11 kwietnia 1921 Minął mi z dniem 6 kwietnia rok 20-ty.

11 kwietnia 1921 Minął mi z dniem 6 kwietnia rok 20-ty. Panna dorosła i już nie młodziutka – ale ja uważam, że przeciwnie jestem młoda i zawsze będę młodą jeśli nie ciałem – to duchem. Nie lubię starców – czy to ze względu na wiech, czy na ducha. Człowiek młodym być powinien, pomimo lat, pomimo przeżyć, pomimo wszystko, zła i dobra – aż do śmierci. Nie zasklepiać się w sobie, w przeszłości widzieć tylko dobro i piękno i ludzi dobrych – ale iść naprzód, z postępem sympatyzować z młodymi, wczuwać się w serca i dusze ludzkie i cenić to co godne jest szacunku – to znaczy młodym wiecznie być.

Ja chcę być zawsze młodą i będę nią tak jak to rozumiem, chociaż nie wszystko to co pod mianem rozumienia powypisywałam. Niech żyje młodość, człowiek i świat! Nie przestanę kochać nigdy tych rzeczy. Byłam wczoraj na odczycie dra Folkierskiego o Dantem – dobrze mówił, chociaż za mało. Za ogólnikowo potraktował tego olbrzyma duchowego- spodziewałam się więcej. Pogoda wspaniała, tak lubię  życie w dni słoneczne, wiosenne!

Chłopcy powrócili z wojska z wyjątkiem Józka który jest także w Częstochowie. Maciek wrócił 9-tego. Wczoraj mieliśmy wszystkich pięciu chłopców, bo Kazio z Lipicza przyjechał – i ojciec tak się cieszył, patrząc na pięciu swych dorodnych synów – tak mu oczy świeciły radością i usta radośnie się uśmiechały. Wszyscy zdrowi i cali i w ogóle zdrowie nam dopisuje, za co dzięki najwyższemu! Brak nam często pieniędzy, ale to mniejsza, to najmniejsze zło ze wszystkich innych – można je z pewnym wysiłkiem usunąć. Kochani nasi rodzice; dali nam zdrowie moralne i fizyczne i pogodę ducha, przyćmioną często przeciwnościami życia. O życie! – jakieś ty kochane!

Byłam na Jasnej Górze w kaplicy i słuchałam mszy św. tak mi było wtedy smutno i źle,  że płakałam w kąciku ale nikt nie widział. Płakałam nad swą nędzą … niedołęstwem, a później uspokoiłam się i modliłam się. Przestałam wierzyć w to, żeby Bóg dawał nam wszystko – musimy sami starać się o wszystko i walczyć, a jednak z resztką wiary w opatrzność – prosiłam o pracę !? To śmieszne dość takie postawienie kwestii, a jednak dusza ludzka potrzebuje wiary w istotę wyższą, silniejszą, wszechstronną. I z tego przeczucia, pragnienia wytworzyła się religia i wiara w bożków, bogów, a później Boga. I pięknie się ta potrzeba wiary i religii związała z Istotą najwyższą i niegdy nie stanie się zbyteczną, tylko czystą, doskonałą, piękniejszą. Człowiek zawsze będzie ułomny i nic więcej oświecony nie będzie, tym bardziej będzie dążył do doskonałości wewnętrznej.

Log in to comment

Pałysz – „dzielnica przemysłowa” Konopisk

Kolejna miejscowość po Kijasie i Wygodzie, której postarałem się odnaleźć początki powstania.

Moim założeniem jak w poprzednich artykułach jest odtworzyć początki na podstawie ksiąg metrykalnych i ułatwić mieszkańcom poszukiwania swoich przodków.

