Niedziela 3 kwietnia 1921 roku. Wiosna. Drzewa pokryte pączkami,

Niedziela 3 kwietnia 1921 roku.  Wiosna. Drzewa pokryte pączkami, które rozwiną się lada dzień. Pełne soczyste pączki wezbrane od soków żyworodnych, nabrzmiała zawartem w nich życiem, siłą młodzieńczą, siłą życia.  Pogoda od połowy marca – przecudna. Tak ciepło i tak ożywczo, i tam ….., tęskno! I w Polsce wiosna; zawarcie pokoju z Rosją dnia 18 marca 1921r. uchwalenie konstytucji i przyłączenie się Górnego Śląska – w tymże czasie  - to zapowiedź wiosny w odbudowaniu i powstaniu ze stuletniej przeszło niewoli naszej drogiej Ojczyzny. Granice ustalone – praca wewnętrzna wysuwa się nareszcie na plan pierwszy. Do pracy więc obywatelu Polaku i ty obywatelko Polko, kobieto polska! A ja co robię? Nic. Bo przecież 3 godzinne „studia” na kursach i „pomaganie” w domu mamie – pracą nazwać nie można. To tylko spędzanie czasu – powiedzmy szczerze. Lat 20 kończę za parę dni i jeszcze nie umiem zapracować na swoje utrzymanie! Wstyd, potrzykrotnie – wstyd! Tak mi ciężko chwilami, i tak mi beznadziejnie smutno! Najpiękniejsze lata w otchłań czasu zapadają się z każdą chwilą, młodość pędzi na skrzydłach tylko lotnych, energia młodzieńcza zamienia się w „dobre wyglądnie” – to jaka ja? Dotąd nie mogę pracy znaleźć i nie umiem jej szukać – takam niezaradna. Tak mi wstyd i ciężko! I wiem, że najwięcej w tem mojej winy. Taka niedołęga życiowa. ….., A jednak nie tracę nadziei, że zmieni się wszystko, że muszę być inną, gdy zechcę naprawdę. Upokarzają mię bowiem jeszcze te starania o pracę. Trzeba mieć tyle odwagi i czelności – a ja nie mam. Czysta niedołęga – mówią mi wszyscy i mnie tak przykro a jednak, …..sama rację w duchu przyznaję – ale to nie zmniejsza przykrości, raczej zwiększa.  ….. Tyle miesięcy zmarnowanych – czyż prawda, że nie ma tego złego, które by na dobre nie wyszło? Kto mi zwróci one zmarnowane chwile, co ja skorzystałam z tego czasu? Niewiele – sądząc najłagodniej. Czytałam trochę  -  myślałam  -  dojrzewałam – chociaż miałam już świadectwo dojrzałości! Ale to prawie nic nie znaczy. Moi najbliżsi i życzliwi mi – umieją perony prawić sążniste – więcej nie. Liczyć muszą tylko i wyłącznie na siebie – tylko ja sama jedna muszę wynaleźć sobie byt i naukę dalszą. I podołać muszę – inaczej cóż będę warta? Rok ten  - to próba mojej zdolności życiowej.

Log in to comment