Towarzystwo Genealogiczne Ziemi Częstochowskiej
genealogia · historia · region częstochowski
  • Start
  • TGZC
    • Regulamin
    • Aktualności
    • Spotkania
    • Media o nas
    • Honorowa plakietka
  • Zasoby
    • Artykuły
    • 100 lat temu
    • Perełki genealogiczne
    • Familysearch
    • Szukajwarchiwach
    • Biblioteka
    • Wyszukiwarka
  • Forum
    • Forum ogólne
    • Szukam
    • Tłumaczenia
    • Artykuły
    • Off topic
    • Twój profil na forum
    • Twoje tematy
  • Przypomnieć login?
  • Zarejestruj się
  1. Jesteś tutaj:  
  2. Start
  3. Zasoby
  4. 100 lat temu

13 kwietnia 1916 r. Czwartek Od poniedziałku do wczorajszego dnia miałyśmy rekolekcje.

Szczegóły
Autor: Jacek Tomczyk
Kategoria: 100 lat temu w Częstochowie
Opublikowano: 13 kwiecień 2016

13 kwietnia 1916 r. Czwartek
Od poniedziałku do wczorajszego dnia miałyśmy rekolekcje. Rekolekcje odbywały się na Wieluńskiej u Paralityków. Porządek był następujący: msza święta na Jasnej Górze, Konferencja, śpiew (pobożnych pieśni) i różaniec w Kaplicy u paralityków.  Śliczna jest tam Kapliczka! taka nieduża a taka miła i do tego śpiewały dziewczęta uczące się u Szaytowej haftu.  Jest tam także śliczny ogród zaraz przy Wałach i w nim znajduje się wał bukiecia. Wczoraj była spowiedź. Spowiadał paulin ks. Kneblewski. Do ks. Kneblewskiego mało szło uczennic gdyż się bały i wstydziły, więc ksiądz chodził po sali "łapał"uczennice przyprowadzał do swojego konfesjonału i spowiadał. Dziś była Komunia św. w Kaplicy Matki Boskiej. Przed samem przystąpieniem do Komunii zemdlała Krysia Ebertówna z drugiej klasy. Po wyjściu z kościoła każda wyciągała śniadanie i jadła po drodze, Śmiałyśmy się.
W niedzielę Ada przywiozła mi materiał na mundurek, śliczny ciemnozielony zanieśliśmy go na Wieluńską do pani Julci Morgi. Dziś byłam ostatni raz u miary, ładnie uszyta na jutro ma być gotowa. Dostałam do czytania od Ani Kamińskiej "Stach z Konar" Kraszewskiego. Hania Kotarska postanowiła sobie od poniedziałkowch Rekolekcji do spowiedzi milczeć i wytrzymała, nie odezwała się ani słowem do nikogo. U Hanki to zawsze przesada, jednakże ma silną wolę, nie postąpiła bym tak. Przez całe rekolekcje chodziłam w parze z Wińską Zuzkówną i jakoś dziwnie przyjemnie było nam razem. Nasz gusta w zupełności się zgadzały, mamy jednakie upodo badania i poznałyśmy się bliżej. Wińska jest ładna i sympatyczna ma cudne wyraziste ciemne rysy, włosy ciemne brwi mocne i ładnie zarysowane. Szczupła, zgrabna i dobry, mądry, poważny charakter. Bardzo mi się podoba i polubiłam ją bardzo. Najwięcej z klasy lubię Zośkę Meksównę, Wińską Zuzannę, Helę Morawską, Romkę Domaszewską, Zenkę Brzozę, Irkę Lipińską, Maryję Domańską, Sabkę Widerównę, Dziuńkę Ferencewiczównę, Hankę Kotowską i Jadźkę, inne to tak sobie dosyć lubię.

Dnia 6 kwietnia 1916 Dziś piętnaście lat temu jak przyszłam na świat.

