100 lat temu w Częstochowie

Czwartek 28 maja. Mama dziś tez poszła na targ

Czwartek 28 maja.
Mama dziś tez poszła na targ. Ada do zakładu, a ja sama gospodynią w domu. Jadłam śniadanie razem z Adą i tatą. Sprzątałam. W pokoju do 9 tej. Sprzątałam i wycierałam okna, kiedy przyszedł za okno gospodarz. Chciał aplegrę z kwiatka, zaczął wąchać „jak ten kwiatek ładnie pachnie, lecz choć te kwiatki tak ładne żaden nie wyrówna pani „ – rzekł po chwili patrząc na mnie z za kwiatków. Odeszłam niespojżawszy na niego do kuchni. Dopiero po chwili poszłam sprzątać. Przyszła foczmanka Adamowa z Częstochowianki po rozsadę. U nas już nie ma rozsady. Kazik z Tadkiem poszli z nią do Zygmunta, aby z niem poszedł do mamy, bo tam jeszcze była. Całe do południa i pp. sprzedałam sporo włoszczyzny i sałaty ogółem za 78 kop. Ugotowałam obiad składający się z krupnika i sałaty ze sztuką mięs. Jak Ada przyszła dokończyła prania i krochmalenia bielizny. Ja zaniosłam na górę. Wziąwszy klucz poszłam do ojca żeby mi otworzył górę. Ojciec spryskiwał ogród azotoksem nie miał czasu. Przy płocie stał gospodarz z kimś , nie wiem (bo nie zauważyłam). „Możebym ja mógł załatwić” wyjąkał nieproszony nudziarz. „Pan za stary” – powiedział jego towarzysz. Szłam prędko dalej nie słuchając. Przyszli do Czerwińskich Golsztejn z Lidą i synem i Jadzia Gołębiowska. Lida mnie zobaczyła i niedługo do mnie przyszła się przywitać, byłam w kremowej jasnej sukience i starych pończochach i pantoflach. O 6 ej przyszedł Thade. Mama kupiła ubranko, buciki i czapkę letnią. Przed wieczorem Jadzia i Lidą po mnie przyszły żebym poszła na spacer. Byłyśmy niedługo odjechały. Ze Zochą się widziałam parę razy. Oleś teraz coś pisze. Ada, mama, ojciec śpią.

Za 5 m 11g.

Log in to comment

Środa 27 maja. Była dziś galówka

Środa 27 maja.
Była dziś galówka, Ada nie poszła do zakładu. Sprzątałyśmy pokój, wietrzyłyśmy pościel. O 10 przyszła mama i jadłyśmy śniadanie. Mama była u spowiedzi, wyspowiadała się. Pomagałam mamie do południa gotować obiad. Była szczawiowa zupa, kotlety cielęce, sałata ze słoniną. Przyjechała pani Mikołajowa Pilssowa z Siedlca, przywiozła nam bukiet kwiatów; piwonii, tulipanów i innych. Do południa byłam kilka razy w ogrodzie. Widziałam się z Zosia. Thade chory na odrę, był doktor z miasta. Po południu poszłam do ogrodu z Tadkiem. Tadzio zaniósł Mańkowi obiad. Teraz w ogrodzie jest bardzo ładnie, wszędzie zielono. Tam w iglarni mieszkają prawie sami żydzi. Przy wyjściu z ogrodu panna Gawendman z 6 klasy os nas ze swoją koleżanką cały czas mi się przyglądały. Jak wychodziłam spotkałam trzech uczniów, którzy też mi się przyglądali. Spotkałam z Golą jest jeszcze w domu niedługo wyjedzie na wieś. Mówiła, że pójdzie do Saby Franke bo ciągle do niej telefonuje. Mama dziś prała, niepozmywała, Ada pojechała z p. M i przyszła na wieczór. Pokazała nam fotografię Halki i Oli. Bardzo ładne. Po kolei; Józek cały czas mnie zaczepiał, dostał od Olesia w kark. W ogrodzie czytałam „Testament dziwaka”.

Za 5m. 11.

