowych udzielić wiadomości, czy i ci mieszkańcy równie z chęcią przystępują do Towarzystwa; widzimy wreszcie, że listy zastawne miasta Łodzi doskonale prosperują, czemuż i listy miast zsolidaryzowanych miały być gorsze? Wreszcie, jeżeli wspólny głos objawiać będzie swoje życzenia, prędzej dojdziemy do zamierzonego celu. W tym roku jeszcze będzie ukończony bruk drugiej ulicy Panny Maryi, przez co pozbędziemy się kurzu, jaki letnią porą w tyle pięknej spacerowej alei stawał się nieznośnym – także na ulicach tak zwanej Siedmiu Kamienic i Ś-tej Barbary, droga dotychczas niegodziwa zastąpioną będzie szosą i życzeniem jest naszem, aby przedsiębiorcy sumiennie wykonali takową – zależeć to będzie od magistratu.
Karnawał skonał, zakończony dziesiątą maskaradą we wtorek. Zabawy te już na dobre zaaklimatyzowały się u nas. W ostatnią niedzielę parochód ze świstem i szumem peregrynował po sali maskaradowej, i zrobiwszy parę kursów schował się w kąt widocznie dla braku pary. Każda maskarada przeciągała się do rana, a przy dwóch orkiestrach bawiono się doskonale.
W tłusty czwartek w tychże salach był bal dziecinny, który udał się w zupełności, a dorośli następnie bawili się do rana.
Pogoda z początkiem marca była piękna, ależ to jak w marcu, teraz tj. od wieczora środy popielcowej, deszcz z wichrem nie przestaje nas trapić. W polach skowronki się pokazały, o urodzajach przyszłych różni różnie mówią. Drożyzna u nas na porządku dziennym. Mięso na funcie o kopiejkę zdrożało, płacimy teraz za mięso w najgorszym gatunku po 9 kop. za funt, lokale bardzo idą w górę, słowem, coraz więcej biedy wszędzie widać.
K.
COM_KUNENA_THANKYOU: Anna Fukushima

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 2 miesiąc temu #18964 przez Krzysztof Łągiewka
Wiek, Nr 117 z 16(28).05.1879, s. 3

Częstochowa, 23 maja 1879 r.
W mieście naszem w tym roku ruch budowlany bardzo ożywiony, kilkanaście kamienic przybędzie, pierwsza aleja, pozbywszy się małych i niepozornych domów, zapowiada się jako najpiękniejsza część miasta. Znaczna fabryka farbowania papieru i obić papierowych pp. Kohna i Markusfelda na ukończeniu i wkrótce w niej maszyna parowa w ruch wprowadzona będzie. Gdyby jeszcze Towarzystwo Kredytowe Miejskie, którego obywatele z utęsknieniem oczekują, weszło w życie, to w krótkim czasie Częstochowa nie tylko przyoblekłaby się w strojniejszą szatę, ale nadto wiele majętności miejskich uchroniłoby się od ruiny.
W dniu 18 maja otwartym został u nas Instytut wód mineralnych, w ogrodzie p. Wolberga, w pierwszej alei. Zakład liczy trzeci rok użytecznego istnienia. Właściciel p. Panceram, nie szczędzi nakładu, pracy i starań, aby zakład godnie odpowiedział wymaganiom. W tym roku urządzone tu również zostaną kąpiele zimne z prysznicem. Werandy, piękny ogród, fontanna, doborowa muzyka, szybka usługa, coraz więcej tak z miejscowych jak i z dalszych okolic potrzebujących kuracyi sprowadzają, i o ile nam wiadomo, każdorocznie do 400 osób korzysta z Instytutu.
P. Antoni Bromirski, z Warszawy, założył u nas zakład fotograficzny, tuż przy moście kolei żelaznej. Roboty jego, dokonane już w Częstochowie i umieszczone w ozdobnej wystawie, przedstawiają się bardzo dobrze. Są tu i heliominiatury, odznaczające się wykończeniem i w niczem nieustępujące warszawskim fotografiom. Jest to już czwarty zakład w naszym mieście. Właściciel zbudował na jego pomieszczenie bardzo gustowną pracownię i zaopatrzył w ulepszone aparata.
Handel kwitnie u nas pomimo, że wszyscy nań narzekają. Z każdym dniem powstają nowe sklepy, w ostatnich czasach liczba ich potroiła się i wszyscy mają jaki taki odbyt.
O co trudno, to o dobrego robotnika. Wszyscy nader wysokiej żądają płacy. Mularzy brak wielki i rąk do pracy zbywa a na przedmieściach nędza i niedostatek trapi mieszkańców. Objaw istotnie zadziwiający.
W tym roku ziemianie nie rokują dobrych urodzajów, bezustanne deszcze przy dotkliwem zimnie o wiele opóźniły roboty. Zasiewy i kartofle na niskich gruntach prawie przepadły, w naszych okolicach w najlepsze jeszcze w polach prowadzą siewy owsa i sadzenie kartofli; na górnych gruntach oziminy dość pięknie prezentują się, jednakże wnosić należy, że żniwa opóźnią się. Drzewa owocowe obficie pokryły się kwieciem, i spodziewać się można, że lepsze jak zboża wydadzą rezultaty. Ogrodowizn brak zupełny.
K.
COM_KUNENA_THANKYOU: Anna Fukushima

