Wtorek 15 grudnia 1914 roku - Święta Bożego Narodzenia nadchodzą.

Wtorek 15 grudnia 1914 roku - Święta Bożego Narodzenia nadchodzą. Mamy 20 funtów pszennej mąki na ciasto i parę funtów na kluski. Żytniej mąki mamy 4 pudy, 1/2 herbaty, i parę funtów cukru. - Ciągnienie loterii odbędzie się 19 i 20 grudnia 1914 r.  - Była bitwa pod Łodzią podobno padło pół miliona ludzi z obu stron i cywilnych razem. Mówią i piszą, że wojna przeciągnie się jeszcze parę miesięcy, lecz ja jestem pewna że skończy się w styczniu 1915 i wszystkim tem uspokajam. W tym tygodniu mało czytałam. Wczoraj byłam u Zosi. Tadzio chory. Napisałam wiersze "Dumania" wyrażając tęsknotę za szkołą. Mama poszła na targ. - Jeszcze dotąd nie schudłam chociaż staram się o to wszelkiemi sposobami; jem mniej, chodzę, gimnastykuję się i suszę czasem. W sobotę ugotowała mama galarety z 5 nóg.

Godzina 3 za 3 minuty.

Log in to comment

Czwartek 10 grudnia 1914 r. Byliśmy z Kazikiem u spowiedzi.

Czwartek 10 grudnia 1914 r. Byliśmy z Kazikiem u spowiedzi. Oleś i Józek kupili losy na doraźną pomoc. Józek ma Nr 4149, a Oleś       . Ada przyniosła mi książki "Jerzy Jaszczór Bażeński" Z. Morawskiej i "Testament dziwaka" Jul Verne. Niemcy weszli do Łodzi, Ruscy są pod Krakowem. W Gońcu był artykuł, że wojna się nieprędko skończy. Ja przeciwnie - jestem pewna, że na 15 stycznia 1915 koniec.

Log in to comment

Hanna Hofman-Polańska Avatar
Hanna Hofman-Polańska odpowiedział w temacie: #14749 6 lata 3 miesiąc temu
Tereniu!!
odpoczywaj w Pokoju!!!
teraz spotkasz wszystkich tych ,których tak wytrwale szukałaś!!!
Wanda Paleczny z d. Gazda Avatar
Wanda Paleczny z d. Gazda odpowiedział w temacie: #14762 6 lata 3 miesiąc temu
[*]

Piątek 4 grudnia 1914 r. Żyjemy w niepokoju,

Piątek 4 grudnia 1914 r. Żyjemy w niepokoju, żeby czasem nie kazali nam się wynosić gdzie z domów. Opowiadała mamie pani Hermanowa jak im się kazali wyprowadzić: "Mieszkaliśmy w białej, mając zamiar przepędzić tam zimę. Mąż przysposobił drzewa, torfu, mieliśmy trochę cukru, kaszy, herbaty, kartofli itp. Naraz zaczęto kopać okopy przez wieś. Myśleliśmy, że tylko przez górną część będą kopać, aż tu przychodzą żołnierze i oficerowie polecając w tek chwili się wynosić. Chcieliśmy zabrać zabrać choć coniebądź ale oni mówili nam - Nie bójcie się nic wam nie zginie. Tak więc zabrawszy trochę bielizny i różnych drobiazgów przywędrowaliśmy do Częstochowy. Po kilku tygodniach mąż poszedł do Białej. W naszej chatce rzeczy potłuczone, połamane.... Stała wielka politurowana szafa z ubraniem i drogiemi książkami,..... rozkradli ją, żakiet kosztujący 80 rb gdzieś sprzedali, a książki wyrzucili na gnój."  Takie się słyszy ciągle o gospodarce Niemców. Ja się tez boje o moje książki, ale nie wiem dlaczego, zdaje się, ze się nie ruszymy z domu. Bób by to dał! - Przez cały tydzień miałam co czytać mając od Olesia "Tajemnice Krakowa" Kropidelka, "Banita" Kraszewskiego, od Ady "Gdziem nie był, com wycierpiał" Bogusławskiej, "W obozie i w ogniu", "Dni polityczne" Wejsenhoffa, "Nowożytny Herkules", "Światy nieznane" Flaminowicza, od Zosi "Tajemnicza wyspa" Wernea, od heli Jędrzejewskiej "Krzyżacy" Sienkiewicza. Mam zamiar urządzić mała choinkę dla nas. Kazio mi ją dostarczy, Józek przyniósł 6 świeczek a ja na ten cel zbieram składki, mam 15 kop. Żeby choć z 40 kop. Z lasów ciągle to wiozą, to wleczą, to noszą drzewo. Pisząc to siedzę przy stole, maja na przeciw siedzących przy piecu mamę czytającą Gońca i ojca trzymającego drzemiąc świeczkę. Przedemną stoi kałamarz i lampka oliwna. Po prawej stronie siedzi Józek czytając "W ogniu i obozie", po lewej stronie leży chleb. Teraz jest wieczór dzień mamy b. krótki.

