100 lat temu w Częstochowie

1 maja 1921 Niedziela Kwiecą się sady, rozkwitają narcyzy

1 maja 1921 Niedziela  Kwiecą się sady, rozkwitają narcyzy …. Maj. Pogoda wymarzona, chociaż niestała, zagadkowa – jak kobieta. Ja rozkoszuję się wiosną. Chodzę do ogrodu, przyglądam się kwiatkom róż, jabłoń, śliw i wisienek bielutkich i całuję te wiosenne kwiatuszki lekko delikatnie. Nareszcie dostałam posadę i otrzymałam już pensję za maj. Wiwat! Niech żyje wiosna, młodość, rozkwiecone sady i doktorowa! Jej to zawdzięczam pogodę ducha. Ogromnie się cieszę, że pracuję będę mogła sama na siebie zarobić. To tak nadzwyczajnie miło! I ten Maj – cudowny maj. Piękny jest świat, dobrzy i piękni ludzie.

Log in to comment

11 kwietnia 1921 Minął mi z dniem 6 kwietnia rok 20-ty.

11 kwietnia 1921 Minął mi z dniem 6 kwietnia rok 20-ty. Panna dorosła i już nie młodziutka – ale ja uważam, że przeciwnie jestem młoda i zawsze będę młodą jeśli nie ciałem – to duchem. Nie lubię starców – czy to ze względu na wiech, czy na ducha. Człowiek młodym być powinien, pomimo lat, pomimo przeżyć, pomimo wszystko, zła i dobra – aż do śmierci. Nie zasklepiać się w sobie, w przeszłości widzieć tylko dobro i piękno i ludzi dobrych – ale iść naprzód, z postępem sympatyzować z młodymi, wczuwać się w serca i dusze ludzkie i cenić to co godne jest szacunku – to znaczy młodym wiecznie być.

Ja chcę być zawsze młodą i będę nią tak jak to rozumiem, chociaż nie wszystko to co pod mianem rozumienia powypisywałam. Niech żyje młodość, człowiek i świat! Nie przestanę kochać nigdy tych rzeczy. Byłam wczoraj na odczycie dra Folkierskiego o Dantem – dobrze mówił, chociaż za mało. Za ogólnikowo potraktował tego olbrzyma duchowego- spodziewałam się więcej. Pogoda wspaniała, tak lubię  życie w dni słoneczne, wiosenne!

Chłopcy powrócili z wojska z wyjątkiem Józka który jest także w Częstochowie. Maciek wrócił 9-tego. Wczoraj mieliśmy wszystkich pięciu chłopców, bo Kazio z Lipicza przyjechał – i ojciec tak się cieszył, patrząc na pięciu swych dorodnych synów – tak mu oczy świeciły radością i usta radośnie się uśmiechały. Wszyscy zdrowi i cali i w ogóle zdrowie nam dopisuje, za co dzięki najwyższemu! Brak nam często pieniędzy, ale to mniejsza, to najmniejsze zło ze wszystkich innych – można je z pewnym wysiłkiem usunąć. Kochani nasi rodzice; dali nam zdrowie moralne i fizyczne i pogodę ducha, przyćmioną często przeciwnościami życia. O życie! – jakieś ty kochane!

Byłam na Jasnej Górze w kaplicy i słuchałam mszy św. tak mi było wtedy smutno i źle,  że płakałam w kąciku ale nikt nie widział. Płakałam nad swą nędzą … niedołęstwem, a później uspokoiłam się i modliłam się. Przestałam wierzyć w to, żeby Bóg dawał nam wszystko – musimy sami starać się o wszystko i walczyć, a jednak z resztką wiary w opatrzność – prosiłam o pracę !? To śmieszne dość takie postawienie kwestii, a jednak dusza ludzka potrzebuje wiary w istotę wyższą, silniejszą, wszechstronną. I z tego przeczucia, pragnienia wytworzyła się religia i wiara w bożków, bogów, a później Boga. I pięknie się ta potrzeba wiary i religii związała z Istotą najwyższą i niegdy nie stanie się zbyteczną, tylko czystą, doskonałą, piękniejszą. Człowiek zawsze będzie ułomny i nic więcej oświecony nie będzie, tym bardziej będzie dążył do doskonałości wewnętrznej.

Log in to comment

Niedziela 3 kwietnia 1921 roku. Wiosna. Drzewa pokryte pączkami,

Niedziela 3 kwietnia 1921 roku.  Wiosna. Drzewa pokryte pączkami, które rozwiną się lada dzień. Pełne soczyste pączki wezbrane od soków żyworodnych, nabrzmiała zawartem w nich życiem, siłą młodzieńczą, siłą życia.  Pogoda od połowy marca – przecudna. Tak ciepło i tak ożywczo, i tam ….., tęskno! I w Polsce wiosna; zawarcie pokoju z Rosją dnia 18 marca 1921r. uchwalenie konstytucji i przyłączenie się Górnego Śląska – w tymże czasie  - to zapowiedź wiosny w odbudowaniu i powstaniu ze stuletniej przeszło niewoli naszej drogiej Ojczyzny. Granice ustalone – praca wewnętrzna wysuwa się nareszcie na plan pierwszy. Do pracy więc obywatelu Polaku i ty obywatelko Polko, kobieto polska! A ja co robię? Nic. Bo przecież 3 godzinne „studia” na kursach i „pomaganie” w domu mamie – pracą nazwać nie można. To tylko spędzanie czasu – powiedzmy szczerze. Lat 20 kończę za parę dni i jeszcze nie umiem zapracować na swoje utrzymanie! Wstyd, potrzykrotnie – wstyd! Tak mi ciężko chwilami, i tak mi beznadziejnie smutno! Najpiękniejsze lata w otchłań czasu zapadają się z każdą chwilą, młodość pędzi na skrzydłach tylko lotnych, energia młodzieńcza zamienia się w „dobre wyglądnie” – to jaka ja? Dotąd nie mogę pracy znaleźć i nie umiem jej szukać – takam niezaradna. Tak mi wstyd i ciężko! I wiem, że najwięcej w tem mojej winy. Taka niedołęga życiowa. ….., A jednak nie tracę nadziei, że zmieni się wszystko, że muszę być inną, gdy zechcę naprawdę. Upokarzają mię bowiem jeszcze te starania o pracę. Trzeba mieć tyle odwagi i czelności – a ja nie mam. Czysta niedołęga – mówią mi wszyscy i mnie tak przykro a jednak, …..sama rację w duchu przyznaję – ale to nie zmniejsza przykrości, raczej zwiększa.  ….. Tyle miesięcy zmarnowanych – czyż prawda, że nie ma tego złego, które by na dobre nie wyszło? Kto mi zwróci one zmarnowane chwile, co ja skorzystałam z tego czasu? Niewiele – sądząc najłagodniej. Czytałam trochę  -  myślałam  -  dojrzewałam – chociaż miałam już świadectwo dojrzałości! Ale to prawie nic nie znaczy. Moi najbliżsi i życzliwi mi – umieją perony prawić sążniste – więcej nie. Liczyć muszą tylko i wyłącznie na siebie – tylko ja sama jedna muszę wynaleźć sobie byt i naukę dalszą. I podołać muszę – inaczej cóż będę warta? Rok ten  - to próba mojej zdolności życiowej.