Log in to comment

Wtorek 26 maja. Dzisiaj pierwszy dzień moich wakacji

Wtorek 26 maja.
Dzisiaj pierwszy dzień moich wakacji. Ada musiała iść sama. Wstałam o 8 ej do 9 ej posprzątałam w pokoju i sień. Wypiłam sama śniadanie i do 10 g sprzątałam i zmywałam w kuchni po śniadaniu. Przyszedł Kazik od mamy i powiedział, ze mama kazała wziąć fund kiełbasy na obiad. Posłałam po nią Tadka do Stepczyńskiej. Ugotowałam zaliwajki. Zjedliśmy obiad na jednym talerzu z pomocą 4 łyżek. Pozmywałam. Jak się gotowała zaliwajka przeczytałam „Mojego dobroczyńcę” przy końcu śliczne. Jest to o chłopie Janku, synu dziedzica Wośki wielkiego figlarza i zbytnika. Później się popoprawia z pomocą łagodnego p. Juliana, jego dobroczyńcy. Przed wieczorem jak Ada szyła, zebrałam kilkanaście liści i zasmażyłam. U Zochy nie byłam. Byłam tutaj w ogrodzie z Zośką, po wyjściu z ogrodu dokazywałyśmy na gazonie. Po dobrej chwili otwarło się okno Kasjerów i wychylona Kasjerowi zawołała „Proszę wyjść z trawnika”. Uciekłyśmy z niechęcią, pomału.

Za 10 minut 11.

Log in to comment

Poniedziałek 25 maja. „Ostatni dzień” Ostatni dzień!

Poniedziałek 25 maja.
„Ostatni dzień” Ostatni dzień! Dzwoniło mi w uszach przez cała drogę. Rozpuszczone dziś zostałyśmy na wakacje. O jak wszystkie uczennice się cieszyły, że już wakacje! Ta wyjeżdża na wieś, ta do Warszawy, tamta znów do Szwajcarii O Boże! Jak one się cieszą, że już koniec, że mają swobodę, na te parę miesięcy.! Ja przeciwnie, smutno mi się robi, jak wspomnę sobie, że całe lato muszę gotować, zmywać, myć podłogi, a tu ani jednej książki, ani  pisma i siedzieć w tym kurzu, słuchać ciągłego turkotu. Zośka wyjeżdża do Ojcowa „pisemko” zabiera tam, z sobą. Lekcji prawie jakby nie było. Na ruskim nam czytała Rosjanka, na Niemcu przodowała Niemka, na artmie cały czas dokazywałyśmy i rozmawiały z nauczycielem na różne języki. Mówił nam, że,… że nie będzie. Wszystkie zaczęłyśmy go żałować i tak krzyczeć, że musiał zatkać sobie uszy. Kaplewicz aż się popłakała. Na pauzach dawała jedna drugiej adresy i było słychać ciągłe „Pisz karty, listy, często  proszę Cię”. Ja dałam i dostałam kilka adresów. Jedna francka nie darowała nam tej ostatniej lekcji, pytała ciągle i kazała powtarzać kilkanaście słyszane i objaśniane prawidła. Nie słuchałam wcale, tylko  spoglądałam na irytująca się co chwila Olgę Michałowie. Rozdawała dziś A.N. cenzury. Ja nie dostałam. bo mi zabrała przełożona, za to, że nie dopłacono 30 rb. A.N. powiedziała mi, że mam same piątki i stopień pierwszy nagrody. Nagród u nas nie dają, bo to pensja z prawami. Gdy po zapytaniu o dziennik, kiedy dostanę A.N. powiedziała mi, że u przełożonej jest, chociaż byłam na to przygotowana, o mało nie wybuchłam płaczem tak mi się zrobiło przykro. Zaledwie zdążyłam zapanować nad sobą. Wyszłam pożegnawszy się z kilkoma uczennicami z Łuszczykiewicz. Byłam dziś u Zośki. Thadka chory. Miałam z nią trochę lekcji zrobiła dwa zadania i napisała dyktando. Przeczytałam „pisemko”. Najwięcej podobało mi się „Słoneczko” Bojnowej.

25 m. po 10 godz.