Na mapach z lat trzydziestych XIX wieku nie ma Pałysza, ale jest miejscowość Dąbrówka, która znajduje się mniej więcej właśnie w okolicy obecnego Pałysza. Może to osada pomiędzy Walaszczykami a Dźbowem (koniec ulicy Leśnej). Niestety miejscowość ta nie jest ujęta w „Tabeli Miast Wsi i Osad Król Polskiego z 1827 roku …” ani w „Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego . .”. Początkowo przypuszczałem, że ewaluowała nazwa, jednak zaprzecza temu fakt, iż równocześnie funkcjonowały te dwie miejscowości Dąbrówka i Pałys.

Idąc tym tropem wyszukałem osoby tam zamieszkałe. Ilość mieszkańców Dąbrówki jest dość spora, a jeden z nich i jego rodzina dała początek Pałyszowi.

Opisała to już pani Barbara Herba w swojej książce „ Konopiska i okolice. Panorama dziejów” 1

To Pałysiński Florian lat 54 strzelec - odnotowany w 1835 jako świadek na chrzcinach strzelec z Dąbrówki, wcześniej bo w 1814 występuje w m. Konopiska z wpisem gajowy.

Florian wg różnych dokumentów urodził się w Konopiskach lub Dąbrówce ok. 1785 roku. Miał rodzeństwo: Piotra, Pawła, Łukasza, Wojciecha i Jadwigę (zm. 1807) oraz trzy żony: Józefę, Kunegundę i Augustę.

Rodzicami jego byli Pałys Hiacynt  (zm. 1807.) i Wiklińska Elżbieta. Poszukałem kolejnych jego przodków i możliwe, że dziadkiem był Pałys Łukasz ślub w 1762 roku i pradziadek Pałysik Tomasz ślub w 1729.

Pałysowie najprawdopodobniej przybyli z Gnaszyna lub Bańbora - to nazwisko jest dość popularne w tym okresie w tych miejscowościach.

Czytaj więcej: Pałysz – „dzielnica przemysłowa” Konopisk
Log in to comment

Niedziela 3 kwietnia 1921 roku. Wiosna. Drzewa pokryte pączkami,

Niedziela 3 kwietnia 1921 roku.  Wiosna. Drzewa pokryte pączkami, które rozwiną się lada dzień. Pełne soczyste pączki wezbrane od soków żyworodnych, nabrzmiała zawartem w nich życiem, siłą młodzieńczą, siłą życia.  Pogoda od połowy marca – przecudna. Tak ciepło i tak ożywczo, i tam ….., tęskno! I w Polsce wiosna; zawarcie pokoju z Rosją dnia 18 marca 1921r. uchwalenie konstytucji i przyłączenie się Górnego Śląska – w tymże czasie  - to zapowiedź wiosny w odbudowaniu i powstaniu ze stuletniej przeszło niewoli naszej drogiej Ojczyzny. Granice ustalone – praca wewnętrzna wysuwa się nareszcie na plan pierwszy. Do pracy więc obywatelu Polaku i ty obywatelko Polko, kobieto polska! A ja co robię? Nic. Bo przecież 3 godzinne „studia” na kursach i „pomaganie” w domu mamie – pracą nazwać nie można. To tylko spędzanie czasu – powiedzmy szczerze. Lat 20 kończę za parę dni i jeszcze nie umiem zapracować na swoje utrzymanie! Wstyd, potrzykrotnie – wstyd! Tak mi ciężko chwilami, i tak mi beznadziejnie smutno! Najpiękniejsze lata w otchłań czasu zapadają się z każdą chwilą, młodość pędzi na skrzydłach tylko lotnych, energia młodzieńcza zamienia się w „dobre wyglądnie” – to jaka ja? Dotąd nie mogę pracy znaleźć i nie umiem jej szukać – takam niezaradna. Tak mi wstyd i ciężko! I wiem, że najwięcej w tem mojej winy. Taka niedołęga życiowa. ….., A jednak nie tracę nadziei, że zmieni się wszystko, że muszę być inną, gdy zechcę naprawdę. Upokarzają mię bowiem jeszcze te starania o pracę. Trzeba mieć tyle odwagi i czelności – a ja nie mam. Czysta niedołęga – mówią mi wszyscy i mnie tak przykro a jednak, …..sama rację w duchu przyznaję – ale to nie zmniejsza przykrości, raczej zwiększa.  ….. Tyle miesięcy zmarnowanych – czyż prawda, że nie ma tego złego, które by na dobre nie wyszło? Kto mi zwróci one zmarnowane chwile, co ja skorzystałam z tego czasu? Niewiele – sądząc najłagodniej. Czytałam trochę  -  myślałam  -  dojrzewałam – chociaż miałam już świadectwo dojrzałości! Ale to prawie nic nie znaczy. Moi najbliżsi i życzliwi mi – umieją perony prawić sążniste – więcej nie. Liczyć muszą tylko i wyłącznie na siebie – tylko ja sama jedna muszę wynaleźć sobie byt i naukę dalszą. I podołać muszę – inaczej cóż będę warta? Rok ten  - to próba mojej zdolności życiowej.