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 2 miesiąc temu #19061 przez Krzysztof Łągiewka
I/ Wiek, Nr 242 z 16(28).10.1882, s. 3

W Częstochowie w przeszłym tygodniu ukazał się pewien rodzaj niewiadomo czy periodycznej publikacji. Stanowi ją półarkusz, zadrukowany samymi ogłoszeniami o licytacjach, sprzedażach, handlach itp., który też nosi nazwę „Kartka ogłoszeń”.


II/ Wiek, Nr 166 z 14(26).07.1889, s. 3

W Częstochowie powstał projekt wydawania pisma p.t. „Kuryer Częstochowski”.
COM_KUNENA_THANKYOU: Anna Fukushima

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 1 miesiąc temu #19148 przez Krzysztof Łągiewka
Wiek, Nr 257 z 4(16).11.1883, s. 2

Korespondencya „Wieku”
Z Częstochowy
W ślad za innemi miastami i Częstochowa przechodziła rozmaite gorączki. Panowała swego czasu gorączka urządzania gwiazdki dla biednych dzieci, przez bardzo dobroczynne osoby, ale wnet zgasła – okazała się później gorączka maskarad, które musiały upaść; złota gorączka, skutkiem podcięcia skrzydełek, zeszła prawie na 37½ stop. Celsjusza, a teraz w całej pełni wybuchła gorączka budowania nie tylko domów, ale głównie i przedewszystkiem fabryk. Stare fabryki, jak młyn wodny i parowy razem z fabryką bibuły istnieją jak istniały, ale ileż to przybyło i przybywa; kilka lat już egzystuje fabryka mebli giętych, obecnie należąca do Towarzystwa wiedeńskiego, która wielkie transporta wysyła do Cesarstwa; dalej tartak, własność p. Goldsteina, z Katowic, tuż przy kolei Warsz. – Wiedeńskiej, opatrzony niemieckimi napisami i starający się wszelką mu przez parę udzieloną siłą wytępić najpiękniejsze drzewo z lasów, darowanych byłemu ministrowi p. Grejgowi; bale, krokwie, wszystko to pędzi „nach Stetin und Danzig”. Kto tak, jak piszący te słów kilka, przypatrywał się temu prawie nieskończonemu rzędowi z najpiękniejszym budulcowym drzewem, tak gęsto idących za sobą, że czasami po 5 lub 6 minut trzeba było czekać, aby móc przejść w poprzek ulicy, i kto tak to widywał, z małemi przestankami, niemal co dzień, temu się z pewnością łzawo robiło, ten przychodził do przekonania, że jeszcze w przyszłości, my od nich, nie na kubiki, ale na funty drzewo kupować będziemy. Dziś już, jaka to hardość i arrogancya! – chcesz, biedny człowieku, kupić sobie kilka desek i pójdziesz na tartak nie umiejąc po niemiecku, to cię potraktują jak jakiego przybłędę; - zwykle dzieje się w świecie tak, że im dłużej znajduje się w obcym żywiole, tem więcej się nim przejmuje, oswaja się z obyczajami, językiem itd., tymczasem tutaj dzieje się wprost przeciwnie; znam takich, którzy po pierwszych trzech latach pobytu, jako tako mówili po polsku, obecnie coraz to gorzej mówią, tak, że już teraz trudno ich rozumieć; szczotka, ciotka, siatka, to wszystko jest szotka.
Ale opuśćmy to smutne miejsce zniszczenia i zwróćmy się do przemysłu naszego, krajowego. Niedawno temu, bo rok dopiero, powstała tu fabryka guzików, p. Grossmana, która wyrabiając swój produkt, z materiału w kraju pod dostatkiem się znajdującego, w sposób niegorszy niż za granicą, nie opłacając cła, sprzedawać może taniej i wstrzymuje bogacenie się niemieckich kieszeni. Tak samo rzecz się ma z fabrykami znajdującymi się w trakcie budowania; i tak, fabryka nici, sznurów itd., do której założycieli należy wyżej wspomniany p. Goldstein, oraz tutejsi obywatele Oderfeld i Oppenheim; następnie buduje się także fabryka igieł i szpilek, dalej fabryka p. Fuchsa Juliana, która w niedalekiej już przyszłości, wyrabiać będzie drewienka do zapałek, oraz sztyfty do obuwia. Największą jednakże fabrykę, na wielką skalę, stawia p. Kronenberg, właściciel Błeszna; będzie to fabryka wyrobów lnianych, przędzalnia itd., kosztów, jak widać, tu nie żałują, ma to być lukratywne ale i piękne. Widzimy tu dach kryty dachówką, której tysiąc, bez układania, 50 rs. kosztuje; są tacy, co utrzymują, że przez tę dachówkę deszcz przecieka – ale to pewnie złośliwi ludzie. Przed kilku tygodniami, przybyło dla tejże fabryki z zagranicy, koło rozpędowe, w dwóch częściach; jedna część, mimo swego olbrzymiego ciężaru, dostała się szczęśliwie na ziemię; przy windowaniu zaś drugiej części, winda się zerwała i druga część, spadłszy na poprzednią, pękła.