Log in to comment

Sobota 20 Listopada 1920 r. Piszę, bo mi tak smutno, tak smutno…..,

Sobota 20 Listopada 1920 r. Piszę, bo mi tak smutno, tak smutno….., Już dawno skończyłam z nauką w kl. 8-mej z egzaminami, otrzymałam przykładnie naukę a teraz siedzę  piąty miesiąc w domu i czekam, …..  posady! Smutno mi, beznadziejnie smutno, ponieważ tyle miesięcy zmarnowałam tyle czasu upłynęło, a ja nic nie zarobiłam, nic nie sprawiłam sobie i nie wiem kiedy będę mogła pójść na uniwersytet. Wszystkie moje koleżanki mają zajęci, pracę a ja trawię bezczynnie czas. Tak mi źle. ….. Nie wiem czy jest co gorszego, jak szukanie posady w obecnych czasach. Wszystkie biura obsadzone mniej lub więcej wykształconemi i zdolnemi pannami, tak, że dla mnie panny z ośmioklasowym wykształceniem i maturą – miejsca nie ma! Podłe taki życie. Mama ciągle mi przyprawia, że mówiła mi zaraz po maturze, że powinnam starać się o posadę, zwłaszcza, że w lipcu kiedy wszyscy szli do wojska niezmiennie łatwo było dostać dobrą posadę. Ale ja pragnęłam odpocząć przynajmniej ze dwa miesiące, …… i odpoczywam już piąty miesiąc przymusowo. Wiem doskonale, że palnęłam głupstwo jakich wiele palnę w swoim życiu poświadomienie o tem jednakże – posady mi nie da. To tak źle jak się nie ma swoich pieniędzy. A ma się lat 19 skończonych. Żeby pójść na uniwerek muszę sama zdobyć odpowiednie fundusze na dalsze kształcenie… a tu nie ma skąd wziąć pracy, która dała by ten fundusz. Siedzę więc w domu i jestem jakimś popychadłem we wszelkich domowych robotach. Dusza skowyczy z upokorzenia, przygnębienia i bezsilnej złości, że sama wszystkiemu jestem winna. Hanka jest już od połowy października w Krakowie studiując ogrodnictwo zapracowuje się i jest szczęśliwa. Guta pracuje na polu pedagogicznym jak nauczycielka w szkole żydowskiej – powszechnej w Radomsku z pensją 3000 i deputatem, inne mają lekcje lub zapisały się na uniwersytet. … A ja, a ja? … co robię dla swej przyszłości? Kiedy pójdę na medycynę, kiedy ją skończę i kiedy zacznę pracować jako człowiek fachowy? Kiedy, kiedy, kiedy. I nie mogę sobie kupić nic prawie. Lekcji żadnych nie mam. Pracuję tylko w szpitalu garnizonowym w uniwersytecie żołnierskim, żeby zdobyć świadectwo pracy wojskowej, potrzebnej przy zapisie na uniwersytet – praca to honorowa. I jeszcze jak na złość Czyżewski, którego polubiłam ogromnie jako pojętnego ucznia i niezmiernie ciekawego przedstawiciela mego typu mężczyzny wyjechał. Tak mi go było żal, że aż płakać mi chciało bo nawet nie pożegnałam się z niem i nie dałam mu mojego adresu żeby do mnie napisał. A może lepiej, że tak się stało bo po co przedłużać znajomość szpitalną? Do niczego nie obowiązuje i obowiązywać nie powinna. Jednakże strasznie bym chciała spotkać go, bo podobno nie wyjechał z Częstochowy. Choć parę słów zamienić….. Nic z tego – na pewno! Przekonałam się, że to nie tylko z dziewczynami i koleżankami można rozmawiać o różnych ciekawych kwestiach niektórzy ludzie płci brzydkiej są również ciekawi i interesujący jako charaktery i typy. I lubię teraz chłopców i mężczyzn, bo się interesuję zwłaszcza młodzi chłopcy w moim lub w nieco starszym wieku przedstawiają dla mnie pewien szczególny interes, wśród nich bowiem mogę spotkać tego, którego mogę pokochać i być przezeń kochana. Czy to się stanie kiedy, nie wiem, nie przestaje to jednak być możliwem, przecież jestem młoda, inteligentna, wykształcona. Ładna? Niektórym ludziom mogę się podobać, do tej pory nie zdarzyło mi się nic podobnego. Lubię bardzo poznawać nowych ludzi, lubię poznawać nowe miejscowości, lubię czytać nadzwyczaj i poróżować. Dużo rzeczy jeszcze lubię – jest to nabytek mich lat dziewczęcych. Żałuję, że tak piszę, dużo rzeczy ciekawych uwieczniłam dla siebie jak np. stosunek z moją matką. Czyż ja taka sama będę dla swojej córki? Nie daj Boże! Wolę nigdy nie być matką nie mieć dzieci, a zwłaszcza córki, niż tak zatruwać wzajemnie sobie życie. Dwie najbliższe istoty, jakie są dla siebie matka i córka – powinny się kochać, rozumieć się, wybaczać sobie wiele rzeczy. A u nas co? Kocham swoją matkę wiem, że mama mię kocha, jednakże nie.. chwilami tej matki i matka moja niecierpi mnie również. I to nawet ani ja ani Mama nie jesteśmy żadnemi istotami bez czci i wiary, lecz mamy wiele zalet, a zarazem wiele wspólnych wad i dlatego pewnie te ciągłe starcia między nami. O, bo ja nie odznaczam się słodkim charakterem, ale nie mogę znieść różnych niesprawiedliwości i małostkowości Mama np. nic, a nic nie rozumie moich pragnień, moich dążeń wzwyż, chce abym poprzestała na swych 8-miu klasach dostała posadę i wyszła za mąż jak najprędzej by „nawóz z domu wywieść”. Jest czasem tak trywialną, że obrzydzenie zbiera, a przytem wszystkiem wiem, że to moja matka, że ją kochać powinienam i kocham i wiem, że jest dobra, tylko, że dużo wad takich drobnych pospolitych wad kobiecych i brak najmniejszego poczucia i świadomości istnienia swych wad. I dlatego też wszyscy są „źli”, tylko Mama  jest dobra, a własne dzieci są niewdzięczne, podłe itp. A wcale tak naprawdę nie jest, tylko nasz dom zamiast tępić te zarodki wad dziecięcych rozwijał je, sprzyjał dziwnie rozwojowi wszelkich niepotrzebnych i szkodliwych właściwości charakteru. I oto skutki, sami musimy później nad sobą pracować w trójnasób.  A zresztą po co o tem pisać? – Posady nie mam, nie mam, nie mam, ……