Szczegóły
Autor: Jacek Tomczyk
Kategoria: 100 lat temu w Częstochowie
Opublikowano: 06 kwiecień 2016

Dnia 6 kwietnia 1916

Dziś piętnaście lat temu jak przyszłam na świat. Och! już jestem stara, cieszę się, że już mam 15 lat, a z drugiej strony wstyd mi że jestem dopiero w w czwartej klasie. Zapomniałam napisać że należę do .... Skautek. Musze codziennie pisać rachunkowe ćwiczenia i uczyć się. Hania Kotowska napisała prześliczne ćwiczenie z Religii o "znaczeniu Najśw. Sakramentu" we środę 5 kwietnia. Ksiądz zabrał jej kajet i powiedział że da do gazet w czasie "Bożego Ciała". Ja też napisałam, ale naturalnie nie takie ładne, dostałyśmy obydwie po 5. Mamy w klasie poetkę Hankę Kotowską i rysowniczkę-malarkę Romkę Domaszewską.

Dnia 4 kwietnia 1916 r. Cały miesiąc! - tak długo nie pisałam.

Szczegóły
Autor: Jacek Tomczyk
Kategoria: 100 lat temu w Częstochowie
Opublikowano: 04 kwiecień 2016

Dnia 4 kwietnia 1916 r. Cały miesiąc! - tak długo nie pisałam. Poprostu nie chciało mi się. Dnia 27 marca w przeszły poniedziałek była nasza klasa na spacerze gdzieś za Staszica ulicą. Kiedyśmy wracały powychodzili na nasze spotkanie uczniowie od Szudejki. Wtem ukazał się ich nauczyciel p. Miłaczewski i zaczął nawoływać do klasy - "Mamy wolną lekcję" - odpowiedzieli uczniowie - "Do klasy w tej chwili proszę" - zawołał uparty nauczyciel - "Nie wychodzić na spotkanie uczennic".  Kilku wróciło do klasy reszta rozeszła się w pole. Myśmy się śmiały z ich konfuzji. W piątek 24 marca dostałyśmy cenzury, ja również mam tylko z rysunków 3 +, a tak z niczego więcej. I teraz nie płacę wpisu. Boję się tylko czy czasem nie zażądają, czy mi się nie zdaje. Mama chora na żołądek, był doktor Okuszko. Już mama nie leży, lecz chodzi. Pogoda śliczna, drzewa zaczynają rozwijać liście i fiołki kwitną. Koleżanki i nauczycielki noszą przypinane bukieciki. W piątek 31 marca byłam na Rakowie, zaniosłam bułkę i przyniosłam sobie dwie książki "O masonerii i masonach" Niemojskiego i "Zapiski o polskich powstaniach i spiskach" Berga. U państwa buchalterów Jędrzejewskich urodził się syn. Hela miała na cenzurze dwie dwójki. U gospodarza Rzeźni p. Klętkiewicza jest na mieszkaniu brat jego żony nauczyciel Kwaśniewski. Chodzi on uczyć się muzyki u pana Wawrzynowicza i my idąc na pensję często go spotykamy. Jest młody ładny chłopiec lat ma pewnie od 18-20, ciągle się za nami oglądał i Heli się bardzo podobał i mnie również. Ale zobaczyło go raz Irena Dołgopołow i bardzo się też spodobał. Pytała jak się nazywa, gdzie mieszka itd., żeśmy jej powiedziały. Więc Irena wiedząc, że nie znamy się z nim osobiście ile razy przechodził kokietowała go. On naturalnie oglądał się za nią. Hela dowiedziawszy się że ten przystaje jak szła była trochę zazdrosna, ale teraz nie. Już nie mówimy o nim, tylko opowiadamy Irce jak się nią interesuje, a ona mówi z uśmiechem - "Tak?" - i że Koniecznie musi się z nim zapoznać. Ja w czwartek kończę lat 15-naście.