Log in to comment

Andrzej Kuśnierczyk Avatar
Andrzej Kuśnierczyk odpowiedział w temacie: #15235 5 lata 10 miesiąc temu
Wśród osób, które znalazły w 1944 r. Częstochowie dach nad głową znalazła sie m.in. legendarna „Kama” -Maria Stypułkowska, absolwentka tajnej Szkoły Podchorążych „Agrykola”, uczestniczka akcji „Weffels”, „Kutschera” oraz „Koppe” (przeciwko generałowi SS i policji Koppego w Krakowie). W powstaniu została dwukrotnie ranna; dwukrotnie była odznaczona Krzyżem Walecznych.Po kapitulacji opuściła miasto z ludnością cywilną. Najpierw mieszkała w Sochaczewie a potem w Częstochowie przy ul.Warszawskiej 112. Tu odnalazła swą matkę. W marcu 1945 r. wróciła do Warszawy wraz z rodzicami. W listopadzie 1945 r. wzięła ślub z Jerzym Chojeckim, żołnierzem batalionu „Parasol”.
W Częstochowie ( w dzielnicy Ostatni Grosz) mieszkała inna znana łączniczka AK Elżbieta Dziębowska ps.” Dewajtis.”
Andrzej Kuśnierczyk Avatar
Andrzej Kuśnierczyk odpowiedział w temacie: #15488 5 lata 10 miesiąc temu
Były także mniej znane osoby.
Polecam książkę Anny Herbich "Dziewczyny z powstania. Prawdziwe historie". Czyta się z niedowierzaniem...Halina Wiśniewska urodziła swojego synka Stasia 1 sierpnia 1944 o 13.00. Przeżyła piekło w powstańczej Warszawie. Mąż walczył w AK w gmachy Politechniki.Poszedł do niewoli. Poprzez obóz przejściowy trafiła do Koniecpola a potem do Irządz. Tam zmarł jej schorowany ojciec. Stolarz odmówił przyjęcia pieniędzy za wykonaną trumnę, ksiądz wziął za posługę "górala", ale oprowadził trumnę poza cmentarz."Odpowiedział, że mieszkańcy nie życzą sobie, żeby uchodźcy z Warszawy byli chowani na ich parafialnym cmentarzu. Bo nie starczy potem miejsca dla nich...".
Andrzej Kuśnierczyk Avatar
Andrzej Kuśnierczyk odpowiedział w temacie: #15822 5 lata 9 miesiąc temu
Niemal każdego dnia wypływają w sieci informacje o wysiedlonych z Warszawy, którzy znaleźli w Częstochowie pomoc. Nie mogę informować o wszystkich osobach, ale zapewniam, że zdarzają się opowieści godne najlepszych filmów.
Wielu uchodźców znalazło swój azyl na cmentarzu Kule. Potwierdzi to tom drugi przewodnika.
Andrzej Kuśnierczyk Avatar
Andrzej Kuśnierczyk odpowiedział w temacie: #16075 5 lata 8 miesiąc temu
"Po upadku powstania nadszedł na stację Rudniki transport warszawiaków. Ludzie ci byli do tego stopnia wycieńczeni, że nie potrafili o wlasnych siłach wyjść z pociągu. Trzeba ich było wynosić na noszach i kłaść na furmanki, które odwoziły tych nieszczęśliwych do Rędzin. Zawiązał się społeczny komitet opieki.
Leon Szukała, Wspomnienia o latach wojny [w:] Wysiedlenie i poniewierka 1939 - 1945, Poznań 1974, s.510
Andrzej Kuśnierczyk Avatar
Andrzej Kuśnierczyk odpowiedział w temacie: #16425 5 lata 8 miesiąc temu
Warszawiacy w gminie Potok Złoty:
Uchodźcy rozmieszczeni zostali we wszystkich wsiach i osadach gminy, majątkach i leśniczówkach: w Apolonce, Bukówce, Bystrzanowicach, Czepurce, Dziadówkach, Górach Gorzkowskich, Hucisku, Janowie, Juliance, Lipniku, Siedlcu, Pabianicach, Piasku, Poniku, Potoku, Skowronowie, Smykowie, Zagórzu, Zalesicach, Żurawiu.
Listę wysiedlonych otwiera Jadwiga Pruszyńska ur.18.05.1910, urzędniczka PKO, zamieszkała przy ul. Gdańskiej 4a oraz jej 8-miesięczny syn Sławomir ur. 28 01 1944. Zamieszkali w Janowie.
Wybrane przykładowo nazwiska z omawianego dokumentu:
Nr 87 na liście wysiedlonych to Władysław Chrzanowski, ur. 2 .11.1885, aptekarz, mieszkał w Warszawie przy ul. Nalewki 4, zameldowano go w Zagórzu; nr 846 - śpiewak operowy Tymoteusz Schwarzenberg - Czerny , ur.24.01.1900, mieszkał w Warszawie przy ul. Zwycięzców 22, zameldowany został w Juliance u Kaczmarczyka; nr 896 - Maria Wojucka , fotografka, z ul. Złotej 58.
Przykładowo: u doktorowej Jokielowej w Janowie zameldowani zostali: Jadwiga Wrześniowska, Halina Jokiel, Jacek Jokiel, Aleksander Wrześniowski; u Leonarda Malusa w Janowie - Helena Malus, z ul.Grochowskiej 227; u Janikowskiego - Zygmunt Janikowski z ul. Złotej 27. Można zatem przypuszczać, że meldunki późniejsze ( po 18 IX 1944) dotyczyć mogły krewnych.
Wśród wysiedlonych (nr 131 na liście) figuruje inż. Ziemowit Milewski, adres warszawski ul.Tamka 45a. To znana postać, syn Jakuba Milewskiego herbu Ślepowron i Jadwigi z Chełchowskich, inż. rolnik, absolwent SGGW w Warszawie, w latach 1933-36 administrował dobrami Karola i Stefanii Raczyńskich w Potoku Złotym, w latach 1936-1944 w Czemiernikach. W czasie powstania pracował w Zarządzie Intendentury AK , przeszedł przez obóz w Pruszkowie. Do Potoku trafił wraz z trzema nieletnimi córkami: Jadwiga, Anną i Teresą (Anna Milewska to znana aktorka).