Drożyzna wzrasta, wzrasta przykładnie funt chleba 25 marek, funt mięsa 32 mk. Z początku listopada panowały dość silne mrozy, obecnie jest cieplej. Pogoda doskonała, sucho, nie ma deszczów, co nie wszystkich jednak cieszy – rolnicy smucą się bo to susza dla zboża zasianego niedobra. Grażyna i Januszek uczą się mieszkają z rodzicami w Rakowie, Ada została od 1 listopada 1919 w Lipiczu i prowadzi gospodarstwo Kobiele. Dobrze jej, a ja często ją odwiedzam, ale mama - z czem się zgadzam – nie jest wcale zachwycona. Grażyna bardzo dobrze się uczy (przygotowuje się do II-ej klasy), szczególnie ładnie pisze ćwiczenia. Zdolności literackie posiada zapewne, pokarze to przyszłość.

Log in to comment

Jerzy Owsianka Avatar
Jerzy Owsianka odpowiedział w temacie: #41265 5 miesiąc 1 tydzień temu
Kartki z pamiętnika to opis prawdziwego życia, marzeń, myśli pisanych na bieżąco. Staram się zobaczyć świat oczyma mamy która urodziła się w 1913 roku w Waleńczowie

Wtorek 18 maja 1920r. Często piszę w tym pamiętniku nie ma co!

Wtorek 18 maja 1920r.
Często piszę w tym pamiętniku nie ma co! Dziś piszę dlatego, że rozpoczęły się maturalne egzamina i dziś był pierwszy z języka polskiego. Były 3 tematy do wyboru; czterowiersz z „Testamentu Nowackiego” (czy i o ile się spełniły jego nadzieje), dwór i zaścianek w powieści E. Orzeszkowej „Nad Niemnem”, - ten ja pisałam, i „legiony Polskie” w historycznej literaturze. Ostatniego tematu nie pisała ani jedna, dużo pisało pierwszy temat. Ja wzięła dugi, i napisałam idiotycznie, najwyżej na dwójkę. Jestem w bardzo nijakim humorze. Wiem, ze dostanę maturę ale podobno z trudem. Byle tylko dostać, w jaki sposób mniejsza! Zdaje nas 22 i 11 uczennic od nazaretanek, a więc 33. Delegatem pan Wrona miły i dobrze wychowany człowiek. Polonista od sióstr nazaretanek p. Kozielewski ma coś Chrystusowego w twarzy. Wszyscy mili niezmiernie i uprzejmi. Siedzę w pierwszym rzędzie przy drugim stoliku. Przede mną Stasia Bobińska, za mną Starkówna. Jutro mamy egzamin z łaciny, dość dobrze stoję z łaciny mam nawet czwórkę na ostatni tercjał, przed ósmą klasą miałam piątki zawsze – ciekawam jak mi się powiedzie. Muszę dziś zabrać się do tłumaczenia Cezara. Żeby tylko zdać! Wszystko mniejsza. W ósmej klasie było ani porządnie trudno miałam trójki – przeważnie i przestałam teraz oceniać ludzi i koleżanki podług (nieczytelne) i uczenia się, - zawodny to sposób. Można być głupią, a dobrze się uczyć i odwrotnie. Czasami mam złe pióro i bazgrze. W tym roku ponieważ miałam dużo nauki nic nie robiłam, to znaczy nie pomagałam mamie w gospodarstwie. Do Lipicza wyjeżdżałam zwykle na święta i na zielone świątki, po pisemnych jadę również na parę dni. Ada w Lipiczu została pomimo, że w listopadzie wyjechała Doktorowa i jest tylko oprócz p. L pani Głuchowska. Na wakacje zjeżdża zwykle cała familia Głuchowskich z Łodzi. Widzę, że pomimo iż zdaję na maturę i kończę ósmą klasę nie umiem jeszcze dobrze pisać – to znaczy poprawnie, skaczę z przedmiotu na przedmiot i to wszystko jakoś nie ma wspólnej myśli łączącej je czy myśli przewodniej. Zresztą mniejsza o to, piszę to tylko dla siebie, gdyż wątpię czy kto, choćby mu wpadł w ręce ten dzienniczek właśnie, chciałby czytać, - takie to wszystko nudne! Nawet mnie samą nudzą te bazgraniny! I nie wiem sama po co i na co piszę? Żeby papier psuć, taki drogi obecnie! Nieciekawa moja dusza, a więc i bazgroły nieciekawe, wszelkie pisanie bowiem odzwierciedla ludzką duszę. Moja dusza, …..  taka jak mój dziennik! Klękajcie przed nią narody i budźcie się, o ile ……, nie znudzicie się. Ja sana naprzykład nigdy się nie nudzę wystarczam sama sobie, ale z niektórymi ludźmi tak się nudzę, że coś okropnego. Z książkami niekiedy – też się nudzę zależy zresztą z któremi. Wieszczów tak kocham, że nudni są dla mnie nigdy, łacina natomiast i wszelkie Rebiery, Klonowscy znudzili mi się okropnie. No, ale tak odmieniam przez wszystkie czasy i tryby czasownik nudzić się, że to wszystko rzeczywiście staje się nudne.  – Wiosna w tym roku przepyszna, wczesna, ciepła. Maj może nawet najchłodniejszy ze wszystkich wiosennych miesięcy jest ładny, bzy, konwalie, narcyzy i inne fiołki od dawna przekwitły, kwitną jeszcze kasztany – niby choinki ze świecidełkami – sady kwitły bardzo ładnie i obficie, zwłaszcza jabłonie obsypane były blado-różowym kwieciem, niby kobiety śląskie! Bo kobiety śląskie barwnie się ubierają, właśnie tak jasno blado-różowo i suto, że przypominają kwitnące jabłonie, cokolwiek innego kształtu sama to widziałam. Nie wiem tylko skąd mi takie porównanie nasunęło – pewnie pod wpływem polskiego ćwiczenia, w którem mówiłam i pisałam o szlachciankach i zamiłowaniu ich do barw jasnych zwłaszcza różowej. Piszę tak wyraźnie, że kto jak kto ale Józek to by mnie na pewno nie przeczytał bo nie znosił mojego niewyraźnego pisma!