Log in to comment

80 rocznica urodzin Jerzego Dudy-Gracza

Jerzy Duda- Gracz, a właściwie Jerzy Duda vel Gracz, bo taki zapis nazwiska widnieje w księgach metrykalnych, jeżeli chodzi o dziadka i ojca - Artysty. Jerzy Dzierżysław Duda vel Gracz, polski malarz, rysownik, scenograf, profesor, urodził się 20 marca 1941 roku w Częstochowie z Adama i Pelagii ze Stępniewskich. W 1962 roku ukończył Państwowe Liceum Technik Plastycznych w Częstochowie, a następnie w 1968 Akademię Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie Wydział Grafiki w filii w Katowicach; tam w latach 1976- 1982 był docentem, nauczycielem akademickim malarstwa i grafiki. Przez dziewięć lat do 2001 nauczał w Europejskiej Akademii Sztuk w Warszawie, a do chwili śmierci w 2004 pracował w Wydziale Radia i Telewizji im. K. Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.                

W swojej twórczości malarskiej był "wnikliwym satyrykiem" , obnażał ludzkie wady- głupotę, nietolerancję, zakłamanie, chamstwo, lenistwo...             

Jego słynne cykle malarskie to: "Motywy i Portrety", "Motywy, Tańce, Dialogi Polskie", Obrazy Jurajskie", "Pejzaże Polskie i Obrazy Prowincjonalno- Gminne", "Golgota Jasnogórska" i oczywiście ostatni poświęcony Chopinowi.           

Artysta zmarł na atak serca 5 listopada 2004 r. w trakcie pleneru malarskiego w Łagowie.