Strata wynosi około 5000 rs. i całe szczęście, że… no! że za pieniądze zrobią drugie koło. Na uznanie ze wszech stron zasługuje maksyma, jaką się administracya tejże fabryki kieruje, a mianowicie, że nie dopuszcza żadnych cudzoziemców i siły jej potrzebne rekrutuje wyłącznie z krajowców; przykład godzien naśladowania, nawet w takiej samej fabryce jak niniejsza. Do ukończonych już fabryk, należy dalej fabryka zapałek szwedzkich Gehlicha i Hurha, która jakkolwiek dopiero rok istnieje, ale na żółtych etykietach pudełek już posiada medale, pod któremi widnieje polski podpis: „Gehlich i Hurh w Częstochowie”.
Oprócz fabryki bibuły, o której na początku wspomniałem, jest jeszcze druga fabryka papieru różnokolorowego; wprawdzie to biedactwo, niedługo po urodzeniu, spaliło się, ale teraz proszę patrzeć, jak się wygoiło, ani znaku oparzelizny; widocznie zdrowa krew, rana prędko się goi. Do przedsiębiorstwa bliżej miejscowych potrzeb dotyczącego, należy niedawno, bo dwa czy trzy lata temu założona, fabryka pieców, od zwyczajnych począwszy, do najgustowniejszych i drogich; wyrób doskonały, wykończenie staranne, i dlatego nie mający żadnej konkurencyi. Że Częstochowa zakrawać zaczyna na inteligentne miasto, to dowód w tem, że posiada trzy księgarnie i dwie drukarnie – jedna nawet parowa, tylko że nie jest jeszcze czynną, lecz będzie dopiero mniej więcej od 1-go stycznia 1884 r.
W samym środku alei wznosi się duży, dwupiętrowy budynek, szczytem do alei, a w tym szczycie, aż het ponad dachem, wznosi się komin, wcale nieskromnych rozmiarów, który niezadługo zionąć będzie iskrami i dymem; i maluczko, a przyjdzie czas, kiedy ludzie częstochowscy rzekną: otóż, mieliśmy kurz, kiedy deszczu nie było, a mieliśmy błoto gdy był deszcz; maluczko zaś, a będziemy mieli dym i woń jego, aby nie tylko płuca i oczy, ale i nosy nasze miały swoją satysfakcyę. Przezacny Eolu, przyślij nam Boreasza na stałe mieszkanie, inaczej bowiem będzie wielkie zaćmienie pomiędzy drzewami i domami, a wszelki człowiek ratować się będzie ucieczką i zamknie szczelnie za sobą drzwi i okna.
Ale nie na tem jeszcze koniec; pomijam już niedawno otworzoną fabrykę „Halek” i fabrykę torebek papierowych, z wydrukowanymi napisami firmowymi p. Łęczyckiego, ale jakże pominąć przybytek, w którym warzy się napój Gambrinusa. Dotychczas siła ludzka i koni wystarczała wymaganiom publiczności dziś już tego za mało, i otóż, wznosi się nowy komin, a parowa maszyna zastąpi ręce ludzkie i siłę koni. Tak więc browar podnosi się w swojej wartości, i czekać tylko należy, czy i piwo w tymże względzie się podniesie.
To Częstochowa, pod względem materialnym – a teraz przypatrzmy się jej, choć pobieżnie, pod względem duchowym.
Mamy, co prawda, już sześć klas w naszem przyszełem gimnazyum – młodzież tłoczy się gwałtownie i mimo równoległych wstępnej, pierwszej, drugiej i trzeciej klasy, dużo z kwitkiem dla braku miejsca, odejść musiało; smutno to bardzo, ale smutniejsze to, że około 40-tu uczni uczęszczających, dotąd wpisu opłacić nie było w stanie. Znalazł się wszakże Bodouin, który bez rozgłosu i chęci błyszczenia w sprawozdaniach, zajął się tą biedą i urządził na ich korzyść teatr amatorski, z którego dochód dość znaczny ale jeszcze niewystarczający, dla nich przeznaczony został. Kto wie co to znaczy na prowincyi w małem miasteczku zebrać harmonijne kółko amatorów, to mu się zimno robi na wspomnienie takiego przedsiębiorstwa, zwłaszcza jeżeli z dochodu nie uroni się grosza, choćby na… karmelek. Dochodzi mnie wiadomość, że przedstawienie teatralne amatorskie, w tych dniach, na ten sam cel, ma być powtórzone, naturalnie, za staraniem tegoż samego przyjaciela młodzieży. Szczęść Boże!
Prywatnych szkół, ale tylko żeńskich, w Częstochowie nie brak; jest kilka czysto żeńskich i jedna mieszana, tj. taka, w której obie płcie są reprezentowane, ale pod egidą płci żeńskiej.
Już to na bułce, bochenku chleba, tasiemce, bucie i tysiącznych podobnych rzeczach, to lada kto się pozna, ale na nauce tylko taki, kto sam naukę posiada, a ponieważ przeciętny częstochowianin nie grzeszy pod tym względem, stąd peregrynacya od Kajfasza do Annasza zależy od tego, gdzie kogo wiatr zapędzi.
Lux.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 1 miesiąc temu #19222 przez Krzysztof Łągiewka
Wiek, Nr 77 z 22.03(3.04).1884, s. 4