Piątek 3 marca Od wczoraj jesteśmy uwolnione od lekcji

Szczegóły
Autor: Jacek Tomczyk
Kategoria: 100 lat temu w Częstochowie
Opublikowano: 03 marzec 2016

Piątek 3 marca
Od wczoraj jesteśmy uwolnione od lekcji: czyli że mamy święta, aż do czwartku. Wczoraj był tłusty czwartek nasza klasa urządziła Ucztę. Koleżanki poprzynosiły śniadania, cukierków, pomarańczy i.t.p. rzeczy. Na dużej pauzie zebrałyśmy się wszystkie do sali gimnastycznej i tam zaczęłyśmy się zajadać. Ja nic nie przyniosłam bo u nas bardzo marnie i bieda, ale Hela Jędrzejewska i Hela Morawska jako imienniczki zaciągnęły nas z Zochą Meksówną na ową bibę. Były także nauczycielki p. Ropelewska i p. Paszkowska jako nasza klasowa dama i jako nauczycielka z klasą miałyśmy mieć polski. No polskim byłyśmy tylko w połowie bo nas p. Paszkowska zwolniła.

Tak wogóle nic nowego, teraz jest prawdziwa bieda, bo dosyć że wszystko niemożliwie drogie to jeszcze nie można zupełnie dostać. Kartofle to aż Ojciec kupił koło Kłobucka po 7 rubli ! - Koniec. Chleb jasny kosztuje 20 kop. funt, a ciemnu jakiś mieszany 12-15 kop. U nas o maśle to ani słychu i często jemy obiady zupełnie nieokraszone lu czasem mlekiem trochę zasiwione. Mięso kosztuje 6o-75 kop. funt, słonina 110-150 kop, więc krasimy tylko w niedzielę. Tłusty czwartek tak zawsze lubo wszędzie, a nawet u nas obchodzony, zaczynał się tem tylko, że był barszcz a kartoflami, kapusta słoniną kraszona. Chociaż wszędzie taka bieda i nędza, jednak wszyscy się pocieszają że to już nie długo, że wrócą dobre czasy będzie dużo chleba, kartofli i okrasy. Ja zwykle nie zajmuję się sprawami żywności, jem co jest i nie wiem nawet czy jest okraszone czy z solą tylko, chcę tylko żeby jak najprędzej wojna się skończyła i wokoło mnie nie było tylu zmartwionych twarzy i tych narzekań. Chcę żeby ludzie się nie martwili, byli więcej weseli. Oj jak bardzo, jak bardzo bym pragnęła!

Środa 23 lutego 1916 r. Do tej pory były dnie bardzo ładne i ciepłe,

Szczegóły
Autor: Jacek Tomczyk
Kategoria: 100 lat temu w Częstochowie
Opublikowano: 23 luty 2016

Środa 23 lutego 1916 r.
Do tej pory były dnie bardzo ładne i ciepłe, a teraz znów od paru dni bardzo jest zimno. Nic w ogóle się nie zmieniło bieda coraz większa. Na pensję chodzę, dotąd ani jednego dnia nie opuściłam i nie spóźniłam się. książek mam zawsze mnóstwo i ciągle się muszę śpieszyć z czytaniem, dlatego też nie mam czasu do pisania. Lekcje idą mi nieźle, teraz więcej się staram i dbam o lekcje. Dziś dostałyśmy kajety od niemieckiego dyktanda, zrobiłam tylko trzy błędy. W niedzielę byłam na Rakowie ponieważ Ada nie przyszła tylko napisała list do Olesia żebym przyszła. Grażynka jak wychodziła nie chciała mnie puścić, ale powiedziałam że jeśli mię nie puści więcej nie przyjdę. Więc musiała ustąpić. - W poniedziałek byłyśmy w muzeum na ulicy Staszyca z p. Prufferem. Oglądaliśmy bardzo wiele ciekawych rzeczy. P. Pruffer opowiadał nam o owadach i pokazywał nam dokładnie wszelkie części i organa. Bardzo śliczne są tam ptaki, zwierzęta i olbrzymi dzik wypchany. Wracając z muzeum jakiś pan zapytał p. Pruffera "Gdzie pan prowadzi tyle panien?" - "W pole..." odrzekł uśmiechając się dwuznacznie Pruffer.

