7 września 1915 we wtorek, No już chwała Bogu spełniły się me marzenia

7 września 1915 we wtorek
No już chwała Bogu spełniły się me marzenia zdałam do 4-tej klasy. Egzaminy zaczęły się od 1-go do 4-gowrześnia. W środę była arytmetyka i polski. Z arytmetyki mieliśmy dwa zadania i ustne przy tablicy z p. Chrzanowską. Z polskiego mieliśmy wypracowanie "Moja ulubiona książka" napisałam o "Potopie" Sienkiewicza i rozbiór z "Pana Tadeusza" zaczynający się od słów "Litwo Ojczyzno...".  2 września we czwartek był egzamin z geografii i francuskiego. Geografię umiałam dobrze, francuski nieźle. W piątek - historia, polski i religia.W sobotę ostatni był egzamin z niemieckiego. Najbardziej bałam się arytmetyki, ponieważ bardzo mam lichą głowę w tym kierunku. Ale jakoś poszło nieźle, Na egzaminach zaraz zapoznałam się z uczennicami. Bardzo mi się podoba na pensji ponieważ wszystko po polsku i uczennice między sobą mówią "koleżanko".  W naszej klasie dosyć sporo uczennic, ale jeszcze nie wszystkich pamiętam z nazwiska. Koło mnie siedzi przyjaciółka Maniusi Sokołowskiej Zosia Meksówna. Bardzo miła i sympatyczna dziewczynka, ma lat 12 skończonych. W niedzielę byłam u pp. Okuszków. Pani Doktorowa i moja droga Adziulka były niezmiernie zadowolone, z tego że zdałam. Wczoraj byliśmy na pensji po spis książek i plan lekcji. Dzisiaj 7 września zaczęły się lekcje. Pierwszą lekcją była Historia Polski. Objaśniała nam nauczycielka p. Paderewska o Słowianach, co to jest lud, państwo, historia pragmatyczna i.t.d. Drugą lekcje mieliśmy francuski. Nauczycielka Panna (?) co prawda "parluje" świetnie, tylko ma jakiś dziwny dziecinny głosik. Bardzo świetnie wykłada, choć po francusku, ale można dobrze zrozumieć. Ostatnią lekcję - Polski mieliśmy z nową nauczycielką. po dzwonku weszła nasza przełożona z jakąś panią i powiedziała; "czwarta klasa pani Paszkowska". Dygnęłyśmy, ona się uśmiechnęła. Przełożona wyszła. Ona zaczęła mówić, że przechodzimy stylistykę. Mówiła o pięknie języka polskiego, o tem, ze powinnyśmy kochać, pracować nad polskim językiem żeby godnie poznać, mówiła o stosunku przyjaznym między nią a nami, mówiła długo miłym dziewczęcym głosem, ale czasami brakowało jej słów. Potem wywołując po nazwiskach poznawała uczennice; objaśniała nam trochę stylistyki i zadźwięczał dzwonek. Wydała mi się bardzo miłą i sympatyczną.

Jutro! Święto Matki Boskiej 8 września

Okna pooświetlane po 10-tej 10 minut wieczór.

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

Log in to comment