Niedziela 24 maja. Jak wstałam

Niedziela 24 maja.
Jak wstałam zdawało mi się, że na pewno spóźnię się, tymczasem nie, było jeszcze czas! Czekałyśmy długo na klasówkę, tak, że do kościoła przyszłyśmy w końcu mszy. Szła z nami Ksenia Genadiena Rostowska. Idąc do kościoła spotkałam kilkuletnia dziewczynkę okrytą chustką, która mię zapytała: „Panienko którędy można iść na szlachtuz ?” – „Na szlachtuz!” zdziwiłam się „dziś nie można, a po co to?”  „Po wódkę” odparła śmiało, „Ach to do restauracji, to trzeba iść tam”  „Zamknięte”. A czy przez podwórko przejść można nie ugryzie „pan pies?...” „Naturalnie to niebezpieczne psy te gryzą” odpowiedziałam śmiejąc się. Poszłam dalej. Za oborami spotkałam małą dziewczynkę, dążącą gdzieś spiesznie. Nie spuszczałam z niej oka tak mię zajęła swym ubiorem. Była w granatowej okazjonalnej sukience z białym kołnierzem i to haftowanym. Z zieloną parasolką i zielonymi wstążkami u warkoczy. Szłam za nią dość daleko nie odezwawszy się słowem. Zaczęłam rozmawiać z nią na koniec. Miała 8 lat nazywała się Janina Petryk chodziła do szkoły była w wstępnym oddziale. Miała łańcuszek z amerykańskiego złota pod szyją. W rozmowie zauważyłam, że jest mądrą dziewczynką. Małego wzrostu i mizerna. Doszłam z nią do (plantu) przejazdu, szła do św. Rodziny. Powiedziałam jej dowidzenia. Szłam w parze z Mądrzycką. Nazad do domu z Gawrońską, Jadzią i Czerwińska. Po drodze zapytałam Czerwińską, dlaczego nie chodzi do spowiedzi, a dlaczego chodzi do komunii? Powiedziała, że jej każe mamusia. Je zawsze w piątek mięso. Twierdzi, że Boga nie ma, modlić się nie potrzeba. Z Zośką się widziałam przyniosła mi „Mojego dobroczyńcę” Wóycickiej. Pisemka nie dostała.

10 minuta po 10g.