Log in to comment

Sobota 20 Listopada 1920 r. Piszę, bo mi tak smutno, tak smutno…..,

Sobota 20 Listopada 1920 r. Piszę, bo mi tak smutno, tak smutno….., Już dawno skończyłam z nauką w kl. 8-mej z egzaminami, otrzymałam przykładnie naukę a teraz siedzę  piąty miesiąc w domu i czekam, …..  posady! Smutno mi, beznadziejnie smutno, ponieważ tyle miesięcy zmarnowałam tyle czasu upłynęło, a ja nic nie zarobiłam, nic nie sprawiłam sobie i nie wiem kiedy będę mogła pójść na uniwersytet. Wszystkie moje koleżanki mają zajęci, pracę a ja trawię bezczynnie czas. Tak mi źle. ….. Nie wiem czy jest co gorszego, jak szukanie posady w obecnych czasach. Wszystkie biura obsadzone mniej lub więcej wykształconemi i zdolnemi pannami, tak, że dla mnie panny z ośmioklasowym wykształceniem i maturą – miejsca nie ma! Podłe taki życie. Mama ciągle mi przyprawia, że mówiła mi zaraz po maturze, że powinnam starać się o posadę, zwłaszcza, że w lipcu kiedy wszyscy szli do wojska niezmiennie łatwo było dostać dobrą posadę. Ale ja pragnęłam odpocząć przynajmniej ze dwa miesiące, …… i odpoczywam już piąty miesiąc przymusowo. Wiem doskonale, że palnęłam głupstwo jakich wiele palnę w swoim życiu poświadomienie o tem jednakże – posady mi nie da. To tak źle jak się nie ma swoich pieniędzy. A ma się lat 19 skończonych. Żeby pójść na uniwerek muszę sama zdobyć odpowiednie fundusze na dalsze kształcenie… a tu nie ma skąd wziąć pracy, która dała by ten fundusz. Siedzę więc w domu i jestem jakimś popychadłem we wszelkich domowych robotach. Dusza skowyczy z upokorzenia, przygnębienia i bezsilnej złości, że sama wszystkiemu jestem winna. Hanka jest już od połowy października w Krakowie studiując ogrodnictwo zapracowuje się i jest szczęśliwa. Guta pracuje na polu pedagogicznym jak nauczycielka w szkole żydowskiej – powszechnej w Radomsku z pensją 3000 i deputatem, inne mają lekcje lub zapisały się na uniwersytet. … A ja, a ja? … co robię dla swej przyszłości? Kiedy pójdę na medycynę, kiedy ją skończę i kiedy zacznę pracować jako człowiek fachowy? Kiedy, kiedy, kiedy. I nie mogę sobie kupić nic prawie. Lekcji żadnych nie mam. Pracuję tylko w szpitalu garnizonowym w uniwersytecie żołnierskim, żeby zdobyć świadectwo pracy wojskowej, potrzebnej przy zapisie na uniwersytet – praca to honorowa. I jeszcze jak na złość Czyżewski, którego polubiłam ogromnie jako pojętnego ucznia i niezmiernie ciekawego przedstawiciela mego typu mężczyzny wyjechał. Tak mi go było żal, że aż płakać mi chciało bo nawet nie pożegnałam się z niem i nie dałam mu mojego adresu żeby do mnie napisał. A może lepiej, że tak się stało bo po co przedłużać znajomość szpitalną? Do niczego nie obowiązuje i obowiązywać nie powinna. Jednakże strasznie bym chciała spotkać go, bo podobno nie wyjechał z Częstochowy. Choć parę słów zamienić….. Nic z tego – na pewno! Przekonałam się, że to nie tylko z dziewczynami i koleżankami można rozmawiać o różnych ciekawych kwestiach niektórzy ludzie płci brzydkiej są również ciekawi i interesujący jako charaktery i typy. I lubię teraz chłopców i mężczyzn, bo się interesuję zwłaszcza młodzi chłopcy w moim lub w nieco starszym wieku przedstawiają dla mnie pewien szczególny interes, wśród nich bowiem mogę spotkać tego, którego mogę pokochać i być przezeń kochana. Czy to się stanie kiedy, nie wiem, nie przestaje to jednak być możliwem, przecież jestem młoda, inteligentna, wykształcona. Ładna? Niektórym ludziom mogę się podobać, do tej pory nie zdarzyło mi się nic podobnego. Lubię bardzo poznawać nowych ludzi, lubię poznawać nowe miejscowości, lubię czytać nadzwyczaj i poróżować. Dużo rzeczy jeszcze lubię – jest to nabytek mich lat dziewczęcych. Żałuję, że tak piszę, dużo rzeczy ciekawych uwieczniłam dla siebie jak np. stosunek z moją matką. Czyż ja taka sama będę dla swojej córki? Nie daj Boże! Wolę nigdy nie być matką nie mieć dzieci, a zwłaszcza córki, niż tak zatruwać wzajemnie sobie życie. Dwie najbliższe istoty, jakie są dla siebie matka i córka – powinny się kochać, rozumieć się, wybaczać sobie wiele rzeczy. A u nas co? Kocham swoją matkę wiem, że mama mię kocha, jednakże nie.. chwilami tej matki i matka moja niecierpi mnie również. I to nawet ani ja ani Mama nie jesteśmy żadnemi istotami bez czci i wiary, lecz mamy wiele zalet, a zarazem wiele wspólnych wad i dlatego pewnie te ciągłe starcia między nami. O, bo ja nie odznaczam się słodkim charakterem, ale nie mogę znieść różnych niesprawiedliwości i małostkowości Mama np. nic, a nic nie rozumie moich pragnień, moich dążeń wzwyż, chce abym poprzestała na swych 8-miu klasach dostała posadę i wyszła za mąż jak najprędzej by „nawóz z domu wywieść”. Jest czasem tak trywialną, że obrzydzenie zbiera, a przytem wszystkiem wiem, że to moja matka, że ją kochać powinienam i kocham i wiem, że jest dobra, tylko, że dużo wad takich drobnych pospolitych wad kobiecych i brak najmniejszego poczucia i świadomości istnienia swych wad. I dlatego też wszyscy są „źli”, tylko Mama  jest dobra, a własne dzieci są niewdzięczne, podłe itp. A wcale tak naprawdę nie jest, tylko nasz dom zamiast tępić te zarodki wad dziecięcych rozwijał je, sprzyjał dziwnie rozwojowi wszelkich niepotrzebnych i szkodliwych właściwości charakteru. I oto skutki, sami musimy później nad sobą pracować w trójnasób.  A zresztą po co o tem pisać? – Posady nie mam, nie mam, nie mam, ……