Godzina punkt 1/2 10-ej.

Log in to comment

Fertnerowie - Karol Fertner część trzecia

Ziemia Zadomowiona.

Ziemia częstochowska w XIX stuleciu zapełniała się przybyszami z Moraw, Węgier i sąsiednich krain niemieckich. Wśród  „znajomych” z   Rothwasser  przyjechali  trzej bracia PFORTNER i Teresa Langhamer,  sąsiadka Pfortnerów z tej samej wsi . Z Gliwic przybył Idzi Fiałkowski,  z Węgier dotarł Leopold Mężnicki, urodzony w Gross-Becskerek. To tylko nazwiska nieliczne, z którymi zetknęłam się w metrykach i zatrzymałam się chwilę dłużej z powodu badania ich powiązania z rodziną.

Terasa Langhamer wykonywała miedzioryty i otworzyła swój zakład w Częstochowie, Idzi Fijałkowski zarabiał sprzedając dewocjonalia pielgrzymom, a Leopold Mężnicki od 1817 roku był zatrudniony w kapeli jasnogórskiej. Stał się bliskim przyjacielem Karola Fertnera. Leopold Mężnicki zmienił nazwisko z Mesznik / Meznik/ i szybko zadomowił się w Częstochowie poprzez małżeństwo  20.IX.1820 r. z Barbarą Mączyńską. Syn Karola, także Karol poślubił pannę z Mączyńskich - Katarzynę Mariannę, co potwierdza ścisłe związki między muzykami żyjącymi w przyklasztornym budynku. Rodziny często wykorzystywały relacje ze znanymi rodami miejscowymi i bracia jednego rodu poślubiali siostry innego, pokolenia powtarzały schematy matrymonialne poprzedników. Karol  i Piotr, w bratnim porozumieniu, poślubili siostry Fijałkowskie, córki Idziego Fijałkowskiego. Paulina pokochała Piotra, Katarzyna Karola.

Czytaj więcej: Fertnerowie - Karol Fertner część trzecia
Log in to comment

Marian Klin Avatar
Marian Klin odpowiedział w temacie: #16548 5 lata 10 miesiąc temu
Piękna historia. Rodzina dość znana.Czekam na historię rodu Wilkoszewskich też muzyków. Pozdrawiam
Marzena Kołodziejczyk Avatar
Marzena Kołodziejczyk odpowiedział w temacie: #16603 5 lata 10 miesiąc temu
Czy Wilkoszewski rownież należał do kapeli jasnogórskiej?
Marzena Kołodziejczyk Avatar
Marzena Kołodziejczyk odpowiedział w temacie: #16604 5 lata 10 miesiąc temu
Nazwisko Mączyński, często powtarza się w mojej opowieści. Ciekawi mnie, po przeczytaniu historii Krzepic, czy Miączyńscy szlachta Krzepic i Mączyńscy mieszczanie Częstochowy, to ten sam ród?
Anna Chmielowska Avatar
Anna Chmielowska odpowiedział w temacie: #20136 5 lata 2 miesiąc temu
Wanda Miączyńska była żoną Augustwa Czarnieckiego dziedzica m.Rząsawy parafia Rędziny.
Ich syn Piotr urodzony parafia Rędziny w 1860 r ks U 1859-1872 image 35 Pozdrawiam anna

Środa 25 listopada W niedzielę wieczorem Oleś przyniósł mi książkę

Środa 25 listopada W niedzielę wieczorem Oleś przyniósł mi książkę "Syn Jazdona" Kraszewskiego. Podobała mi się bardzo i sprawiła mi wrażenie. Armaty słychać ciągle, to wyraźniej, to słabiej. Rosja zabiera po kilkunastu, kilkudziesięciu do niewoli. - Mrozy już porządne. Dziś padał śnieg niewielki. - Z Helą i Lodką często się widujemy i rozmawiamy, Hela 22 listopada 1914r. skończyła 16 lat. Zosia teraz rzadziej przychodzi bo zimno. Wieczorami szyjemy, a później siedzimy przy oliwnej lampce. Nafty, żywności, węgla brak w mieście.