Log in to comment

Sobota 23 maja. Mama poszła do spowiedzi o 6 ej

Sobota 23 maja.
Mama poszła do spowiedzi o 6 ej, więc trzeba było posprzątać i pościelić łóżka. Wszystko to zrobiła Ada, ja jej nieco pomogłam. Przy i przed śniadaniem czytałam „Semka” Kraszewskiego, pożyczyła mi go Finke od środy do soboty dzisiejszej. Spieszyłyśmy się bardzo, aby się nie spóźnić. Na szczęście u mnie jak i u Ady było jeszcze czas. Wszystkie już były, ale dzwonka jeszcze nie było. Lekcji dziś takich zegaralnych nie było. Z gegry odpowiadały te, co się poprawiały na trójki i czwórki. Ja czytałam pod ławka, co chwila wysuwając „Semka”. Uczennice jedne rozmawiały, drugie podnosiły palce, że wiedzą, czego nie umiała odpowiadająca uczennica, wreszcie trzecie zajmowały się wypisywaniem nazwisk drugim koleżankom. Chcąc mieć ładny charakter pisma każdej uczennicy kazałam się wszystkim powpisywać do ostatniej stronicy mego brulionu. Wszystkie zaczęły mię naśladować dając bruliony, wyrwane karty, aby się nań wpisywały uczennice. Ja nie mogłam dać sobie spokoju za temi wpisywaniami. Odpowiadała z gegry Buczkowska dostała cwaję, płakała. Później się uspokoiła, a na 3 lekcji napisała mi, że tutaj uczyć się nie będzie tylko w Krakowie. Bardzo dużo uczennic nie będzie się u nas uczyć. Dostałyśmy kajeta z Niemca dost. 4, 5 i z franca nic (stopnia nie poprawiła). Dostałyśmy już stopnie na cenzurę z artmy niemca. Mam dotąd 5-tki. Mama przyszła przed południem nie dostała się do spowiedzi, tylko kupiła sobie książeczkę do nabożeństwa. Oglądając ją zmówiłam sobie zaległe 3 litanie do M.B z pokuty.

Zegar stoi

Log in to comment

Marcin Krakowian Avatar
Marcin Krakowian odpowiedział w temacie: #14020 6 lata 3 miesiąc temu
"Następnie wypiliśmy piwa"... - złoty napój dostępny również dla dzieci? Czy jakaś inna odmiana trunku przeznaczona dla nieletnich? A może po prostu inne obyczaje?
Joanna Tomżyńska Avatar
Joanna Tomżyńska odpowiedział w temacie: #14025 6 lata 3 miesiąc temu
Dawniej często robiło się tzw. podpiwek, u mnie w domu mama robiła całe lato, słodki gazowany napój. My jako dzieci nazywaliśmy to piwkiem. Teraz nie widzę już składników w sklepie, bo chętnie zrobiłabym, aby sobie przypomnieć smak dzieciństwa.
Być może chodzi o coś podobnego.
Anna Fukushima Avatar
Anna Fukushima odpowiedział w temacie: #14027 6 lata 3 miesiąc temu
Ja tez sadze, ze chodzi tu raczej o podpiwek. Pamietam go doskonale z dziecinstwa. Robil go latem moj dziadek, brat piszacej ten pamietnik. Dzis ten napoj popadl w zapomnienie.

Oto kilka informacji o podpiwku dla tych, ktorzy go nie znaja:

Podpiwek to ciemno brązowy napój o delikatnym gorzko karmelowym smaku. Dawniej podpiwek był piwem dla młodzieży oraz napojem chłodzącym.
Jego produkcja jest stosunkowo prosta, a schłodzony jest doskonały na zaspokojenie pragnienia w upalne dni.


Podpiwek w historii
Podpiwek ma ciemnobrązowy, niemal czarny kolor oraz nietypowy smak, nieco przypominający przypalony karmel, z jednej strony słodki, z drugiej gorzki. Powstaje w wyniku fermentacji drożdżowej, dlatego zawiera śladowe ilości alkoholu. Zazwyczaj jest to około 2%, chociaż dobrze przeprowadzona fermentacja daje podpiwek o mocy 4%.

Dawniej był bardzo popularny, dzieci dostawały go zamiast piwa, dorośli gasili nim pragnienie w upalne dni. Dzisiaj jest niemal zapomniany, chociaż niektóre browary starają się przywrócić modę na jego picie.

Przygotowanie podpiwku
Podpiwek można przygotować na dwa sposoby: metodą uproszczoną lub bardziej pracochłonną, ale dającą lepsze rezultaty.