Biedny Józek – rok nie długo, bo w czerwcu jak jest w wojsku i strasznie chorował na tyfus plamisty. Pisze obecnie długie listy, dość poprawnie, które przechowujemy pod doniczką na oknie w obawie przed tyfusem, podobno bowiem jeszcze niezupełnie zdrów. Ale co ważniejsze byłam przecież w Krakowie przez trzy dni 8,9 i 10 maja – nasza i siódma klasa miałyśmy własny wagon i bardzo nam było dobrze. Kraków jest zachwycający i chciałabym się w nim uczyć, marnie tylko jadają w tym Krakowie codziennie jadałyśmy gdzie indziej i coraz to różniejsze okropności. Zwiedzałyśmy dokumentnie choć pobieżnie wszystkie muzea, dzwony, kościoły, parki i rzeczy ale dość powierzchownie. Kiedy indziej zwiedzę dokładnie. Byłyśmy dwa razy w teatrze na „Ślubach Panieńskich” i na „Ponad śnieg” Żeromskiego, prześliczna jest kurtyna Siemiradzkiego i przepyszne witraże Wyspiańskiego u Franciszkanów – tyle pamiętam. Muzeum narodowe – bogate względnie. Spałyśmy również niżej krytyki na Pop… 22 na ławkach dziecinnych wróciłam strasznie zmęczona. W drodze powrotnej urozmaicał nam czas pan Włodzimierz Dusiński kolejarz, bardzo gramatycznie i stylistycznie mówiący aż artysta amant, nie mający szczęścia do kobiet i zbierający adresy uczestniczek miłej podróży. Ubawiłyśmy jego deklamacją, białym wierszem, śpiewem wcale niezłym, i obyciem zamieniającym szkołę francuską , główną zasadą której „nie odwracać się nigdy tyłem do publiczności”. Nie spodziewał się na pewno, że dostanie się do mego pamiętnika czy dziennika, ale pewnie byłby niezmiernie zadowolony. Niezadowolona natomiast byłaby Hanka i Guta gdyby ujrzały, że daremno szukają figurujących swych imion czy nazwisk. Marzy się kiedy o nich rozpisać. …. Po maturze. Tyle z niemi przeżyłam. Hankę mogę uwiecznić choćby przez wdzięczność (papier cierpliwy na moje wynurzenia), a Gutę …, no to taki ciekawy charakter, że on by była najszerzej zdumiona -, gdyby wiedziała , że, ja o niej nic nie piszę. Jakto! o niej! ani słówka! i to Janka, która tak się nią interesuje. To Ciekawe! Więc obiecuję Ci Haneczko i Tobie Guto … poprawę i kilka stron o was napiszę. A i o Tobie Zosiu nie zapomnę napiszę, napiszę, a jakże, a jakże….! Podobno ja tam w Waszych dzienniczkach figuruję, zwłaszcza u Hanki, bo u Guty – to mocno wątpię, tyje jest ciekawych do opisania i o Władku niż o Jance czy Hance, czy jakiejś tam innej koleżance trzeba więc pięknym za nadobne zapłacić. Pamiętny będzie pierwszy dzień pisemnych egzaminów; tyle stron zapisałam w mym dzienniczku! Jakąś dziwną ochotę czuję, w danej chwili do pióra. Może to chwila objawienia się zdolności literackich ? może!, może! Gdybym jednak częściej odczuwała podobne ochoty…, to prędko skończyłby się ten zeszycik, ale dużoby znanych rzeczy pozostało ku pamięci i czci potomnych. Humor już w tej chwili mam określony: ironiczno – głupio – idiotyczno – szyderczo – wesoło – doskonały! Ciekawe! Powiedziała by ciekawa Guta, co nawet zdążył zauważyć p. Tymański. Wyczerpał się już mój zapas dowcipu pomimo humoru z tyloma określeniami doskonałego i to zresztą bardzo dobrze, trzeba bowiem wziąć do łaciny na jutro o Cezarze i Ty …. pójdźcie do mnie, rozjaśnijcie swemi jasnemi historiami tępą głowę żebym jutro nie zrobiła parodii z wszystkich  cudnie-pięknych dzieł. We własnym interesie! Jeszcze jedno tylko muszę zaznaczyć, że pan Stach Barylski – artysta rzeźbiarz interesujący człowiek.

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

Log in to comment

JanW. Kaczmarek Avatar
JanW. Kaczmarek odpowiedział w temacie: #39751 11 miesiąc 3 tygodni temu
Szanowni Państwo, poszukuję informacji o Edwardzie, Władysławie, Alfonsie Bogusławskich, którzy byli związania z Zaciszem - Stradom, Wilkowieckiem i Częstochową - to moja bardzo bliska rodzina. Wiadomości encyklopedyczne i słownikowe oczywiście posiadam. Poszukuję osób z rodziny wymienionych Bogusławskich. Swojego czasu była na forum dyskusja na powyższe tematy. Zgłaszał się i pisał pan Krzysztof Bogusławski. szukam kontaktu.

Sobota 30 sierpnia 1919. Mój drogi dzienniczku! Strasznie dawno nic nie zapisałam...