NEKROLOGIA
I znowu jeden z weteranów legnął w mogiłę, zasnął snem błogosławionych. W tych dniach zmarł w Częstochowie śp. Józef Trenner, b. oficer b. wojsk polskich, a następnie urzędnik dr. żel. W. – W. Urodzony na początku pierwszego dziesiątka bieżącego stulecia, z ojca Bogumiła, b. dyrektora budownictwa m. Krakowa i matki Karoliny z Klumppów, otrzymał wyższe wykształcenie w szkole kadetów: zaliczony do szeregów wojsk polskich, do końca wspólnie z niemi dzielił tę dolę, jaka nań w udziale przypadła.
Po doznanych zawodach i przejściach, skutkiem straty z niezależnych od siebie przyczyn mienia, śp. Józef szukając trwałej egzystencji w pracy, z zapałem poświęcił się mechanice i w tym celu przed 40 laty wstąpił w skład urzędników dr. żel. W. – W., a w ostatnich kilkunastu latach pełnił obowiązki naczelnika warsztatów mechanicznych w Częstochowie, gdzie pod kierunkiem swoim uzdolnił niemały poczet przyszłych mechaników, to jest maszynistów tejże drogi.
W stosunkach do władzy swojej nie narzucał się, nie prosił, nie szukał protekcyi, pracował w obranym kierunku dla dobra społeczeństwa i na małem stanowisku, odpowiednio do wiedzy i nauki swojej, nieboszczyk do końca życia przyjmował czynny udział w stowarzyszeniach naukowych: to też u podwładnych swoich pozostawił miłe wspomnienie jak najlepszego kolegi i zwierzchnika, a u tych co go bliżej znali, głęboki żal.
Pogrzeb jego zgromadził przyjaciół i z dalszych zakątków kraju.
Pozostawił po sobie żonę, 4 synów, 3 córki, dzieci, które każdej rodzinie chlubę przynieść mogą.
Cześć zacnemu weteranowi!
COM_KUNENA_THANKYOU: Anna Fukushima