Metoda uproszczona
Do przygotowania podpiwku potrzebny jest słód jęczmienny. Można użyć kawy zbożowej sypanej, która zawiera słód jęczmienny (koniecznie takiej do gotowania, nigdy rozpuszczalnej). Kawę oraz niewielką ilość szyszek chmielowych należy zalać wodą źródlaną i doprowadzić do wrzenia. Kiedy zacznie się gotować, należy zmniejszyć ogień i delikatnie gotować przez dziesięć minut. Otrzymany płyn należy przecedzić przez gęste sitko lub gazę, rozpuścić w nim cukier oraz kwasek cytrynowy i odstawić do ostudzenia. Kiedy napój jest letni (ma około 35°C), należy dodać do niego niewielką ilość drożdży i dobrze je rozpuścić. Drożdży należy dodać bardzo niewiele, w przeciwnym wypadku przeprowadzona fermentacja przebiegnie nie tylko w butelkach, ale też daleko poza nimi. Aby dobrze rozpuścić drożdże, można odlać niewielką ilość płynu, rozmieszać w nim dokładnie drożdże i dopiero wlać do pozostałego płynu. Tak przygotowany podpiwek rozlewamy do butelek do 2/3 wysokości i szczelnie zamykamy.

Metoda bardziej zaawansowana
Sypaną kawę zbożową gotujemy w wodzie źródlanej przez około godzinę (w proporcji 1kg kawy na 10 litrów wody). W ostatnich dziesięciu minutach należy dodać szyszki chmielu (od ich ilości zależy moc goryczki) oraz cukier. Po ugotowaniu odstawiamy płyn do ostygnięcia i do przestudzonego dodajemy drożdże piwowarskie. Całość przelewamy do balonu (takiego jak do fermentacji wina), zatykamy korkiem z rurką fermentacyjną i odstawiamy na około dziesięć dni do fermentacji.

Jeśli chodzi o proporcje składników warto samodzielnie nieco poeksperymentować, aby otrzymać taki smak, jaki najbardziej lubimy. Bardzo ważna jest proporcja między cukrem a drożdżami. Jeśli chcemy otrzymać mocniejszy podpiwek i zwiększamy ilość drożdży, należy też odpowiednio zwiększyć ilość cukru. Jeśli tylko zwiększymy ilość drożdży to podpiwek będzie miał intensywny posmak drożdży.

Zrodlo: napoje.pl/a-przed-piwem-podpiwek/
_______________

AF

Piątek 22 maja. Byłam na pensji

Piątek 22 maja.
Byłam na pensji Golachowska wciąż nie przychodzi „bo ma zaszczepioną ospę” tak upewnia Mądrzycka. Dostałyśmy Kajety z dyktandem ruskim mam 5. Odpowiadała Zielińska z Niemca dostała 2. Płakała bardzo, bo jej wypada na cenzukę 2 i będzie miała poprawkę. Nie bardzo to przyjemnie przez wakacje się uczyć. „Mamusia i ojciec będą się gniewać na mnie, ach, jaka ta Niemka niesprawiedliwa” mówiła płacząc głośno. Umiała, co prawda, na 3, lecz Niemka powiedziała, że dlatego, ze jest taką zdolną, powinna umieć lepiej. Uspokoiła się dopiero na kaligrafii. Na dużej pauzie w najlepsze grałyśmy w klasy. Z niczego więcej nie odpowiadałam. Pani przełożona znów upomniała się o pieniądze. W domu nie zastałam nikogo musiałam iść do taty po klucz. Ach !!! jeszcze nie napisałam, że Zilberstein miała taka przygodę na niemieckim. Naczałka czytała, które nie zapłaciły, gdy wtem Z. powiedziała na Buczkowską „Świnia”. Ona to usłyszała jak nie pokrzyczała na nia żeby się przyznała. Niechciana. Wydała ją Goldstein. Krzyczała na nią i kazała A.N. umniejszyć po „powiedzeniu” na 4. Ada kupiła mi pończochy z 70 kop.

Za 10 minut 10.