Drożyzna wzrasta, wzrasta przykładnie funt chleba 25 marek, funt mięsa 32 mk. Z początku listopada panowały dość silne mrozy, obecnie jest cieplej. Pogoda doskonała, sucho, nie ma deszczów, co nie wszystkich jednak cieszy – rolnicy smucą się bo to susza dla zboża zasianego niedobra. Grażyna i Januszek uczą się mieszkają z rodzicami w Rakowie, Ada została od 1 listopada 1919 w Lipiczu i prowadzi gospodarstwo Kobiele. Dobrze jej, a ja często ją odwiedzam, ale mama - z czem się zgadzam – nie jest wcale zachwycona. Grażyna bardzo dobrze się uczy (przygotowuje się do II-ej klasy), szczególnie ładnie pisze ćwiczenia. Zdolności literackie posiada zapewne, pokarze to przyszłość.

Log in to comment

Jerzy Owsianka Avatar
Jerzy Owsianka odpowiedział w temacie: #41265 4 miesiąc 1 tydzień temu
Kartki z pamiętnika to opis prawdziwego życia, marzeń, myśli pisanych na bieżąco. Staram się zobaczyć świat oczyma mamy która urodziła się w 1913 roku w Waleńczowie

Archiwa Rodzinne Niepodległej

Archiwum Państwowe w Częstochowie:

Archiwa Rodzinne Niepodległej
📅W dniu 30 września, ustanowionym w ubiegłym roku przez Naczelnego Dyrektora Archiwów Państwowych 📜Dniem Archiwisty📜 w godzinach 12-17 będzie można:
📍zwiedzić niedostępne na co dzień magazyny archiwalne,
📍zapytać archiwistów o przechowywany zasób
📍pochwalić się swoimi zbiorami
📍dowiedzieć się, jak zabezpieczać swoje rodzinne dokumenty - (przygotowane zostanie specjalne stanowisko)
📍Przygotujemy także specjalnie dla Was wystawę materiałów archiwalnych, pokazującą źródła do badań genealogicznych przechowywanych w zasobie Archiwum.
Ze względu na wiadome ograniczenia☣️👑, zmuszeni jesteśmy dostosować się do obowiązujących zasad 😷 i ograniczyć liczbę chętnych, dlatego obowiązują ZAPISY!!!
Zwiedzanie Archiwum odbywać się będzie maksymalnie w pięcioosobowych grupach z zachowaniem reżimu sanitarnego (maseczki)
Zainteresowane osoby prosimy o kontakt telefoniczny:
☎️34 363 89 31
Nie czekajcie, bo braknie miejsc!!!