8 g. za 10 min.w.

Log in to comment

Sobota 21 listopada. Rosjan jeszcze nie ma.

Sobota 21 listopada. Rosjan jeszcze nie ma. Wczoraj i dzisiaj słychać huk armat gdzieś niedaleko. Mama się bardzo boi żeby nie zapalili niemcy Ostatniego Grosza i jest rozdrażniona. W tym tygodniu widzieliśmy kilka łun paliły się wsie okoliczne. Kazik kupił mi ołówek za 5 kop. - Wojska niemieckie w kierunku Zawodzia maszerują. W przeszłym roku kiedy chodziłam z Olesiem na pensję, po drodze układaliśmy wiersze. Między innymi mam zapisane "Na polu leży" ułożone przez Olesia:

Rżną armaty, świszczą kule

Że aż w uszach brzęczy !

Tu się żołnierz już przewrócił

A tam jeszcze jęczy

Tam na skrzydle już konnica

Bije się zawzięcie

To ten temu, to ten temu

chce dać szabla cięcie.

- Wiersze te ułożone w 1913r. Kiedy nam nawet się nie śniło o wojnie> Huki armat żadnego na mnie nie robią wrażenia, nic się nie boję, tylko chcę żeby już raz to się skończyło i ruscy weszli do Częstochowy. Drożyzna straszna. Mały czterofuntowy bochenek chleba 33 kop. i jeszcze nie można go dostać, Słonina po 40 r funt. Mąka żytnia razówka po 6 kop., a pszenna po 15 kop. Mama wszystko przepłaca bo niczem się pierw nie zabezpieczyła. Wczoraj kupiła mi mama fartuszek za 70 kop.

po 12 ej 10 minut w południe.

 

Log in to comment

Poniedziałek 16 listopada 1914r. W kościele byłam w szubie.

Poniedziałek 16 listopada 1914r. W kościele byłam w szubie. Ada przyszła i przyniosła mi 2ie książki "Wieczne miasto" Hall Caine'a i "Mieszkaniec puszczy" Coopera. Dała mi 10 kop., a Tadkowi 5. Mam obecnie 55 kop. Kazik przez parę dni był chory na powiększenie migdałków, dziś już mu lepiej. Oleś mi co niedziela mówi "Ależ ty coraz gorzej się pasiesz" - "przynieś mi jodyny, użyjemy" odpowiadam z uśmiechem. - W sobotę zachorowała resteuratorka był ksiądz i dwuch doktorów. Już jej lepiej. - Mówią, że  jutro np. będą ruscy.

3 g. po poł.

Log in to comment

Czwartek 12 listopad. W niedzielę przyszła Ada aby specjalnie iść ze mną po palto i załatwić parę drobnych sprawunków.