Log in to comment

Czwartek 21 maja. Było dzisiaj święto „Wniebowstąpienia”

Czwartek 21 maja.
Było dzisiaj święto „Wniebowstąpienia”. Byłyśmy u Komunii. Z naszej pensji było do komunii 12, ale jedna nie poszła. Z naszej klasy była Zielińska, Gawrońska i Jędrzejczyk. Najwspanialej były ubrane Gawrońska, Probież, Landau i Jędrzejczyk. Lucynka wyglądała jak aniołek, tak jej było pięknie z temi rozpuszczonemi włoskami i założeniem rękawiczek. Ziele była w sukience haftowanej, czarnych pantofelkach i pończochach. Ubrana była nieszczególnie, lecz było jej b. ładnie. Maniusia pojechała wczoraj do domu i przyjechała dziś z siostrzyczką Janką bardzo podobną do niej. Było dużo jeszcze dziewczynek z prywatnej szkółki ks. Mellera i cała wstępna klasa p. Kośmińskiego. Przed komunią czekałyśmy na księdza niedługo, przyszedł zaraz i powiedział nam  a szczególnie pierwszakom wzniosła mowę…. Po komunii ja zostałam chwilkę w kościele dla dokończenia koronki, a później poszłam i spotkałam Paniusię. Była w białej ślicznej jednorodnej sukience i białych pantoflach, miała woskową świecę i wianek z barwinku bardzo ładny. Jak mnie tylko zobaczyła zawołała „chodź Słomciu weź mnie pod rękę”. Uczyniłam zadość jej życzeniu i podałam rękę. Janka uciekła do mamusi, która rozmawiając szła z Kazią dawną ich służąca. Szłam nią aż do (restauracji) wędliniarni, gdzie wstąpiła jej mamusia. Zostawiłam ja tam i dalej poszłam sama. Jak przyszłam jedli dopiero w domu śniadanie. Przed wieczorem po 8 g. Ada śpiewała piosenkę i tak wyciągała, ze zupełnie przypominała skomlenie Cydy. Oleś wszedł na ten moment i zaczęli mi prawic nauki o grzeczności. Słuchałam  ich z wielka przyjemnością, co chwilę ziewając. Mówili mi z pół godziny. Jedliśmy kolacje przed 8mą.

Wieczór po 10 g. 5 minut.

Log in to comment

Środa 20 maja. Wyszłam z domu za 15 m. 8

Środa 20 maja.
Wyszłam z domu za 15 m. 8 sama. Ada nie poszła, bo nie miała czasu. Nikogo jeszcze nie było oprócz Gilberstejn i Landau. Dopiero później zaczęły się schodzić. Przyszła Aleksandra Nikołajewna i Gawrońska z gałązką bzu. Pobiegła do A.N. i zapytała figlarnie „Może Aleksandrze N dać bez?” Jeśli chcesz to daj” odpowiedziała A.N. z uśmiechem patrząc na jej różne podskoki. W chwile później przyszła Ziele, wesoła bardzo, bo już miała wszystko do Komunii kupione. Wszystkie lekcje były prócz rysunków. Z niemieckiego odpowiadała Ziele W pierwszej klasie lekcji czwartej nie było i cały czas dokazywały i zaglądały do nas przez dziurkę od klucza. Wzięłam grubą bibułę i zatkałam. Niemka widząc to zaczęła kiwać głową „Oj Słomka, Słomka ci ty robisz” mówiła uśmiechając się. Wszystkie uczennice zaczęły się oglądać na mnie i śmiały się nie wiedząc, z czego. Na przerwie wszystkie mię pytały, co ja zrobiłam. Po tem zaraz poszłyśmy z Finke do jej babci na ul. Mickiewicza. Byłyśmy tam o 2ej, miałyśmy iść do spowiedzi o 5 1/2. Dała nam p. Szkop mleka kwaśnego z kartoflami. Robiłyśmy następnie rachunek sumienia. Zygmuś co chwilę nam przeszkadzał. O 5ej byłyśmy już gotowe, Gawrońska i Jędrzejczyk były u pierwszej spowiedzi. Poszłyśmy na Jasną Górę. O 6ej jużeśmy po książki wracały. Finke nie jechała do domu. Wypiłyśmy po szklance herbaty i odprowadziła mię do domu kawałek, Mama kupiła mi 2 łokcia różowych wstążek po 3 kopiejki.

Punkt 11 godzina wieczorem.