Więcej na https://www.facebook.com/ArchiwumPanstwowewCzestochowie/posts/2803371093273671

Log in to comment

Spotkania.

Myślę, że obecna sytuacja nie pozwala na wznowienie Naszych Spotkań. Większość z nas to pełni entuzjazmu seniorzy podatni na wszelkiego rodzaju wirusy.

 Nie rezygnujemy ale zawieszamy nasze zebrania, pamiętając o stronach internetowych gdzie możemy wymieniać swoje doświadczenia.

Log in to comment

Martyna Tarnawska Avatar
Martyna Tarnawska odpowiedział w temacie: #40975 5 miesiąc 2 tygodni temu
Zastanawiam się, czy ewentualne spotkanie wirtualne nie byłoby ciekawą, acz bezpieczną alternatywą :) Jako wykładowcy na UJ przenieśliśmy się do takiej platformy w październiku i na razie nam to służy!

Jeśli administratorzy lub członkowie będą zainteresowani taką formą spotkania, z chęcią pomogę w organizacji :)
Katarzyna Borowik Avatar
Katarzyna Borowik odpowiedział w temacie: #40990 5 miesiąc 1 tydzień temu
Wydaje mi się, że to bardzo dobry pomysł.
Przemysław Lizurej Avatar
Przemysław Lizurej odpowiedział w temacie: #41090 5 miesiąc 2 dni temu
Ja bardzo chętnie dołączyłbym do wirtualnych spotkań.
Mieszkając we Wrocławiu nie mogę w nich uczestniczyć.
Z niecierpliwością oczekuję informacji o spotkaniach online ;)
Marzena Gajdziak Avatar
Marzena Gajdziak odpowiedział w temacie: #41932 3 tygodni 2 dni temu
Ja też bym dołaczyła do takiego spotkania , mogę się podzielić moją wiedzą . 

Wtorek 18 maja 1920r. Często piszę w tym pamiętniku nie ma co!