Czwartek 12 listopad. W niedzielę przyszła Ada aby specjalnie iść ze mną po palto i załatwić parę drobnych sprawunków. Mama też z nami poszła ale nic nie kupiłyśmy. W sklepach były resztki, Ada radziła mi aby poczekać do wiosny, co też spełniłam. - Cały czas mama martwi się żebyśmy no pomarli z głodu bo nie można nic zgoła dostać. Hela Jędrzejewska pożyczyła mi książkę "Pompon" H. Malofa. Lotka Gutze często do mnie przychodzi po książki. Tadzio i Kazik kupili sobie małe książeczki we wtorek 10 listopada Kazio "Bronek" R.M. za 4 kopiejki, a Kazik "W pobliżu bieguna" Zbigniewa Kamińskiego za 12 kop. Byłam dzisiaj u Zosi o 2iej do 7ej wieczorem. Czytałam w Tygodniku Ilustrowanym powieść "Car widmo" Wiktora Gomulickiego. - Wszyscy zajmują się bardzo wojną i płacą po rublu za przeczytanie warszawskiej gazety. Niemcy siedzą w Częstochowie. Obiegają pogłoski, że ruscy z areoplanu rozrzucili odezwy głoszące o przybyciu rosjan do Częstochowy 17 listopada 1914 roku. Przysposobiłam sobie zapasów na 12 dni. Mnie się zdaje, że z tego nic nie będzie i że Niemcy opuszczą Częstochowę jak ruscy. Żydzi b. boja się kozaków, gdyż wydają się przychylni niemcom. W jakiejś wsi odcięło się 2000 kawalerii rosyjskiej od armii, chłopi potrafili przez jakiś czas ukrytych wyżywić, a potem poprzebieranych wyprawić. Rosjanie podziwiają przychylność wojsku rosyjskim i dyskretność. Przyszedł Słocik do nas, który powrócił ze wsi.

20 minut po 8 ej godzinie

Log in to comment

Sobota 7 listopada. W środę 4 listopada były wybuchy mostów podminowanych przez Niemców.

Sobota 7 listopada. W środę 4 listopada były wybuchy mostów podminowanych przez Niemców. Dziś zbudził nas huk wysadzanych mostów. Trwało to cały dzień. Areoplany krążyły na miastem. W "Głosie Ludu" pisze, że w Częstochowie bitwy napewno nie będzie. Najwięcej ucierpią Kalisz i Sieradz i.t.d. Niemcy potrochu się cofają do Prus. Słyszeliśmy w tygodniu strzały armatnie gdzieś daleko, które syn Rasfera nazwał "kamieniami po płocie". W czwartek byłe wieczorem Urzędowska i opowiadała że "Ameryka, Afryka, Azja idą do polski" mama i ojciec przytakiwali, a ja dusiłam się od śmiechu. Rozmawiając o  (niewyraźnie) mówiła że jakaś kobieta zobaczywszy ornat całując go ugryzła dwie perły które jej odebrali. Szlązaki służące w wojsku niemieckim mają przysłowie "tyn un, ta una, pirun". Otóż jeden szlązak kupił kupił czarnej kiszki zwanej "Kadryl" i przynosząc zonie rzekł "Masz matko usmaż te piruny". Kobieta pokroiła, pozostawiła do smażenia i poszła doić krowę. Mały chłopiec siedzący przy piecu zawołał "Mamo jeden pirun pękł!"  "A ty psio duszo już umiesz kląć" zawołała matka i rzuciwszy mleko zbiła syna. "Żeby ci wszystkie piruny popękały to nie zawołam!" zawołał płacząc malec.

Książki  przeczytałam, palta jeszcze nie mam.

za 3 minuty 4g. popoł.

 

Log in to comment

Część druga – Karol Fertner

O tym jak wypełniłam kolorami postać bezbarwną

Wprowadzenie

W ciepłe wrześniowe popołudnie schylałam się i podnosiłam z ziemi kasztany. Stawiałam kroki bez określonego kierunku, trudno to nazwać spacerem, to było moje kręcenie się bez celu po wzgórzu jasnogórskim. Ogrzewałam w cieple wrześniowego, popołudniowego  słońca swoje myśli po rozmowie z ojcem Nikodemem i Panem Remigiuszem Pośpiechem. Serce jak z ołowiu ledwo mieściło się w moim wnętrzu, przeżycia dnia poprzedniego stały się ciężarem czekającym na rozładowanie. Upust emocji dają kasztany zbierane w tym miejscu, zbieranie jest rodzajem medytacji i szukania uspokojenia. Podchodziłam z kasztanami w ręku pod górę Claromontana, zbliżałam się pod mury bastionu, wracałam wzrokiem do wieży kościelnej z zegarem CZASU. Ulica Wieluńska została za moimi plecami, domki od pierwszej majowej wizyty tkwiły w tym samym barwnym układzie. Zmieniły się kolory drzew, zieleń z wrześniem straciła świeżość wiosenną, w najwyższym punkcie ulicy dorodne stare drzewo obsypało się czerwonymi okrągłymi owocami. Liście traciły chlorofil delikatnie, bez pośpiechu opadając na ulicę. Zwiastuny jesieni nadchodziły nienatarczywie, a ciepło rozchodzące się leniwie na ulicy Wieluńskiej prowokowało do wypicia kawy przy jedynym wystawionym stoliku w cukierni „Jagodziński”. Bez dowodów na piśmie przyjmuję za każdym razem, że piję kawę u prapradziadka Teofila Fertnera, w jego cukierni XIX- wiecznej. To taka gra, złudzenie wspomagające pewność do bycia we właściwym miejscu. Dowodów na istnienie cukierni na ul. Wieluńskiej nie znaleźliśmy, powiązania z miejscem są tylko prawdopodobne, nie mniej bardziej pewne niż Stara Częstochowa i jej ulice.