Sobota 30 sierpnia 1919.
Mój drogi dzienniczku! Strasznie dawno nic nie zapisałam na twych kartkach swoich wrażeń, myśli i uczuć. A teraz czasy zmieniają się, ciągle coś nowego, wraz z czasem zmieniam się i ja. Przeszła już obecnie do klasy 8-ej, skończyłam osiemnaście lat jestem więc dorosłą panną. Kiedy zaczęłam pisać ten dziennik miałam 13 lat, ale widocznie w złą chwilę zaczęłam, bo strasznie jest nudny i niewielki. Zanadto dużo piszę o sobie i dlatego takie wszystko mdłe i nieciekawe. Wszędzie spotykam te myśli i zdania, świadczące o dążeniu do czegoś do jakiejś doskonałości, idei, wykazujące moją słabość, marnotę i pospolitość, ale nic ponadto. Żadnego postępu, żadnej poprawy. Ciągła zmiana, i ciągle to samo. Mając lat 10-12-14, zaczęłam myśleć nad sobą, zastanawiać się, analizować siebie i sądziłam, że jak będę miała 16 lat - to–ho! ho!, będę już człowiekiem co się zowie , panującym nad sobą, walczącym ze swymi wadami i odnoszącym zwycięstwa nad nimi. Tymczasem … mam już niedaleko dwadzieścia, a historia ta sama, ciągle jeszcze dziecko, pomimo, że już nie dziecko, niewyrobiona kurka, pełna wad i zdrożności. Czy ja zawsze będę taka? Do samej śmierci? Ciągle niedoskonała? Pewnie nie inaczej. Jakże jestem słaba, bez woli, i jak człowiek jest słaby. Nudna jestem przy tem okropnie, co wyraźnie widać z tego wszystkiego. Gwiżdżę! - wojna już się skończyła, ale ciągle jest wojna. Tak jak wszystko niby jest, niby nie ma. Niby to już pobito Niemców, Austriaków, zawarto pokój, ale ciągle jeszcze czuć wojnę, fabryki stoją, drożyzna, nie mają zajęcia setki robotników. Polska już wolna, samodzielna, ale musi toczyć walki z bolszewikami, Ukraińcami i innemi osłami. Jest biedna ta nasza ukochana Polska! Ale już wolna! Trzej moi bracia Oleś, Maniek i Józio są w wojsku polskim walczą za sprawę polską. I ja jestem z tego dumna. Jest nas obecnie  w domu troje; ja, Kazik i Tadek. Chłopcy nasi powyrastali, niewiele jeszcze umieją i niewiele się uczą. Nie ma warunków odpowiednich. Jest mi ich strasznie żal. Jest to niejako tragedią mojego życia, że nie mam w rodzinie nikogo wykształconego na równym ze mną poziomie. Czuć, że niewiele są (..?..) a jednak najwięcej ze swego otoczenia – jak to nie miło. Jeszcze tylko rok z skończę osiem klas, naturalnie o ile się nie zetnę. I co będzie dalej? To już tak blisko. Pewnie zrezygnuję z marzeń o dlaszem kształceniu się, a wezmę się do pracy na Kawałek Chleba. Życie nie jest łatwe, chociaż lubię życie. Życie obcina skrzydła, a jednak żyć się pragnie. I żyć trzeba. Zresztą jestem młoda mam przed sobą przyszłość. Nie doznałam jeszcze cierpień ludzkich, więc dlaczegobym miała życia nie kochać. Może doznam jeszcze czego miłego i przyjemnego? Jeszcze nikogo nie kochałam, a przecież miłość daje chwile najbardziej szczęśliwe. A przecież ma lat już osiemnaście ! Myślę czasem, że ja się zestarzeje i nigdy nie poznam pokrewnej mi duszy, połowy mej duszy, bo dotąd to znam tak mało  jeszcze ludzi, a szczególnie takich którzyby kwalifikowali się na przedmiot miłości. Więc serce moje jeszcze śpi ! Jakie to wszystko śmieszne i dziecinne takie traktowanie sprawy. – Chciałabym bardzo spotkać kogoś takiego któryby osądził mnie i wyrzekł zdanie o moim charakterze. Chciałabym spotkać filozofa, psychologa, fizjonomistę żeby orzekł jaka jestem. Czy jest choć trochę we mnie jakiś (..?..). podstawy materiał na człowieka? Bo ja się znam trochę, ale jeszcze niewiele, a raczej nie znam się jeszcze. Takie nieraz dostrzegam sprzeczności w sobie, takie kontrasty, że sama jestem zdziwiona nad tą moją dziwnością. Czy ja się poznam kiedy dobrze i opanuję – nie wiem. Strasznie trudno opanować siebie, ale jak ro rozkosz być panią siebie!
Skończyły się wakacje, rok szkolny rozpoczął się z dniem 30 sierpnia. Byłyśmy w kościele na Jasnej Górze. Prefektem będzie ks. Gmochowski, ksiądz dość dostojny, ani pociągający, ani odpychający. Mówił o potrzebie nauki i o tem jak ją powinnyśmy zdobywać. Z początku ziewałam ale później zgodziłam się z nim zupełnie, choć niczego nowego nie usłyszałam. W poniedziałek 1 września mamy być o 8 ½ g na pensji. Koleżanki jeszcze nie wszystkie się zjechały nie ma Hanki Wrzoskówny, Guty Glikmakówny, Zosi Mikówny i reszty. Było nas z ósmej tylko trzy Zosia Chochołówna, Zosia Leksowna i ja. Ja w piątek wieczorem wróciłam z Lipicza, gdzie przebywałam od wtorku. Było przyjemnie i miło jak zwykle. Wakacje spędziłam w ogóle nie nudnie chociaż nie uczyłam się nic zgoła za to uczyłam innych miałam kilka korepetycji, zarobiłam około 400 marek. Strasznie jestem z tego zadowolona. Jeszcze mi jednak nie wszystkie zapłaciły, Hejmerówna winna mi 100 marek, Felcia Bonacka 60. Czy aby zapisać? Od 14 czerwca do 5 lipca byłam w Lipiczu. Bardzo mi Lipicze podoba. Położenie malownicze, las śliczny. Dwór stary drewniany, miły i cichy. Mieszkańcy sympatyczni i dobrzy. Pan Ziółkowski lubił mnie dość, objawiając swą sympatię częstym obcałowywaniem mię. To jego zwyczaj stosowany do wszystkich krewnych i znajomych. Na razie to Ada rządzi wszystkim, gospodarstwo kobiece w jej rękach i rządzi dobrze. Ale niestety niedługo to będzie, gdyż doktorowa wybiera się po trzechletnim pobycie do Rakowa. Dzieci trzeba uczyć. Grażyna skończy niedługo 9 lat. Ciekawam jak tam Ziółkowski będzie się czół sam w Lipiczu bo strasznie się przyzwyczaił do nich. Żal mi Go. – My wszyscy jesteśmy jak zawsze zdrowi, ojciec pracuje u szarytek w ogrodzie, mieszkamy na ulicy Barbary 53 już od roku. Mama pracuje jeszcze bardzo. Ja niewiele pomagam, bo albo się uczę, albo wypoczywam. Ciężkie jest życie. Lato mija.

