Trzeci dziś poniedziałek od tego czasu jak zaczęłam pisać

Trzeci dziś poniedziałek od tego czasu jak zaczęłam pisać. Wiem jak zacząć dzisiejszy dzień w pamiętniku. 20 kwiecień jest już dziś, lato obiecują dobre. Pogoda ładna. Po śniadaniu zamiotłam pokój i wycierałam szklanki, talerze, które mama myła. Czytałam właśnie „Miłość wodza”, kiedy przyszła Zocha i zawołała mnie i zaczęła prosić abym opowiedziała jej bajkę i opowiedziałam jej „o rybaku i geniuszu” i dwie inne. Po 10-tej Kazik i Tadek poszli na naukę przyszli o 12-tej. Po południu mama poszła do ogrodu a ja pozmywałam i poszłam do ogrodu po 6-tej. Do domu przyszła o 8 ½ Był dziś ślub p. Jadzi Jędrzejowskiej siostry Heli z p. Wacławem, jak się nazywa nie wiem, bo mówią, że nie wiedzą. Następnie była kolacja i Józek koniecznie chce przeczytać mój pamiętnik, ale mu nie dam. Oleś znów mówi żebym mu dała do schowania. Późno już.

Wieczór 11-ta za 20 minut 20 kwiecień 1914 roku

 

Niedziela 19 kwietnia

Niedziela 19 kwietnia. Dziś wypadła rosyjska Wielka Niedziela 6 kwietnia. Świąt Rosjanie mają 3 dni. Pogoda śliczna jak i na nasze Święta. U nas już nic ze Świąt nie ma, m. dziś dała ostatek babki. Olesiowi troszkę się tylko zostało, które mama chowa w swojej komodzie. Byłam w kościele św. Rodziny z Józkiem, a później spotkaliśmy się z Mańkiem i poszliśmy we troje do ogrodu. W iglarni robili. Narwałam sobie fiołków dwa duże bukieciki z pomocą J. Byliśmy tam może z pół godziny, następnie poszliśmy do domu. Zosi cały dzień w domu nie było przyjechała do domu dorożką dopiero wieczorem. Widziałam się z Helą i Jankę widziałam spacerującą i patrzącą w okna kasjera. Zaczęłam ja obserwować i nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu.  Hele była w mieście i przyszła dopiero na wieczór, dała mi „Proroctwa św. Saby”, mówiła mi, że Lotce lepiej i że dostała list od Florczak. Byłam u Zośki jadłam kolacje u nich „Pisemka” dziś nie miałam, bo na poczcie nie byli. Kupiła Bochnie i Tadkowi dwa baloniki, Tadek swój popsuł. Pożyczyła mi książkę „  Miłość wodza narodu” z Życia Kościuszki b. ładna. Trochę już przeczytałam. Zaczęłam Zosi opowiadać bajkę „o rybaku i geniuszu” i nie dokończyłam, ponieważ była 9 i musiała iść spać. Ja zaraz to samo zrobię, Oleś czyta Wędrowca z roku 1870. M. się położyła i stęka. Tata poszedł uspokajać psy, bo niemiłosiernie wyły.

Niedziela 10 za 8 minut.

 

Z powodu braku czasu nie zapisałam wczorajszego dnia

Z powodu braku czasu nie zapisałam wczorajszego dnia i muszę go zapisać dzisiaj. Pogoda b była ładna i w ogóle w tym tygodniu ładna pogoda. Do południa uczyłam się lekcji i sprzątałam. Po obiedzie poszłam do ogrodu sadziłam kapustę koło płotu rzeźni. Byłam odwrócona tyłem, gdy przyszedł gospodarz z felczerem weterynarzem Wierzchowskim. Zaczęli rozmawiać, lecz ja wcale nie zwracałam na nich uwagi. Śmiałam się z nich po cichu i pilniej sadziłam kapustę. „kapusta będzie słodka, gdyż ja sadzi takie ładne dziecko” usłyszałam głos jąkały gospodarza To nie dziecko to panienka” poprawił gospodarza Wierzchowski. Ja ma dalszą rozmowę nie zwracałam uwagi. Wierzchowskiego, gospodarza i mechanika Pawłowskiego nie cierpię, bo kiedy przechodzą koło mnie to się zawsze mi przyglądają, a szczególnie mechanik i Wierzchowisk. Bardzo nie lubię, gdy mi ktoś mówi, że jestem ładna, bo wiem dobrze, że to nie prawda. Jestem na swoje 13 lat wysoka dosyć tęga koścista i Oleś mi wróży, że będę „tęgą babą”. Głowę słuszna włosy nie bardzo długie dosyć grube zapinam zwyczajnie z tyłu. Ręce długie duże nogi duże łydki troszeczkę za grube. Sukienki noszę dosyć krótkie. Twarz mam okrągłą czoło wysokie, oczy duże zielono niebieskie brwi ciemno blond jak i włosy, rzęsy ciemne nos nieduży, lecz nozdrza za szerokie, usta nie za duże to tego jestem trochę piegowata, więc zdaje mi , że niema się czem zachwycać. Czy będę ładna to pewnie nie bardzo. Wracając do soboty byłam w ogrodzie do szóstej. Po ogrodzie spacerował dzieci kasjera i wszyscy się mi przyglądali dziwili się zapewne, że pensjonarka sadzi kapustę, praca uszlachetnia trzymam się tego przysłowia. Helena pożyczyła mi „Dla dobra dzieci”, ponieważ próżniaka nie mogła znaleźć. Piszę to wszystko za sobotę w niedziele.