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 1 miesiąc temu #19274 przez Anna Fukushima
"Gazeta Sadowa Warszawska" z 14 (26) Lipca 1879 r., N° 30, s. 8:

Wybory.
(...) Dnia 4 lipca odbyly sie wybory w III okregu sadowym p-tu Czestochowskiego. W gm. GRABOWKA obrany na sedziego gminnego Gustaw GALLER; na lawnikow zostali wloscianie: Antoni MALCZAK i Walenty ORGANA. W gm. KAMYK na sedziego obrany Roman ELZANOWSKI, sprawujacy ten urzad od lat trzech; na lawnikow Gustaw PUCHEWICZ i Piotr MUSZKIET, pierwszy wlos. z gmniny Grabowki, a drugi mieszczanin z Klobucka. W gm. POTOK tenze ELZANOWSKI; na lawnikow wybrani: Antoni GORSKI i Franciszek PRZYGODA, obaj jednomyslnie. W gm. DZBOW wybrany zostal na sedziego Stanislaw JASINSKI; na lawnikow zas jednoglosnie wlos.: Jan CHEJSTRAL i Blazej SWIEZY. W gm. REMKOWICE, na sedziego tenze JASINSKI, na lawnikow: Jan STACZ i Adam MUS obaj wloscianie.
__________________
*** Gdzie znajduja sie Remkowice? Nigdy nie slyszalam o tej miejscowosci.

AF

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 1 miesiąc temu #19277 przez Elżbieta Kowalska
Może to o Rększowice chodzi? Remkowic nie ma w wykazie miejscowości, są Rękowice, ale nad Wisłą. To gmina, więc tak szybko z mapy nie mogła zniknąć.
COM_KUNENA_THANKYOU: Anna Fukushima

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 1 miesiąc temu #19281 przez Andrzej Kuśnierczyk
Rększowice.
Sędzia Stanisław Jasieński. Ten sam, co w Kamienicy Polskiej (Okręg sądowy V) . Mieszkał w folwarku Borek( dziś gmina Poczesna).
COM_KUNENA_THANKYOU: Anna Fukushima