26 stycznia 1916 roku środa. W sobotę 22 stycznia obchodziliśmy rocznicę,,,,

Szczegóły
Autor: Jacek Tomczyk
Kategoria: 100 lat temu w Częstochowie
Opublikowano: 26 styczeń 2016

26 stycznia 1916 roku środa.
W sobotę 22 stycznia obchodziliśmy rocznicę powstania z 1863 roku. Rano poszłyśmy z pensją na Jasną Górę, na uroczyste nabożeństwo, śpiewając hymn; "Boże coś Polskę", a po skończonej mszy uczniowie zaśpiewali "Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej...." Na pensji przed pójściem do kościoła panna Paszkowska dawała nam blankiety (czy coś w tym rodzaju) z pieśnią polską "Boże coś Polskę", a koleżanki niektóre sprzedawały orzełki po 20 kopiejek. O trzeciej po południu były deklamacje, śpiewy i odczyt. Podobno Janka Kohn deklamowała jakiś śliczny wiersz, którego zapamiętały uczennice (bo ja nie byłam) urywek; "...Powiedzcie dziecku nie, mówcie dziecku, że miłość jest wielka...". Wczoraj miałyśmy wypracowanie polskie na temat "Dziennik z ostatnich kilku dni życia". Porządna ta "Owieczka"  myśli, że ja jej zaraz napiszę dziennik w którym będą moje moje uczucia lub myśli. Tak mi się zawsze chce śmiać jak ona zawsze na mnie patrzy i uśmiecha się. Zdaje mi się, że ona mnie jakby lubi ale ja ją niebardzo, jeszcze żeby nie była tak zarozumiała w swą mądrość i miłość uczennic. Na ostatniej lekcji, rysunkach, pan Chrzanowski wyprawił znów nam awanturę. A było tak; przyszedł do Heli Jędzrejewskiej i zaczął poprawiać jej rysunek. Ale Hela nie tęgo rysuje i zupełnie bez myśli zirytował się tem ponieważ nie wiedziała jak jest linia pozioma, a jak prostopadła. Następnie wziął dziennik i zaczął oznaczać uczennice mające zbierać rajzbrety. Ale tu znów zaczęły się wymówki "ja nie chcę, ja już zbierałam". Przyszło do tego, że zaczął na nas krzyczeć i nazwał nas głuptasami. Muśmy się trochę bały, ale aleśmy się więcej zmieniały. Swoim porządkiem byłyśmy obrażone, bo czwartoklasistki nazwać czemuś podobnem to niegrzeczne!  Dzisiaj miałam  jedną bardzo przyjemną chwilę, po lekcjach idąc do garderoby spotkałam w drzwiach Pruffera między małemi uczennicami z teką idącego do domu. Zobaczywszy mnie zdjął elegancko czapkę, a ja z całą godnością czwartoklasistki kiwnęłam głową! Byłam bardzo zadowolona bo oto p. Pruffer poznał mię między pierwszoklasistami. I zaraz naturalnie pochwaliłam się przed Helą J. i Helą Morawska. My wszystkie ubiegamy się o jego układy.