 

Dwunasty dzień jak piszę w swoim pamiętniku

Dwunasty dzień jak piszę w swoim pamiętniku, dotąd nie opisałam jeszcze naszego mieszkania. Jest to mały domek z czerwonej cegły składający się z pokoju, kuchni i sieni. Gdy wejdzie się do sieni po prawej stronie drzwi do kuchni a wprost do pokoju. Pokój nasz jest dość duży z trzema oknami, podłoga biała, ściany nie malowane. Gdy wejść do pokoju rzuca się w oczy stół, komoda z obrazem, po lewej ręce dwa łóżka: Olesiowe i Józka. Nad łóżkiem Olesia wisi duży  zegar. Po prawej stronie stoją łóżka mamy i Ady. Ja śpię z Adą, a tata z mamą. Nad głową łóżka wisi landszaft i mały obrazek, nad Ady mój mały obrazek. Koło naszego łóżka stoi szafa a na niej nowe kurze. Zapomniałam powiedzieć, że pod oknem jednem stoi maszyna, a pod drugim duży kosz. Lustro wisi nad łóżkiem Józka naprzeciw komody.

Obudziłam się dziś wcześnie, bo Ada wyjeżdżała, wstała o 5 ½ rano. Oleś ją na stację odprowadził. Do obiadu pozmywałam czytałam „Sielankę” i uczyłam się wierszy „Pieśń góralska” i dwu niemieckich. Jeszcze wszystkich lekcji nie odrobiłam  zadanych na Święta. Po obiedzie o 2-giej poszłam do ogrodu dokończyłam pikowanie, a potem flancowałam buraczki do 6 ½ Przyszłam do domu i dokończyłam „Sielankę” i zagotowałam herbatę. M przyszła niedługo wypiliśmy kolację i mama pozmywała, a ja wycierałam. M. już śpi. Oleś i Józek nie przyszli jeszcze. Ada pewnie w Krakowie. Był pan Kwapiński (stary) pytał się o Olesia, o Adę.

Piątek wieczór 17 kwietnia 1914 roku godzina za 10m. 10-a
 

Nadchodzą znów rosyjskie święta 6 kwietnia

Nadchodzą znów rosyjskie święta 6 kwietnia. W tydzień po ruskich świętach 27 kw. Idziemy na pensję. Już mi się porządnie przykrzy. Dziś rano wstałam o 8-mej i zanim się ubrałam i obułam Ada i mama już pościelały łóżka. Umyłam się i zasiadłyśmy we trzy do śniadania. Po śniadaniu zamiatałam pokój, gdy m. z Adą zaczęły mówić „ jak u nas dużo wychodzi na życie” M zaraz zaczęła, że jeśliby nie potrzeba płacić za mnie to by długu nie było „wszystko i tak poszłoby na życie” powiedziała Ada ze złośliwym uśmiechem. „Oddam ja do fabryki, nie będę płacić” mówiła m prędko. „Teraz za późno ja na to nie pozwolę” mam zdrowe ręce i Oleś nie będzie święty „Weź ją sobie teraz” zawołała mama „mama da jej Życie a ja za to zapłacę” na tem skończyła się rozmowa. Ada poszła do miasta przyszła dopiero po obiedzie, a ja poszłam do ogrodu i pikowałam kalafiory. Gdy przyszłam dowiedziałam się ze Ada jedzie jutro o 5-tej do Krakowa. Już po kolacji Ada poszykowała sobie wszystko i teraz się myje. Idę zaraz spać tylko skończę.

Po 10-tej, ile minut nie wiem, bo zegar stoi, m. go popchnęła w tej chwili 11 ½ godz.

 


Strona 1 z 56