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 1 miesiąc temu #19353 przez Anna Fukushima
"Gazeta Sadowa Warszawska" z 29 wrzesnia (11 pazdziernika) 1879 r., N° 41, str. 6:

Janów, pod Potokiem Złotym, Wrzesień 1879.
Sąd gminny YI Okręgu p-tu Częstochowskiego
rozciąga swą działalność na 4 gminy: Potok-Złoty,
Przyrów, Olsztyn i Staropole, w skład których
wchodzą 3 dawne miasta, obecnie osady: Janów,
Przyrów i Olsztyn. Rezydencya sądu w osadzie
Janów, odległej od miasta powiatowego Często-
chowy o wiorst 28, od osady Żarki (stacya poczto-
wa) o wiorst 10 i tyleż od osady Mstów. Skład
osobisty sądu był następujący: sędzia gminny Mar-
celi Dobronoky, właściciel dóbr Lusławice;
ławnicy i ich zastępcy: Roman Dydyński
właściciel dóbr Zagórze; Bolesław Stojowski,
właściciel dóbr Zarembice; Teofil Ziółkow-
ski, Józet Kupisiewicz, Stanisław Do-
makiewicz, właściciele osad miejskich w Jano-
wie, Przyrowie i Olsztynie. Na następne trzechlecie
wybrani: na sędziego gminnego Marceli Dobro-
noky, 884 głosami; na ławników: Teofil Ziół-
kowski głosów 296; Stanisław Domakie-
wicz głosów 484; nowi, włościanie: Jan Luszcz,
sołtys z Bolesławowa, głosów 144 i Antoni Pęcz-
kówski, osadnik z Przegrowa, głosów 110: na
zastępców ławników, włościanie i osadnicy miej-
scy:Tomasz Mizga1ski z Przyrowa, Ignacy
Frączyk z Staropola, Roman Stała z Ja-
nowa i Tomasz Toma1ski z Olsztyna, Po-
siedzenia sądowe odbywały się 2 razy na ty-
dzień, a w miarę potrzeby i częściej; ekono-
miczne raz w miesiąc, lub stosownie do oko-
liczności. Skargi i podania wszelkie przyjmowane
były codziennie, przez sędziego, przeważnie ustne,
i wnoszone do przygotowanych w tym celu proto-
kółów drukowanych, z odpowiedniemi miejscami
wolnemi na wpisanie tego, co z rzeczy wypadło (...)
___________
AF
COM_KUNENA_THANKYOU: Krzysztof Łągiewka, Maria Mroczek

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 4 tygodni temu #19375 przez Krzysztof Łągiewka
Wiek, Nr 188 z 13(25).08.1887, s. 2 – 3

Z Częstochowy donoszą „Kuryerowi Por.” Byliśmy tu dziś (23 bm.), świadkami nader smutnego wypadku. Na tutejszą stację kolejową o godzinie 10 ej rano, przybył Władysław Czerski, lekarz z zawodu, lecz od 8 lat nie oddający się praktyce, właściciel wsi Łojki w naszej okolicy, oraz właściciel sklepu spożywczego w tutejszym mieście, liczący lat 40; kupił sobie bilet do Warszawy i gdy odchodził od okienka kasowego, naraz zsiniał i bezprzytomny runął na ziemię.
Obecny na stacyi dr Bukowski z Warszawy, skonstatował atak apoplektyczny i radził upuszczenie krwi, czem się też niezwłocznie zajął przybyły także lekarz miejscowy Oderfeld. Chorego przeniesiono do pobliskiego szpitala i tam wraz z lekarzem kolejowym Biegańskim operacyi tej dokonano, lecz śp. Czerski w niespełna godzinę życie zakończył.
Śp. Czerski sprzedał tu wczoraj swój sklep, do Warszawy zaś zamierzał pojechać dla uregulowania swoich interesów.
W rzeczach zmarłego, właściwie w małej poduszce (jaśku), znaleziono gotówką 2323 rs. 90 kop., oraz weksle, dwa złote zegarki i różne papiery, które złożono sędziemu śledczemu.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Czas generowania strony: 0.981 s.