16 styczeń 1916 roku Niedziela. Dzień ładny, mroźny.......,

Szczegóły
Autor: Jacek Tomczyk
Kategoria: 100 lat temu w Częstochowie
Opublikowano: 16 styczeń 2016

16 styczeń 1916 roku Niedziela.
Dzień ładny, mroźny, tylko wiatr zanadto dmucha; jak szłam do kościoła to chciał mi zerwać mój biedny jesienny (czy wiosenny) Kapelusik. W przeszłą niedzielę nie byłam w Kościele z pensją, więc Ksiądz zrobił mi w dzienniku znaczek i zdaje się postawił dwójkę. Cenzurę dostałam: mam tylko z robót trzy,   a z reszty piątki i czwórki. Zanim dostałam ją to miałam trochę kłopotu, a mianowicie: Oleś z mamą uradzili żeby tylko dać 5 rubli i miała zapłacić mama. Tymczasem mama iść nie chciała, więc ja poszłam do Olesia do składu i dał mi pieniądze. W środę na dużej przerwie weszłam do Kancelaryi i pocichu powiedziałam do p. przełożonej: "Proszę pani przynoszę tylko pięć rubli za grudzień i mamusia prosi o uwzględnienie" - i tu omało się nie rozbeczałam, tak bałam się odmowy. Pani Chrzanowska spojrzała na mnie i odpowiedziała - "Widzisz, moje dziecko, uwzględnić ci nie mogę ponieważ nie mam na to. A zresztą mam kandydatki których nie mogę przyjąć z braku miejsca." -- "Dobrze powiem mamusi o wszystkiem i postaram się przynieść jutro pieniądze" odrzekłam, ukłoniłam się i wyszłam. W czwartek rano poszłam do Olesia i powiedziałam że mi nie chcą dać cenzury, więc dodał mi 3 ruble, zapłaciłam i dostałam cenzurę. Ucieszyłam się bardzo czwórką z historii starożytnej i piątką z polskiego ponieważ ja tylko z całej klasy mam 5 z polskiego. Wczoraj był dzień podatku koleżeńskiego, jak zwykle 25-go każdego miesiąca. U nas coraz gorzej nie jadamy wcale mięsa, nawet w niedzielę. Krasimy wszystko łojem bydlęcym. nie jest to tak niesmaczne jak mi się dawniej zdawało. Trudno, do wszystkiego trzeba się przyzwyczaić, bo to wojna. Ady jakoś nie widać, a miała dziś przyjść.

3 stycznia 1916 roku. Poniedziałek. I zaczął się rok nowy 1916 czy też go przetrwamy?

Szczegóły
Autor: Jacek Tomczyk
Kategoria: 100 lat temu w Częstochowie
Opublikowano: 03 styczeń 2016

3 stycznia 1916 roku. Poniedziałek.
I zaczął się rok nowy 1916 czy też go przetrwamy? Już po Świętach i po Nowym Roku i jutro idziemy na pensję. Cenzury na Święta nie dostałam, ponieważ za grudzień nie zapłaciliśmy. Mama była bardzo zirytowana kiedym nie przyniosła cenzury i aż od tego zachorowała. Ciasto mama upiekła: cztery strucle. Na Wigilie nie mieliśmy wcale ryb, ani nawet śledzi, była tylko zupa grzybowa, kapusta, kluski z makiem, kompot i herbata z ciastem. W pierwsze święto byłam u p. Okuszko. Przyszli pp. Sokołowscy z Monisią, Ludwikiem i Mietkiem, byli zaproszeni na kolację. Grażynka i Szymuś mieli śliczną choinkę przybraną zabaweczkami i świecidełkami wyrobu Ady. Kolacja była dobra, nakrycia wspaniałe, składające się z porcelany i kryształów. Po kolacji poszliśmy do salonu i tam zabawialiśmy się rozmową, przyglądaniu choinki i grami. Przy "grze Algierskiej" zauważyłam że Mietek mój były korepetytor, jest dość dowcipny, grzeczny i rozmowny jak przystało na Skauta. O dziesiątej pp. Sokołowscy poszli do domu, a ja zanocowałam. Nazajutrz po śniadaniu pożegnawszy się z Adą i dziećmi (p. doktorowa jeszcze spała) poszłam do domu. Nigdzie już drugiego dnia nie byłam.