Czytaj więcej: Część druga – Karol Fertner
Log in to comment

Andrzej Kuśnierczyk Avatar
Andrzej Kuśnierczyk odpowiedział w temacie: #15960 5 lata 11 miesiąc temu
Pani Marzeno!
Gdyby dodać listowi nieco językowej patyny ("jestem wdzięczen, żem dojechał do Jasnej Góry"), nikt nie zorientowałby się, że jest falsyfikatem!

Z oczekiwaniem na dalszy ciąg opowieści.
Marzena Kołodziejczyk Avatar
Marzena Kołodziejczyk odpowiedział w temacie: #15966 5 lata 11 miesiąc temu
O tak, język listu powinien nawiązywać do stulecia i pasować do warstwy społecznej. To jest wyzwanie dla mnie. Muszę znaleźć poradnik, może gazety wystarczyłyby, oryginalne teksty z XIX wieku.Dziękuję za uwagi, w ostatniej chwili zamieniłam lekarza na cyrulika.
Pozdrawiam
Marzena
Anna Fukushima Avatar
Anna Fukushima odpowiedział w temacie: #16082 5 lata 11 miesiąc temu
Pani Marzeno,

Z niecierpliwoscia oczekuje na czesc trzecia tej wspanialej opowiesci.

Tymczasem, zamieszczam artykul o tzw. "szkole czestochowskiej" ktorej przedstawicielami byli Fertnerowie:

Nazwisko Fertner kojarzy się zazwyczaj ze słynnym aktorem. Jedynie niektórzy historycy sztuki, specjalizujący się w twórczości artystów cechowych (zwłaszcza częstochowskich) wiedzą, że ród Fertnerów - to przede wszystkim artyści-plastycy, najbardziej chyba reprezentatywni przedstawiciele "szkoły częstochowskiej". Tradycja artystyczna w tej rodzinie musiała być bardzo silna, skoro talent i zamiłowanie przekazywano z pokolenia na pokolenie. Przetrwała ona cały wiek XIX i w nieco zmienionej formie dotrwała do naszych czasów. Dzieła artystów z rodziny Fertnerów znajdują się w wielu zabytkowych kościołach częstochowskich, muzeach (Muzeum Narodowe w Warszawie i Częstochowie), w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej i Archiwum Państwowego w Krakowie, a także w licznych zbiorach prywatnych.

Rodzina Fertnerów pochodzi z terenów cesarstwa austro-węgierskiego. Najstarsze znane nam żródła wskazują Rothwasser jako miejsce osiedlenia przodków rodu. Żył tam niejaki Józef Fertner (fonetyka polska), urodzony w 1776 r. Jego syn, Franciszek Fertner, ożeniony z Maryanną Effenberg, także zamieszkiwał jeszcze w Rothwasser. Z małżeństwa tego narodził się w 1816 r. syn Piotr i od tego momentu rozpoczyna się interesująca nas historia. Otóż tenże Piotr Fertner z nieznanych nam przyczyn opuścił strony rodzinne i około 1840 r. przybył do Częstochowy. On właśnie został założycielem częstochowskiego rodu rzeźbiarzy, a wkrótce jednym z najbardziej znanych rzeźbiarzy cechowych w Częstochowie i okolicach. Już wtedy (w wieku 20 lat!) mógł poszczycić się otrzymanym w 1836 r. od gminy Oberlitz w Austrii stopniem mistrza. Miał więc prawo otwarcia własnej pracowni i zatrudniania uczniów (terminatorów i czeladników).