Wtorek 18 maja 1920r.
Często piszę w tym pamiętniku nie ma co! Dziś piszę dlatego, że rozpoczęły się maturalne egzamina i dziś był pierwszy z języka polskiego. Były 3 tematy do wyboru; czterowiersz z „Testamentu Nowackiego” (czy i o ile się spełniły jego nadzieje), dwór i zaścianek w powieści E. Orzeszkowej „Nad Niemnem”, - ten ja pisałam, i „legiony Polskie” w historycznej literaturze. Ostatniego tematu nie pisała ani jedna, dużo pisało pierwszy temat. Ja wzięła dugi, i napisałam idiotycznie, najwyżej na dwójkę. Jestem w bardzo nijakim humorze. Wiem, ze dostanę maturę ale podobno z trudem. Byle tylko dostać, w jaki sposób mniejsza! Zdaje nas 22 i 11 uczennic od nazaretanek, a więc 33. Delegatem pan Wrona miły i dobrze wychowany człowiek. Polonista od sióstr nazaretanek p. Kozielewski ma coś Chrystusowego w twarzy. Wszyscy mili niezmiernie i uprzejmi. Siedzę w pierwszym rzędzie przy drugim stoliku. Przede mną Stasia Bobińska, za mną Starkówna. Jutro mamy egzamin z łaciny, dość dobrze stoję z łaciny mam nawet czwórkę na ostatni tercjał, przed ósmą klasą miałam piątki zawsze – ciekawam jak mi się powiedzie. Muszę dziś zabrać się do tłumaczenia Cezara. Żeby tylko zdać! Wszystko mniejsza. W ósmej klasie było ani porządnie trudno miałam trójki – przeważnie i przestałam teraz oceniać ludzi i koleżanki podług (nieczytelne) i uczenia się, - zawodny to sposób. Można być głupią, a dobrze się uczyć i odwrotnie. Czasami mam złe pióro i bazgrze. W tym roku ponieważ miałam dużo nauki nic nie robiłam, to znaczy nie pomagałam mamie w gospodarstwie. Do Lipicza wyjeżdżałam zwykle na święta i na zielone świątki, po pisemnych jadę również na parę dni. Ada w Lipiczu została pomimo, że w listopadzie wyjechała Doktorowa i jest tylko oprócz p. L pani Głuchowska. Na wakacje zjeżdża zwykle cała familia Głuchowskich z Łodzi. Widzę, że pomimo iż zdaję na maturę i kończę ósmą klasę nie umiem jeszcze dobrze pisać – to znaczy poprawnie, skaczę z przedmiotu na przedmiot i to wszystko jakoś nie ma wspólnej myśli łączącej je czy myśli przewodniej. Zresztą mniejsza o to, piszę to tylko dla siebie, gdyż wątpię czy kto, choćby mu wpadł w ręce ten dzienniczek właśnie, chciałby czytać, - takie to wszystko nudne! Nawet mnie samą nudzą te bazgraniny! I nie wiem sama po co i na co piszę? Żeby papier psuć, taki drogi obecnie! Nieciekawa moja dusza, a więc i bazgroły nieciekawe, wszelkie pisanie bowiem odzwierciedla ludzką duszę. Moja dusza, …..  taka jak mój dziennik! Klękajcie przed nią narody i budźcie się, o ile ……, nie znudzicie się. Ja sana naprzykład nigdy się nie nudzę wystarczam sama sobie, ale z niektórymi ludźmi tak się nudzę, że coś okropnego. Z książkami niekiedy – też się nudzę zależy zresztą z któremi. Wieszczów tak kocham, że nudni są dla mnie nigdy, łacina natomiast i wszelkie Rebiery, Klonowscy znudzili mi się okropnie. No, ale tak odmieniam przez wszystkie czasy i tryby czasownik nudzić się, że to wszystko rzeczywiście staje się nudne.  – Wiosna w tym roku przepyszna, wczesna, ciepła. Maj może nawet najchłodniejszy ze wszystkich wiosennych miesięcy jest ładny, bzy, konwalie, narcyzy i inne fiołki od dawna przekwitły, kwitną jeszcze kasztany – niby choinki ze świecidełkami – sady kwitły bardzo ładnie i obficie, zwłaszcza jabłonie obsypane były blado-różowym kwieciem, niby kobiety śląskie! Bo kobiety śląskie barwnie się ubierają, właśnie tak jasno blado-różowo i suto, że przypominają kwitnące jabłonie, cokolwiek innego kształtu sama to widziałam. Nie wiem tylko skąd mi takie porównanie nasunęło – pewnie pod wpływem polskiego ćwiczenia, w którem mówiłam i pisałam o szlachciankach i zamiłowaniu ich do barw jasnych zwłaszcza różowej. Piszę tak wyraźnie, że kto jak kto ale Józek to by mnie na pewno nie przeczytał bo nie znosił mojego niewyraźnego pisma!

