Czwartek 7 stycznia 1915 r. Doktora uwolnili i w niedzielę

Drukuj

Czwartek 7 stycznia 1915 r. Doktora uwolnili i w niedzielę wieczorem wrócił do domu. - Wojna się jeszcze nie skończyła. Drożyzna straszna. W gazetach ciągle się spotyka opisy strasznych spustoszeń w Królestwie Polskim. Wsie popalone, chaty rozwalone gdzieniegdzie sterczy chata podziurawiona. W podwórzach, na polach. przy drodze spotyka się krzyże z napisem na nich. "Boże! ulituj się nad ta naszą nieszczęśliwą Ojczyzną, wyzwól ją" - taki okrzyk słychać często. Wczoraj było Trzech Króli, w kościele nie byłam. Wczoraj spadł śnieg, pokrył chaty, drzewa, ziemię. Zima się rozpoczęła. Wróble kręcą się szukając pożywienia, chłopaki korzystają z tego  łapią ich na "żelazka". - Ada była, książek nie przyniosła mi. - Na usilne prośby Ady ojciec dzisiaj o 10-tej poszedł do Sieldca za kartoflami i zobaczyć co się z nim dzieje. Podobno zaopiekował się Sieldcem p. Gliński sędzia z Mstowa. - Ada znów kazała w niedzielę mi przyjść po książki. We wtorek byłam u Zosi. Była Bogunia Czerwińska opowiadała strasznie głupie banialuki  żem się porządnie znudziła. Bogunia Czerwińska, jest to dziewczynka wyższa od Zosi a mają podobno 7 Lat !? Blondynka, oczy niebieskie, nosek nieduży, ząbki zcisłe i zdrowe - jest ładną osóbką. Lecz jest b. dziecinna na przeciw Zosi, poci się ciągle nad pochwałami o moich włosach, oczach i.t.p. Zosia Czerwińska pożyczyła mi "Szlacheckie Sielanki" Alberta Wilczyńskiego, a ja jej "Półpanka" Grudzińskiego.

Chciałabym, żeby ta wojna jak najprędzej się skończyła, tak już jestem zdenerwowana temi wojennymi skutkami. Nafty już od dawna nie mamy palimy oliwą i świecami. Cukru nie można dostać, słoniny również. Staram się jeść jak najmniej, żeby nie przyczyniać kosztów rodzicom, cóż kiedy mam szalony apetyt i zawsze jestem głodna. Schudłam trochę. Ada opowiada, że u nich też b. oszczędnie żyją i Ada schudła czem mama sie martwi i jak może, ile razy Ada przyjdzie do nas odżywia. Kazik poszedł dziś do szkoły i mama dała mu 50 kop. Tadka uczę ja. Ja uczę sie po niemiecku z samouczka Reusnera, czytam "Dwanaście pogadanek z zakresu higieny" Pawła Schroetera. powtarzam słówka francuskie, czytam po rosyjsku i uczę sie wierszy polskich "W piwnicznej Izbie" M. Konopnickiej mojej ulubionej autorki. Haftuję serwetkę, dziergam brzegi biała bawełną i na czterech rogach po pęczku fiołków.

20 minut po 11ej rano.

Log in to comment