Rycina Adriana Głębockiego z 1872 r. przedstawia pracownię Piotra Fertnera wraz z jego podobizną, ukazując wiernie jej klimat i charakter. Piotr zatrudniał kilku uczniów, a także kształcił własne dzieci - między innymi syna Jana, swego następcę.

Piotr Fertner ożenił się z częstochowską panną Pauliną Fijałkowską i tym samym stał się prawdziwym obywatelem Częstochowy. Wrósł w to niezwykłe miasto, wrósł w Polskę, choć nie było jej wówczas na mapie politycznej Europy. Stał się Polakiem z wyboru i tę polskość przekazał swoim dzieciom, wnukom, prawnukom. Tragicznym na to dowodem jest słynna bohaterska śmierć Ludomira Białeckiego (syna Fertnerówny z domu), spalonego w czołgu pod Monte Cassino. Równieź inny potomek Fertnerów - syn Pauliny Fertnerówny-Szwabskiej, Mieczysław, lekarz i oficer - zaginął w czasie ostatniej wojny światowej na terenach okupowanych przez Armię Czerwoną.

Piotr Fertner wykonywał wiele prac - płaskorzeźby, wypukłorzeźby, ołtarze, feretrony, krucyfiksy - dla częstochowskich kościołów, a przypuszczalnie także dla klasztoru jasnogórskiego. Według tradycji rodzinnej współpracował głównie z kościołem Św. Rocha. Trudno dziś z całą pewnością zidentyfikować dzieła tego artysty, bowiem archiwa kościelne są niekompletne i trudno dostępne. W dodatku rzeźbiarze częstochowscy niezwykle rzadko sygnowali swoje prace. Wiadomo jednak, że Piotr Fertner wykonywał przede wszystkim duże rzeźby sakralne, wyspecjalizował się w' przedstawieniach Chrystusa Ukrzyżowanego i Madonny. W zbiorach prywatnych zachował się piękny, dużych rozmiarów, bogato polichromowany i złocony obraz-wypukłorzeźba "Ecce Homo". Podziwiamy szczególną siłę psychologiczną w przedstawieniu pełnej cierpienia, nie idealizowanej twarzy i niezwykłą wprost ekspresję pięknych, jakby żywych dłoni Chrystusa. Podobny obraz - lekko stylizowana podobizna Czarnej Madonny (technika olejna połączona z płaskorzeźbą) zaginął niedawno w zagadkowych okolicznościach. Twórczość Piotra Fertnera, a także innych artystów z tej rodziny, omawia szczegółowo Słownik artystów polskich i obcych w Polsce działających (PAN).

Syn Piotra, Jan Fertner (urodzony w 1848 r.) także rzeźbił w drewnie. Nie osiągnął już jednak znaczącej pozycji swego ojca. Może dlatego, że był jego wiernym naśladowcą, kontynuatorem tej samej maniery artystycznej. Często prace Jana mylone są z dziełami Piotra i tylko wprawne oko dojrzy różnice jakościowe dzielące warsztat syna od twórczości ojca. Syn Jana, Andrzej Fertner, także był rzeźbiarzem. Znacznie więcej wiadomości historia przekazała nam o sztycharzach, Karolu i Romanie. Karol Fertner, brat Piotra (urodzony w 1804 r.), oprócz własnej pracowni posiadał też sklep artystyczny pod Jasną Górą. Wiadomo, że płacił zań podatki w latach 1836-1838. Z podanych dat wynika, że Karol wcześniej niż Piotr wyemigrował z rodzinnych stron i osiadł w Częstochowie (przekazy i dokumenty rodzinne nic na ten temat nie wspominają). Widocznie pod jego wpływem lub też za jego przykładem przybył tam również młodszy brat. Jako ciekawostkę można tu dodać fakt, że wnukiem Karola był właśnie Antoni Fertner - wybitny polski aktor.