Log in to comment

Wtorek 19 maja. Wstałam o szóstej

Wtorek 19 maja.
Wstałam o szóstej, bo dziś była rocznica urodzin Mikołaja II Aleksandrowicza i przyjechał generał-gubernator warszawski Żyliński. Poszłam na pensję o 8 ½ poszłyśmy z pensją do kościoła. Następnie złączyliśmy się z resztą uczennic i poszłyśmy przed cerkiew czekać na gubernatora. Miałam parę Czerwieńską. Bardzo dużo było uczennic, wszystkie do figury w białych fartuszkach, rękawiczkach. Zielińskiej, Gomolińskiej, Wien, Golachowskiej, Finke, Buczkowskiej, Bączyńskiej i drugich nie było. Przyjechał gubernator o 11. Poszedł do cerkwi a my pod pomnik. Były prócz nas pensja Kapnist, ruskie gimnazjum Komor-Gaszyckiej, handlówka i dużo przyjezdnych. Powszechną uwagę wzbudziły sokoły i sokolice z Łodzi. Wszystkie jednakiego wzrostu, ubrane i uczesane dziewczynki ubrane w granatowych spodniach, jasnych bluzkach z granatowymi marynarskimi kołnierzami. Chłopcy w jasno-granatowych ubrankach i czapkach. Przyjechały także dzieci ze wsi. Przyszła z cerkwi procesja, na czele tych popów gubernator Żyliński i szambelan Baczewski. Obchodził po skończeniu mszy dookoła pomnik Aleksandra II, a za im starszyzna. Jest średniego wzrostu, słusznej tuszy w szarym ubraniu. Nie mogłam mu się przyjrzeć dokładnie, bo stałam za daleko. Ukłoniłyśmy się, nauczyciele, inspektor też, bo i on się odkłonił. Później dzieci mu śpiewały. Ceremonia odbywała się do 12ej Po tem sokoły i sokolice poszły się gimnastykować na Szkolną, tam nie byłam, podobno pięknie nie było. Przyszłam do domu o 1ej Zjadłam obiad, posprzątałam. Mama poszła, targu dziś nie było. Była p. Mikołajowa Ada pojechała z nią do miasta, przyszła po 7ej. Teraz już po kolacji. W chwili, kiedy miałam pisać pamiętnik pokazałam pończochy, jakie mam podarte. „Nie kupie ci nowych bo cię nie lubię i nie mam za co” powiedziała mi mama. „Ja się mamy nie pytam czy mnie mama lubi czy nie tylko chcę żeby ma mama kupiła pończochy” zawołałam hardo. Ada wybuchnęła śmiechem, a ja za nią nie wiedząc z czego. Zapomniałam napisać, że widziałam p. Mowję Kulach moją była nauczycielkę i ukłoniłam się jej. Już późno. Mama jeszcze nie śpi leżąc w halce i kaftanie na pierzynie.

Za 10 minut 11 godzina

Log in to comment

Poniedziałek 18 maja. Wstałam bardzo późno po 8

Poniedziałek 18 maja.
Wstałam bardzo późno po 8 1/2 . Wypiłam śniadanie, woda była niedogotowana, chleba nie zdążyłam zjeść. Jedzenie zapakowałam w biegu, chleba trochę zapakowałam kapelusz, palto i książki i uciekłam. W domu jeszcze nie jedli śniadania. Przyszłam na pensję. Gawrońska i Zielińska była już. Dowiedziałam się od Mędrzyckiej, że Golachowska nie przychodzi, dlatego, że ma zaszczepioną ospę. Wcale się dziś nie pokazała p. przełożona. Jak przyszłam Ada już przyjechała. Wujenka z Walerką odjechała o 6-ej. Teraz przed chwilą Ada z Olesiem rozmawiali o znikomości duszy. Oleś twierdzi, że po śmierci nic się nie zostaje, a Ada nic się nie wtrąca. Według mnie to znów dusza jest nieśmiertelna, później rozmowa przeszła na mądrość i Ada opowiedziała taką anegdotę; Przychodzi Pani do Sądu w sprawie „Panie sędzio, kiedyż z tą sprawą będzie koniec, ja chyba zwariuję” zawołała dama – „trzeba proszę pani być mądrą żeby zwariować” odpowiedział sędzia z flegmą kładąc nacisk na „mądra”. Teraz znów mówią o jutrzejszej paradzie. Fartuszek sobie biały uprałam i rękawiczki. Oleś idzie spać. Idę spać. Mama już chrapi, Ada leży.

Wieczór po 11 g. 5.

Log in to comment