Bardzo się martwię tem że u nas coraz trudniej o pieniądze i nie wiem czem zapłacimy za grudzień i styczeń. Oleś dać nie może, bo musi płacić za żyto i on teraz bierze tylko połowę pensji 20 rubli, Nie mogę sypiać wcale tylko modlę się ciągle do Matki Boskiej żeby mną się opiekowała i żebym chodziła na pensję, ufam że mnie nie opuści. Ada daje mi co miesiąc pensji 10 kopiejek. Wszystko co dzień droższe, nie jadamy zupełnie teraz mięsa, żyjemy tylko kartoflami i sadzonymi bo chleb teraz kosztuje 15 kop funt i to jeszcze jakiego!, czerstwy z różnemi domieszkami. U nas chorują wszyscy po kolei na anginę i katar; ja dałam początek, po mnie Kazik, potem Oleś był chory cały tydzień, mama już dwa tygodnie nie może przyjść do siebie, Józek, a teraz chory Maniek. Ból głowy, słabość całego ciała, katar niemożliwy, że niepozwala zupełnie spać - przedstawiają tą chorobę.

14 grudzień 1915 wtorek Cały miesiąc nie zajrzałam do swego dzienniczka.

Szczegóły
Autor: Jacek Tomczyk
Kategoria: 100 lat temu w Częstochowie
Opublikowano: 14 grudzień 2015

14 grudzień 1915 wtorek.
Cały miesiąc nie zajrzałam do swego dzienniczka, a to z braku czasu. Mamy zawsze bardzo dużo lekcji, a dnie są teraz bardzo krótkie, więc nie mam czasu. Książek do czytania mam zawsze sporo, bo wszędzie gdzie się da pożyczam. Niedługo, bo za 3 dni dostaniemy cenzury na pierwszy kwartał . Boję się bardzo żebym nie miała trójek ani dwójek, lekcje idą mi dobrze ale trudniej niż w I i II-ej klasie u p. Słowikowskiej. Hela Jędrzejewska zadała też do 4-ej klasy. Uczy się marnie, może się poprawi. W sobotę 11 grudnia byłyśmy z pensją u spowiedzi i komunii w niedzielę. Przepowiednia co do wojny się nie sprawdziła. Nędza wszędzie wielka, chleba zupełnie brakuje. Bardzo dużo umiera ludzi i wielu znajomych też umarło. U nas na pensji ciągle chorują uczennice, dostałyśmy samorząd t.j. same się rządzimy. A więc w Każdej Klasie wybrane są kontrolerki, dwie do zdrowia i dwie do samopomocy. Kontrolerki pilnują porządku uważają na zachowanie się koleżanek, te które są w zdrowiu baczą by okna były otwarte na przerwie dla świeżości powietrza w samopomocy znów pomagają koleżankom w nauce, książkach, ubieraniu i.t.d. Chochołówna Zośka, Romka Domaszewska, Dziunia Ferencowicz to kontrolerki, Zocha Maksówna,  Jadzia Kotowska od zdrowia, Hanka Wasserman i Franke od samopomocy. mamy regulamin wiszący na ścianie, którego nie można przestąpić pod karą Sądu Koleżeńskiego składającego się z dwu siedmio- i jednej szóstoklasistki. Jest także felczerka (pani Gawlikowska) i szkolna apteczka. Kiedym opowiedziała o tez zarządzie Olesiowi uśmiechnął się i rzekł "Macie zabawę". Kontrolerki delegatki "zdrowia" i "samopomocy" są przejęte bardzo swemi godnościami. - Święta w tym roku nie nęcą ponieważ będą marne jak nigdy. Ciasta pewnie nie będzie, a Wilia ! zlituj się Boże. Jednak jestem tego wszystkiego ciekawa. W czwartek prawdopodobnie pójdę na Raków do Ady o co mnie bardzo prosiła. Nic nowego wszystko jak dawniej.