Z kolei Roman Fertner, syn Karola (urodzony w 1829 r.), kształcił się w pracowni ojca, a następnie kierował szkołą rysunkową przy cechu. Posługiwał się on różnymi technikami graficznymi, przede wszystkim stalorytem i litografią. Ryciny te reprezentują dobry, solidny, choć nieco nierówny poziom. Wynikało to z tego, że Fertnerowie-sztycharze pracowali zarówno na zamówienia tak zwanych lepszych klientów, jak i "dla ludu", dla zwyczajnych pielgrzymów podążających na Jasną Górę. Naturalnie, różnica w jakości jest łatwo dostrzegalna. Ponadto obaj sztycharze - ojciec i syn sygnowali swe prace tylko dla wyżej wymienionej "lepszej" klienteli. Sygnatury te nie są również jednakowe. Sztychy swe sygnowali różnie: "Karol Fertner", "Roman Fertner w Częstochowie", "u Karola Fertnera w Częstochowie" itp. Wynika stąd, że część tych prac rytowana była przez uczniów lub tylko częściowo przez mistrza, na co wskazuje sygnatura "u Karola...", co sugerowałoby, że rycina powstała wprawdzie w pracowni Karola, ale niekoniecznie została przez niego samego wykonana. Miedzioryty Karola zachowane są w Gabinecie Rycin Biblioteki Jagiellońskiej, Archiwum Państwowym w Krakowie (w tekach Grabowskiego) i w warszawskim Muzeum Narodowym. Prace Romana Fertnera znajdują się w wielu domach prywatnych. Ryciny obu tych sztycharzy zainspirowały twórczość ludową okolic Częstochowy.

Charakterystycznym zwyczajem artystów częstochowskich ubiegłego stulecia było zawieranie związków małżeńskich przede wszystkim w obrębie własnego środowiska (faktycznie raczej hermetycznego). I tak młodzież z rodu Fertnerów łączyła się kilkakrotnie z przedstawicielami znanej częstochowskiej rodziny malarzy cechowych - Szwabskich. W ten sposób doszło do połączenia dwóch znakomitych artystycznych rodzin w swoisty wszechstronnie uzdolniony klan. Malarze, Feliks i Julian Szwabscy (bracia) byli wówczas uznanymi twórcami częstochowskimi i obaj zostali mistrzami cechu w 1849 r. Dwóch synów Juliana ożeniło się z Fertnerównami. Jeden z wnuków, wspomniany już Mieczysław Szwabski, został - według informacji rodzinnych - zamordowany w Katyniu przez NKWD w 1940 r.

Jednakże historia rodziny na tym się nie kończy. Prawnuczką Piotra Fertnera i wnuczką Jana była zmarła niedawno wybitna artystka-malarka Janina Plucińska-Zembrzuska (1922-1987). Po raz pierwszy eksponowała swe prace w 1947 r., ma w swoim dorobku przeszło 100 wystaw indywidualnych i znacznie więcej zbiorowych oraz wiele nagród i medali za pracę twórczą. Uprawiała różnorodne rodzaje plastyki: olej, akwarelę, temperę, rysunek, collage, tusz, grafikę i rzeźbę. Prace artystki znajdują się w muzeum częstochowskim oraz w zbiorach prywatnych. Odejście malarki w pełni sił twórczych jest ogromną stratą, ale jej niezwykłe obrazy żyją i przechowują pamięć o wszystkich pokoleniach jej artystycznych przodków. Jerzy Ziemowit Mikołajtis napisał o sztuce Janiny Plucińskiej: "Stoimy przed sztuką osobliwą i spontaniczną. Twórczość Janiny Plucińskiej-Zembrzuskiej nie da się wtłoczyć w ramy określonej konwencji..." Głównym tematem prac artystki jest człowiek i jego stany uczuciowe (cykle: "Żałobnice", "Golgota", "Stan wojenny" itp.).

Sztuka Janiny Plucińskiej należy już do naszej epoki, ale jest jednocześnie kontynuacją starej "szkoły częstochowskiej". Ponadto niektóre z jej serii, na przykład "Stan wojenny" - to też już na szczęście historia, zabytki tragicznej przeszłości. Tak jak tragiczne było życie artystki, któremu usiłowała stawić czoła.

Być może ten skromny szkic przyczyni się do upamiętnienia dorobku artystycznego rodu Fertnerów i "szkoły częstochowskiej" w ogóle, a także spowoduje zainteresowanie badaczy tym mało dotąd eksploatowanym w historii sztuki zagadnieniem.

Zrodlo : Ród Fertnerów i "szkoła częstochowska",
Spotkania z Zabytkami, nr 7/1992, str. 37
www.annaklejzerowicz.pl/publicystyka_rodfertnerow.html
______________
AF

Podkategorie