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

Log in to comment

Środa 1 Stycznia 1919 No i minął rok 1918!

Środa 1 Stycznia 1919
No i minął rok 1918! Jak prędko! Co wyniosłam z tego minionego roku tego życia, czy zmądrzałam, czy udoskonaliłam choć trochę moją duszę? Takie pytania powinnam sobie postawić i stawiam. Bo odpowiedź powinna być sumienna , ale ja mam tylko taką; Bo ja wiem? Czy ja wiem? Zdaje mi się, że trochę tak. Zresztą gwiżdżę na wszystko! Teraz dzieją się takie rzeczy, takie przewroty w całym świecie, takie historyczne czasy przeżywamy. Że nie sposób myśleć o sobie. Rosja upadła, Niemcy upadły – a Polska powstała i koalicja odniosła zwycięstwo na całej linii bojowej. I imię Wilsona góruje nad wszystkim. On spokój sprowadzi dla całej Europy i Polskę podniósł.

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

Log in to comment

17 marca 1918 roku. Niedziela Już nie mieszkamy w rzeźni

17 marca 1918 roku. Niedziela  Już nie mieszkamy w rzeźni tylko na ulicy Teatralnej obecnie Tadeusza Kościuszki vis a vis naszej pensji Lokalu bardzo blisko, powetuję więc sobie to dalekie chodzenie. Mieszkamy u dokt. Okuszki w kuchence, a oprócz tego mamy mieszkanie na Fabrycznej, gdzie są złożone rzeczy. Ojciec pracuje w majątku p. Popławskiej. Co to zmian od tego czasu zaszło od tego czasu, jak ostatni raz pisałam w tym dzienniczku. Oto np. Oleś jest w wojsku polskim już od listopada 1917 r. następnie wojna trwa w dalszym ciągu i nie myśli się skończyć, Niemcy zawarli pokój z Ukrainą i oddali jej Chełmszczyznę z Polesiem. Jak podłość! Wyrywają bowiem szwaby ziemie czysto polskie i mające się  polską i oddają je jakimś za zborze które im w zamian obiecali. To też krzywda ta dziejąca się nam obudziła cały naród i cała Polska jak jeden mąż zaprotestowała przeciw takiemu podziałowi. Niemcy poradzili sobie w ten sposób, że ponakładali masę kontrybucji, poczynili wiele aresztowań i w Częstochowie np. zabrali Jarmułowicza skazują go na 10 lat ciężkiego więzienia. Czyż nie okropne? Ale co zrobić? Oni silniejsi – do czasu więc należy cierpieć.

W tym roku zimy prawie, że nie było a przynajmniej bardzo lekka. W styczniu i lutym było bardzo ciepło, w styczniu były nawet burze z piorunami. Obecnie w marcu jest również ciepło, i na ulicach wszyscy spacerują już w lekkich strojach. Drzewa już mają pączki w powietrzu czuć ciepło wiosenne i ja przeżywam już siedemnastą wiosnę, tak już znaną dla mnie, a tak nową. Słońce nie zważając na powszechną drożyznę. Ile ze zwykłą hojnością rozrzutnością niemal snopy ciepłych promieni radujące bardzo biednych i bogatych. Ptaszęta drogie śpiewają radośnie i wesoło, czując , że minęła już zima, która wprawdzie nie była zbyt sroga dla nich w tym roku, ale zawsze wiosna usposabia bardziej optymistycznie. Wiosna chce się żyć! Nawet we wojnę. Człowiek jest pełen nadziei lepszego jutra. – Widzę, że w tym roku jeszcze nie zanosi się zupełnie na koniec wojny i spełnienia inaczej świąt wielkanocnych. Już nawet nie chce się o nich myśleć. Żyję z dnia na dzień. I chociaż osobiście tak nie odczuwam tego codziennego życia, tego zmartwienia o jutro i obawy o brak chleba – jednakże słysząc narzekania i widząc zmartwione rodziców mimo woli przygnębiająco to działa na duszę młodzieńczą. Brak koniecznej i niezbędnej odzieży również daje się we znaki.

Dnia 2 marca był u nas Kazik Kwapiński, spędził u nas cały wieczór i podobno wyniósł miłe wspomnienia, szczególnie z mego towarzystwa, o czym zapewnia w przysłanej karcie 15 b.m. Śliczna karta! Pacholę o złotych włosach i  lanczowych oczętach z brwiami ślicznie zarysowanymi i noskiem regularnym, siedzi nad urwiskiem pokrytym bujną trawą i gra na ligawce wykręconej z niedalego rosnącej wierzby. Koszulina związana czerwoną tasiemką, u pasa kozik na długim sznurku i zgrabne spodówki tworzą odzież chłopięcą. Nad głową dziecka skowronki zanoszą pienia radosne. Całość tworzy wiosnę. Pierwsza to karta jaką otrzymałam od chłopca. Muszę mu odpisać. Młody Kwapiński ma lat 21, jest więc 4 lata starszy. Przystojny, zgrabny i zdrowy, nie tak jak jego bracia, którzy powymierali na suchoty. On obecnie jest jedynakiem i to bogatym. W domu u nas uważają go za mego narzeczonego. Komiczni! Czuję, że nigdy bym go sobie nie wybrała, …. na dozgonnego towarzysza. Czy to nie śmieszne takie rozumowania siedemnastoletniej prawie dziewczyny? Ja w ogóle jestem taka głupia, że aż litość bierze.

Na pensję chodzę, jestem oczywiście w 6-tej klasie. Koleżanki mam te same, Tylko Kasia Łypsówna ma teraz Grottówny, Blankę i Helkę za przyjaciółki i od nas się oddaliła. Lekcje idą jak dawniej dość łatwo. Zbliża się drugi tercjał, cenzury dostaniem prawdopodobnie 23 marca, gdyż Wielkanoc w tym roku dość wcześnie. U spowiedzi wielkanocnej już byłyśmy. Ja do tej pory, to prawie się nie poprawiłam. Szczególnie dzisiaj uznałam jaka jestem okropnie podła. Nie, nie jestem taka, bo przecież wiem, że tyle mam wad a nie że się poprawiam.