1 listopada poniedziałek Mamy świąt cztery dni

Szczegóły
Autor: Jacek Tomczyk
Kategoria: 100 lat temu w Częstochowie
Opublikowano: 01 listopad 2015

1 listopada poniedziałek
Mamy świąt cztery dni, tj do czwartku, Dzisiaj jest dzień wszystkich Świętych. Cicho, pogoda ładna słońce świeci i względnie ciepło. Wczoraj był deszcz Ada przyszła dopiero przedwieczorem ponieważ miała dużo sprawunków w mieście. Chcieliśmy żeby nocowała, ale nie chciała ponieważ i tak jeśli przyjdzie późno to p. Okuszko dziwi się, że późno a Grażynka łzami "Po co pani poszła, ja nie chciałam żeby pani poszła, niech pani nie chodzi" i ten podobnemi słowami. Cenzur nie dostałyśmy, dopiero na Boże Narodzenie. Jestem zadowolona, że mamy trochę wolności bo bardzo mam mało zawsze czasu. Miałam byc u Maniusi Sokołowskiej, lecz nie chce mi się iść. Pożyczyłam sobie do czytania "Don Kiszota z Maury" Cerwantesa 6 tomów, od Maryśki Barańskiej. Wiele uczennic choruje na anginę i zapalenie gardła. Wojna trwa; czytałam w Gońcu przepowiednie że ma się skończyć 11 listopada 1915 roku. Ciekawam czy się sprawdzi.Tymczasem wszystko na dzień drożeje. Koleje kursują. Do nas jednak nikt dotąd nie przyjechał. Na pensji jest u nas wszystko po polsku, a uczennice przejęte są ważnością wojny.

Dnia 25 października 1915 Poniedziałek. Zupełnie teraz nie miałam czasu na pisanie

Szczegóły
Autor: Jacek Tomczyk
Kategoria: 100 lat temu w Częstochowie
Opublikowano: 25 październik 2015

Dnia 25 października 1915 Poniedziałek.
Zupełnie teraz nie miałam czasu na pisanie mojego dzienniczka. Ledwie zdążę odrobić lekcje i trochę poczytać oraz sprzątnąć po obiedzie to zaraz robi się ciemno. Jestem jednak zadowolona; chodzę na pensję i mam dużo książek do czytania, które pożyczam  sobie od koleżanek. Ostatnio miałam "Helę" Zofii Bukowieckiej. Bardzo ładna książka i pożyteczna, dostałam ją od Widerówny. 15 października była uroczystość podatku koleżeńskiego. Szłyśmy klasami z sztandarem i opiekunką siódmej klasy na czele. W sali rekreacyjnej, która była przystrojona różnemi chorągiewkami, przy stoliku stały dwie siedmioklasistki i przypinały kokardki. Każda uczennica kładła na tacę parę kopiejek. Potem p. Dziuba miał przemowę o konieczności składania ofiar i życiu Tadeusza Kościuszki. Urodził się on w 1749 w Mereczowszczyźnie. Miał wiele bitew, był bardzo szlachetnym, dzielnym i poświęcił życie dla Ojczyzny o ogółu. Tyle z całej przemowy pamiętam. We wtorek 19 października 1915 roku byłyśmy z pensją na pogrzebie przeora O.O.Paulinów Welońskiego, pensja nasza jest najwięcej polską i najlepszą w Częstochowie. Lekcje idą mi dalej nieźle. Staram się nie być ostatnią. Teraz jest bardzo ładna pogoda.

Dnia 26 września 1915 roku. Niedziela. Wicher niemożliwy.....,

Szczegóły
Autor: Jacek Tomczyk
Kategoria: 100 lat temu w Częstochowie
Opublikowano: 26 wrzesień 2015

Dnia 26 września 1915 roku.

