Sobota 20 Listopada 1920 r. Piszę, bo mi tak smutno, tak smutno…..,

Sobota 20 Listopada 1920 r. Piszę, bo mi tak smutno, tak smutno….., Już dawno skończyłam z nauką w kl. 8-mej z egzaminami, otrzymałam przykładnie naukę a teraz siedzę  piąty miesiąc w domu i czekam, …..  posady! Smutno mi, beznadziejnie smutno, ponieważ tyle miesięcy zmarnowałam tyle czasu upłynęło, a ja nic nie zarobiłam, nic nie sprawiłam sobie i nie wiem kiedy będę mogła pójść na uniwersytet. Wszystkie moje koleżanki mają zajęci, pracę a ja trawię bezczynnie czas. Tak mi źle. ….. Nie wiem czy jest co gorszego, jak szukanie posady w obecnych czasach. Wszystkie biura obsadzone mniej lub więcej wykształconemi i zdolnemi pannami, tak, że dla mnie panny z ośmioklasowym wykształceniem i maturą – miejsca nie ma! Podłe taki życie. Mama ciągle mi przyprawia, że mówiła mi zaraz po maturze, że powinnam starać się o posadę, zwłaszcza, że w lipcu kiedy wszyscy szli do wojska niezmiennie łatwo było dostać dobrą posadę. Ale ja pragnęłam odpocząć przynajmniej ze dwa miesiące, …… i odpoczywam już piąty miesiąc przymusowo. Wiem doskonale, że palnęłam głupstwo jakich wiele palnę w swoim życiu poświadomienie o tem jednakże – posady mi nie da. To tak źle jak się nie ma swoich pieniędzy. A ma się lat 19 skończonych. Żeby pójść na uniwerek muszę sama zdobyć odpowiednie fundusze na dalsze kształcenie… a tu nie ma skąd wziąć pracy, która dała by ten fundusz. Siedzę więc w domu i jestem jakimś popychadłem we wszelkich domowych robotach. Dusza skowyczy z upokorzenia, przygnębienia i bezsilnej złości, że sama wszystkiemu jestem winna. Hanka jest już od połowy października w Krakowie studiując ogrodnictwo zapracowuje się i jest szczęśliwa. Guta pracuje na polu pedagogicznym jak nauczycielka w szkole żydowskiej – powszechnej w Radomsku z pensją 3000 i deputatem, inne mają lekcje lub zapisały się na uniwersytet. … A ja, a ja? … co robię dla swej przyszłości? Kiedy pójdę na medycynę, kiedy ją skończę i kiedy zacznę pracować jako człowiek fachowy? Kiedy, kiedy, kiedy. I nie mogę sobie kupić nic prawie. Lekcji żadnych nie mam. Pracuję tylko w szpitalu garnizonowym w uniwersytecie żołnierskim, żeby zdobyć świadectwo pracy wojskowej, potrzebnej przy zapisie na uniwersytet – praca to honorowa. I jeszcze jak na złość Czyżewski, którego polubiłam ogromnie jako pojętnego ucznia i niezmiernie ciekawego przedstawiciela mego typu mężczyzny wyjechał. Tak mi go było żal, że aż płakać mi chciało bo nawet nie pożegnałam się z niem i nie dałam mu mojego adresu żeby do mnie napisał. A może lepiej, że tak się stało bo po co przedłużać znajomość szpitalną? Do niczego nie obowiązuje i obowiązywać nie powinna. Jednakże strasznie bym chciała spotkać go, bo podobno nie wyjechał z Częstochowy. Choć parę słów zamienić….. Nic z tego – na pewno! Przekonałam się, że to nie tylko z dziewczynami i koleżankami można rozmawiać o różnych ciekawych kwestiach niektórzy ludzie płci brzydkiej są również ciekawi i interesujący jako charaktery i typy. I lubię teraz chłopców i mężczyzn, bo się interesuję zwłaszcza młodzi chłopcy w moim lub w nieco starszym wieku przedstawiają dla