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

Log in to comment

Marek Mietelski Avatar
Marek Mietelski odpowiedział w temacie: #33146 3 lata 1 miesiąc temu
17 marca, tylko roku 1986 jest dla mnie szczęśliwy ,córka mi się urodziła,czytam opowieści które wydarzyły się 100 lat temu przedstawiają historię tamtych czasów,nasza teraźniejszość też będzie w przyszłości historią.

1 Lipca Ach! Ta Ada, ani myśli nas odwiedzić.

1 Lipca
Ach! Ta Ada, ani myśli nas odwiedzić. Spodziewaliśmy się jej w piątek 29 czerwca – nie przyjechała, myśleliśmy, że dziś przyjedzie, nie przyjechała. Tak mi tęskno za nią. Ale trudno pewnie nie może, gdyby mogła to by przyjechała. Byłam dzisiaj jak zwykle w kościele św. Rodziny, kazanie miał ks. Zawadzki. Bardzo lubię tego księdza: taki prawdziwy kapłan, pełen powagi i godności. Znam w Częstochowie kilku księży, ze znanych mi najlepiej lubię dwóch ks. Mettlera i ks. Zawadzkiego. Ksiądz Mettler jest bardzo wykształcony i mądry, wiele podróżował, wiele zwiedzał krajów. Kiedy chodziłam na pensję do p. Sławikowskiej ksiądz ten udzielał nam religii, i w czasie lekcji opowiadał nam nieraz o swych podróżach. Ksiądz Zawadzki b. ładnie powiedział kazanie co znaczy „żyć z wiary” i co znaczy „żyć bez wiary”. Trafił mi wprost do serca. W ogóle mnie zawsze trafiają do duszy czy do serca wielkie mowy, kazania, przemówienia itp. Zachęcają do dobrego postępowania, do doskonałości, jednem słowem gdy mają na celu uszlachetnić duszę i serce. Bardzo się cieszę, że dość wcześnie spostrzegłam wady swojego charakteru i że mam sporo chęci do wykorzenienia ich. Staram się panować nad sobą, obserwować swe czyny, mowę i myśli, analizuję swe uczucia i czyny, z jakich one wypływają pobudek. Chętnie czytuję książki i artykuliki dopomagające przy pracy nad własnym charakterem. Żmudna to praca. Jednakże ten pojmie całą jej trudność, gdy zechce zastosować ją do siebie. Ileż to trzeba hartu woli, ażeby w każdej chwili, każdym dobrym uczynku umieć zapanować nad sobą. Znajduję bardzo trafne zdanie; Charakter to doskonale wyrobiona wola, które również doskonale znajdowała nasza zastępowa Lilka Hofman. Przez jakiś czas miałam zwątpienia co do potrzeby dążenia do udoskonalenia się, widząc naokół ludzi, którzy ani myślą o czemś podobnem, zajęci pracą za kawałek chleba, pozatem mających bardzo ograniczone dążenia. Lecz pozbyłam się ich wkrótce przypominając sobie ludzi którzy byli wielkimi i wiedli życie w dążeniu do doskonalenia, mając za cele Dobro, Piękno i Prawdę, które są również mymi celami. Ale to tak trudno czasem powstrzymać przykrego słowa dla otoczenia, powstrzymać się od czynu, który samokrytycyzm uznaje za zły i brzydki; trzeba jednak powtarzam pracować nad sobą. Tymczasem jeszcze mam wiele niedoskonałości i wad. Przed chwilą dostałam kartkę od Ady pisaną w dniu moich imienin. Pisze mi moja ukochana Ada, że siedzi sama w domu z dzieciakami, pogoda na dworze niemożliwa, i rozmyśla o mnie. Bardzo by chciała aby moje dążenia spełniły, żebym skończyła pensję i uniwersytet. Pyta jak przeszłam do 6-tej klasy i donosi, że przyjedzie w połowie lipca. Dopiero! Ja już tyle marzeń nasnułam o widzeniu się z nią, o jej przyjeździe. Ja teraz w czasie wakacji bardzo dużo myślę, i tęsknię. Prawie zawsze jestem sama i siedzę w domu, więc nic dziwnego, że tęsknię za wsią którą zawsze kochałam i kocham, tęsknię za towarzystwem, w ogóle tęsknię za weselszym życiem. Zazdroszczę tym którzy wyjechali na wieś i całą piersią oddychają powietrzem wiejskim, bawią się, odpoczywają i mogą nabrać sił do całorocznej pracy. Jak bym chciała wyjechać na kondycję do jakiegoś dworu, gdzie by były dziewczynki w równym wieku, abym mogła odpocząć całą duszą, oderwać się od tych trosk codziennych. Jestem przecież młoda i należy mi się jakiś odpoczynek i rozrywka i jakie to życie trudne. Ale, ale jest jeszcze teraz o wiele gorzej, ba ja jestem dzięki Bogu, dość zdrowa, więc mi pobyt w mieście nie wiele szkodzi, lecz ten jest chory i ma jeszcze trudniejsze warunki życiowe, temu gorzej. A wszystkiemu winna ta obrzydliwa wojna, trwająca już rok trzeci. I kiedy się skończy?

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

Log in to comment

Tomasz Kukuła Avatar
Tomasz Kukuła odpowiedział w temacie: #30680 3 lata 8 miesiąc temu
Który to już rok? 1917 ?
Szymon Gruca Avatar
Szymon Gruca odpowiedział w temacie: #30846 3 lata 7 miesiąc temu
Tak oczywiście, wpis z pamiętnika zawsze jest sprzed 100 lat.
Fizia Pończoszanka Avatar
Fizia Pończoszanka odpowiedział w temacie: #31409 3 lata 6 miesiąc temu
Od lipca nic nowego Janina nie napisała? :(
Jacek Tomczyk Avatar
Jacek Tomczyk odpowiedział w temacie: #31412 3 lata 6 miesiąc temu

Od lipca nic nowego Janina nie napisała? :(


Tak to bywa z pamiętnikami, musimy poczekać aż do marca.
Adam Bednarczyk Avatar
Adam Bednarczyk odpowiedział w temacie: #31918 3 lata 5 miesiąc temu
ksiega adresowa czestochowa 1912