Biedny Józek – rok nie długo, bo w czerwcu jak jest w wojsku i strasznie chorował na tyfus plamisty. Pisze obecnie długie listy, dość poprawnie, które przechowujemy pod doniczką na oknie w obawie przed tyfusem, podobno bowiem jeszcze niezupełnie zdrów. Ale co ważniejsze byłam przecież w Krakowie przez trzy dni 8,9 i 10 maja – nasza i siódma klasa miałyśmy własny wagon i bardzo nam było dobrze. Kraków jest zachwycający i chciałabym się w nim uczyć, marnie tylko jadają w tym Krakowie codziennie jadałyśmy gdzie indziej i coraz to różniejsze okropności. Zwiedzałyśmy dokumentnie choć pobieżnie wszystkie muzea, dzwony, kościoły, parki i rzeczy ale dość powierzchownie. Kiedy indziej zwiedzę dokładnie. Byłyśmy dwa razy w teatrze na „Ślubach Panieńskich” i na „Ponad śnieg” Żeromskiego, prześliczna jest kurtyna Siemiradzkiego i przepyszne witraże Wyspiańskiego u Franciszkanów – tyle pamiętam. Muzeum narodowe – bogate względnie. Spałyśmy również niżej krytyki na Pop… 22 na ławkach dziecinnych wróciłam strasznie zmęczona. W drodze powrotnej urozmaicał nam czas pan Włodzimierz Dusiński kolejarz, bardzo gramatycznie i stylistycznie mówiący aż artysta amant, nie mający szczęścia do kobiet i zbierający adresy uczestniczek miłej podróży. Ubawiłyśmy jego deklamacją, białym wierszem, śpiewem wcale niezłym, i obyciem zamieniającym szkołę francuską , główną zasadą której „nie odwracać się nigdy tyłem do publiczności”. Nie spodziewał się na pewno, że dostanie się do mego pamiętnika czy dziennika, ale pewnie byłby niezmiernie zadowolony. Niezadowolona natomiast byłaby Hanka i Guta gdyby ujrzały, że daremno szukają figurujących swych imion czy nazwisk. Marzy się kiedy o nich rozpisać. …. Po maturze. Tyle z niemi przeżyłam. Hankę mogę uwiecznić choćby przez wdzięczność (papier cierpliwy na moje wynurzenia), a Gutę …, no to taki ciekawy charakter, że on by była najszerzej zdumiona -, gdyby wiedziała , że, ja o niej nic nie piszę. Jakto! o niej! ani słówka! i to Janka, która tak się nią interesuje. To Ciekawe! Więc obiecuję Ci Haneczko i Tobie Guto … poprawę i kilka stron o was napiszę. A i o Tobie Zosiu nie zapomnę napiszę, napiszę, a jakże, a jakże….! Podobno ja tam w Waszych dzienniczkach figuruję, zwłaszcza u Hanki, bo u Guty – to mocno wątpię, tyje jest ciekawych do opisania i o Władku niż o Jance czy Hance, czy jakiejś tam innej koleżance trzeba więc pięknym za nadobne zapłacić. Pamiętny będzie pierwszy dzień pisemnych egzaminów; tyle stron zapisałam w mym dzienniczku! Jakąś dziwną ochotę czuję, w danej chwili do pióra. Może to chwila objawienia się zdolności literackich ? może!, może! Gdybym jednak częściej odczuwała podobne ochoty…, to prędko skończyłby się ten zeszycik, ale dużoby znanych rzeczy pozostało ku pamięci i czci potomnych. Humor już w tej chwili mam określony: ironiczno – głupio – idiotyczno – szyderczo – wesoło – doskonały! Ciekawe! Powiedziała by ciekawa Guta, co nawet zdążył zauważyć p. Tymański. Wyczerpał się już mój zapas dowcipu pomimo humoru z tyloma określeniami doskonałego i to zresztą bardzo dobrze, trzeba bowiem wziąć do łaciny na jutro o Cezarze i Ty …. pójdźcie do mnie, rozjaśnijcie swemi jasnemi historiami tępą głowę żebym jutro nie zrobiła parodii z wszystkich  cudnie-pięknych dzieł. We własnym interesie! Jeszcze jedno tylko muszę zaznaczyć, że pan Stach Barylski – artysta rzeźbiarz interesujący człowiek.

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

Log in to comment

JanW. Kaczmarek Avatar
JanW. Kaczmarek odpowiedział w temacie: #39751 10 miesiąc 3 tygodni temu
Szanowni Państwo, poszukuję informacji o Edwardzie, Władysławie, Alfonsie Bogusławskich, którzy byli związania z Zaciszem - Stradom, Wilkowieckiem i Częstochową - to moja bardzo bliska rodzina. Wiadomości encyklopedyczne i słownikowe oczywiście posiadam. Poszukuję osób z rodziny wymienionych Bogusławskich. Swojego czasu była na forum dyskusja na powyższe tematy. Zgłaszał się i pisał pan Krzysztof Bogusławski. szukam kontaktu.

Podkategorie