mnie pewien szczególny interes, wśród nich bowiem mogę spotkać tego, którego mogę pokochać i być przezeń kochana. Czy to się stanie kiedy, nie wiem, nie przestaje to jednak być możliwem, przecież jestem młoda, inteligentna, wykształcona. Ładna? Niektórym ludziom mogę się podobać, do tej pory nie zdarzyło mi się nic podobnego. Lubię bardzo poznawać nowych ludzi, lubię poznawać nowe miejscowości, lubię czytać nadzwyczaj i poróżować. Dużo rzeczy jeszcze lubię – jest to nabytek mich lat dziewczęcych. Żałuję, że tak piszę, dużo rzeczy ciekawych uwieczniłam dla siebie jak np. stosunek z moją matką. Czyż ja taka sama będę dla swojej córki? Nie daj Boże! Wolę nigdy nie być matką nie mieć dzieci, a zwłaszcza córki, niż tak zatruwać wzajemnie sobie życie. Dwie najbliższe istoty, jakie są dla siebie matka i córka – powinny się kochać, rozumieć się, wybaczać sobie wiele rzeczy. A u nas co? Kocham swoją matkę wiem, że mama mię kocha, jednakże nie.. chwilami tej matki i matka moja niecierpi mnie również. I to nawet ani ja ani Mama nie jesteśmy żadnemi istotami bez czci i wiary, lecz mamy wiele zalet, a zarazem wiele wspólnych wad i dlatego pewnie te ciągłe starcia między nami. O, bo ja nie odznaczam się słodkim charakterem, ale nie mogę znieść różnych niesprawiedliwości i małostkowości Mama np. nic, a nic nie rozumie moich pragnień, moich dążeń wzwyż, chce abym poprzestała na swych 8-miu klasach dostała posadę i wyszła za mąż jak najprędzej by „nawóz z domu wywieść”. Jest czasem tak trywialną, że obrzydzenie zbiera, a przytem wszystkiem wiem, że to moja matka, że ją kochać powinienam i kocham i wiem, że jest dobra, tylko, że dużo wad takich drobnych pospolitych wad kobiecych i brak najmniejszego poczucia i świadomości istnienia swych wad. I dlatego też wszyscy są „źli”, tylko Mama  jest dobra, a własne dzieci są niewdzięczne, podłe itp. A wcale tak naprawdę nie jest, tylko nasz dom zamiast tępić te zarodki wad dziecięcych rozwijał je, sprzyjał dziwnie rozwojowi wszelkich niepotrzebnych i szkodliwych właściwości charakteru. I oto skutki, sami musimy później nad sobą pracować w trójnasób.  A zresztą po co o tem pisać? – Posady nie mam, nie mam, nie mam, ……

Drożyzna wzrasta, wzrasta przykładnie funt chleba 25 marek, funt mięsa 32 mk. Z początku listopada panowały dość silne mrozy, obecnie jest cieplej. Pogoda doskonała, sucho, nie ma deszczów, co nie wszystkich jednak cieszy – rolnicy smucą się bo to susza dla zboża zasianego niedobra. Grażyna i Januszek uczą się mieszkają z rodzicami w Rakowie, Ada została od 1 listopada 1919 w Lipiczu i prowadzi gospodarstwo Kobiele. Dobrze jej, a ja często ją odwiedzam, ale mama - z czem się zgadzam – nie jest wcale zachwycona. Grażyna bardzo dobrze się uczy (przygotowuje się do II-ej klasy), szczególnie ładnie pisze ćwiczenia. Zdolności literackie posiada zapewne, pokarze to przyszłość.

Log in to comment

Jerzy Owsianka Avatar
Jerzy Owsianka odpowiedział w temacie: #41265 23 godzin 25 minut temu
Kartki z pamiętnika to opis prawdziwego życia, marzeń, myśli pisanych na bieżąco. Staram się zobaczyć świat oczyma mamy która urodziła się w 1913 roku w Waleńczowie