27 czerwca Dziś padał deszcz, który spowodowała burza

27 czerwca
Dziś padał deszcz, który spowodowała burza z błyskawicami i piorunami. Na szczęście nastąpiła po deszczu jak najlepsza pogoda. Bardzo tak lubię. Wczoraj dostałam od Ady kartę z powinszowaniem imienia, trochę spóźnioną. Nawzajem, ja jej wysłałam dziś, napisałam również do Kazika. Spodziewałam się, że Ada dziś przyjedzie, ale nie przyjechała, przyjedzie prawdopodobnie w końcu miesiąca, Strasznie mi się przykrzy, siedzę w domu i gotuję, gotuję i gotuję. Można przytem sfiksować. A przytem nie ma co jeść. Wszystkie moje koleżanki przeważnie powyjeżdżały, Hele Jędrzejewska również wyjeżdża do Brudzic. Nawet ona! Ja żądzę wszystkie koleżanki podług nauki i charakteru, dlatego też Heli J. nie lubię, a nawet ją (…….) gdyż ona źle się uczy i bez charakteru. Ja jestem strasznie zarozumiała, na pensji ciągle tylko myślałam o tem jak ja dobrze się uczę i porównywałam ze sobą inne. Te które uczą się źle, uważam za gorsze ode mnie. Jest w tem duża doza racji , ale i dużo zarozumiałości. W ogóle ja jestem bardzo zła i głupia, zarozumiała, pyszna itp. dlatego też postaram się o częstsze zapisywanie swych myśli i uczuć, z których najlepiej odsłoni się mój charakter. Napisała jednej z koleżanek w albumie: „Człowiek wtedy jest mądry, kiedy wie, że jest głupi” i byłam z niego ogromnie zadowolona, teraz inaczej się na to zapatruję i nie widzę w tym nic mądrego. Muszę przerwać gdyż trzeba gotować kolację, ale co to sama nie wiem. Och, żeby ta wojna się skończyła i czasy się zmieniły, żebym chociaż mogła wyjechać lub coś podobnego, a tu męcz się człowieku nad tem co będzie na kolację, na obiad, na śniadanie, jakbym nie była 16-letnią dziewczynką i do tego szóstoklasistką, tylko jakąś kucharką. Jakie to życie marne i nędzne i jakie głupie!

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

Log in to comment

23 czerwca 1917 Sobota. Więcej niż dwa miesiące nie zapisywałam swych wrażeń myśli

23 czerwca 1917 Sobota.
Więcej niż dwa miesiące nie zapisywałam swych wrażeń myśli i.t.p. z powodu różnych powodów… Ale mniejsza o to. Teraz będę częściej zaglądała do ciebie dzienniczku i powierzała ci myśli, gdyż mam wakacje. Dnia 9 czerwca skończyły się lekcje 12, 14 i 16 czerwca miałyśmy egzamina z polskiego pisemnego, algebry i polskiego ustnego kolejno. Ja miałam tylko z pisemnego polskiego, bo od ustnego i algebry zwolniono mnie na mocy dobrych stopni. Ale z polskiego niezbyt mi się powiodło, gdyż ja która zawsze pisze ćwiczenia klasowe na czystą piątkę, ćwiczenie egzaminacyjne na temat „Przyczyny rozwoju oświaty i literatury w XVI wieku” napisałam zaledwie na 4 - ! Na szczęście nie wpłynęło to na stopień roczny i kwartalny bo mam piątki. Cenzurę mam dobrą i jak powiedziała p. Sokołowska „śliczną”, lecz ja nie jestem zbyt zadowolona, gdyż mam na III kwartał cztery 4, a na rocznym aż pięć 4, reszta piątki. Spodziewałam się tylko dwóch czwórek z niemieckiego i francuskiego, myślałam bowiem, p.p. Dziuba i Kamiński postawią mi po piątce, tymczasem się na nich! Trudno, nikomu jednak o swych nadziejach nie mówiłam i o zawodzie również. Najlepszą cenzurę ma Zocha Chochołówna, miał bowiem tylko trzy 4, ale ona nie uczy się francuskiego, więc mamy prawie jednakowe. Pomimo wszystko jestem zadowolona z cenzury, gdyż ukarała mnie za zbytnią zarozumiałość, albowiem ciągle się uważałam za pierwszą w klasie, porównywałam się z innymi, które gorzej się uczą, jednym słowem uważałam się za coś lepszego i zawsze na myśli miałam swoje pierwszeństwo. A tu tymczasem nie, „dobrze ci pomyślałam sobie – tak byłaś pewna i tak się pyszniłaś, że cenzurę będziesz miała najlepszą”. We mnie są dwie odrębne istoty: jedna jest uosobieniem zalet, a druga wad; przy tem ta istota dodatnia krytykuje ciągle istotę ujemną, karci i upokarza. Kiedy więc pycha była obrażona i nie zadowolona z cenzury, skromność dążąca do uszlachetnienia mej duszy nie omieszkała jej przypomnieć i wytknąć złą. Co się stało, to się nie odstanie – za mało pracowałam, będę się starała poprawić w przyszłym roku. – Teraz muszę wspomnieć o pogodzie. Do pierwszego maja było zimno, słoty, śnieg. Lecz z dniem 1 maja przybyła wreszcie wiosna w całej pełni. Rozwinęły się listki kasztanów, lip, klonów, wiązów i bzów, zazieleniły się trawy, zakwitły stokrotki, jaskry rzeżuchy łąkowe, łąki wyglądały najładniej co parę dni zmieniały swą szatę: więc najprzód na szmaragdowym ich tle bieliły się rzeżuchy mleczne i stokrotki, następnie ozłociła się łąka zółtemi bradownikami to przysłoniły znów złociste również, ale wyższe i bujniejsze jaskry. Później zakwitły smółki i niezapominajki na żywozielonym tle łąki złoto było i różowo, a miejscami desenie blado-niebieskie. W ogóle łąki w tym roku wyglądały prześlicznie, a szczególnie bawiły oko tą kolejną rozmaitością barw. W żadnym roku nie zwracałam tyle uwagi na roślinność, ile w tym roku nie wiem czy przyczyniło się do tego spóźnienie wiosny i tęsknota za nią, czy niezwykła bujność roślinności, czy też to, że w tym roku uczyłam się botaniki. Prawdopodobnie wszystko po trochu. A ciepło, ciepło było ciągle. W połowie czerwca nastąpiły upały które zmieniły żywą zieleń trawników i łąk na żółto-brązowo-czerwoną barwę. Pragnęliśmy deszczów. Obecnie mamy deszczyk kapuśniaczek i upragniony chłód, ale już uprzykrzony bo jest porządnie zimno.

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

Log in to comment