Niedziela. Wicher niemożliwy, po ulicach kłębią się tumany kurzu. Teraz co niedziela chodzę do kościółka im. Maryi. Odprawia zwykle nasz prefekt, Rosiak-Krzeblewski. -- Na pensję chodzę codziennie o w pół do ósmej z rana, wracam o 2-ej do domu. Już poznajomiłam się ze wszystkimi mojemi koleżankami; ja siedzę na przedostatniej ławce w drugim rzędzie z Zosią Meksówną. Za nami siedzi Hela Morawska i Janka Zagórska są one największe z całej klasy, nazywamy ich olbrzymami, gdyż są tęgie i wysokie, a szczególnie Morawska. Hela Morawska jest bardzo ładną i miła 16-nia panienką. Uczy się nieźle, jest wesoła i dowcipna. Nie mam jeszcze przyjaciółki, gdyż Zocha Meks która więcej lubię od innych nie przepada za mną. Lekcje idą mi nieźle i wszystko wydaje się niezmiernie łatwo, tak że jak np. nauczyciel objaśni mogę zaraz to powtórzyć. Na pauzach dokazujemy, jeżeli jest ciepło to biegamy po podwórku, a jeśli jest deszcz lub chłodniej spacerujemy, tańczymy, krzyczymy w sali rekreacyjnej. Bardzo żeśmy ładnie przystroiły naszą klasę; jedna z koleżanek Barańska przyniosła kwiat doniczkowy duży który pielęgnujemy. Inne poprzynosiły różne obrazki i pozawieszały na ścianach. Tomaszewska, zdolna rysowniczka narysowała ślicznego białego orła wylatującego z skrzyni. W naszej klasie jest jedna Rosjanka Dołgopołowa Irka, wesoła i zabawna. Wracając z pensji idziemy razem ja, Hala Laskowska, Irka Dołgopołowa, Janka Zagórska i Hela Morawska.Dokazujemy niemożliwie a szczególnie Irka, Halka, Hela i ja. Wczoraj idąc do domu była śliczna pogoda, słońce świeciło ostro choć nieco ukośnie "Ach ta wojna - zawołała Irka, nawet oczu do nieba wznieść nie można" (słońce pali). Zaczęłyśmy się śmiać i ten temat dowcipkować. Hela Morawska salutowała każdemu żołnierzowi książką. Irka rozweselała zwykle wesołą a dziś smutną Jankę Zagórską wierszami "Czemuś Janeczko oczki spuściła, nie podnosisz wcale?" ale zostawiła ją,  że niekoniecznie odbiega od niej widząc "markotną" twarz Janki. Mieszkają wszystkie cztery na Stradomskiej 19 u Peltzerów. W środę 22 września kupiłam sobie kapelusz z materiału za 180 kopiejek Oleś wczoraj wieczorem przyniósł mi buciki - które był zakazał u szewca kosztują 8 rb. 50 kop. Cholewki mają stare. Od 19 sierpnia 1915 roku wydają karty chlebowe po pół funta chleba na osobę. W tym tygodniu musiało całe miasto obowiązkowo iść do fotografii, ponieważ wydaja paszporty niemieckie. Wojną teraz niewiele się zajmujemy, tylko odczuwamy jej skutki. Niemcy się osiadają w Częstochowie na dobre. W teatrach graja "Kościuszkę pod Racławicami".

7 września 1915 we wtorek, No już chwała Bogu spełniły się me marzenia

Szczegóły
Autor: Jacek Tomczyk
Kategoria: 100 lat temu w Częstochowie
Opublikowano: 07 wrzesień 2015

7 września 1915 we wtorek
No już chwała Bogu spełniły się me marzenia zdałam do 4-tej klasy. Egzaminy zaczęły się od 1-go do 4-gowrześnia. W środę była arytmetyka i polski. Z arytmetyki mieliśmy dwa zadania i ustne przy tablicy z p. Chrzanowską. Z polskiego mieliśmy wypracowanie "Moja ulubiona książka" napisałam o "Potopie" Sienkiewicza i rozbiór z "Pana Tadeusza" zaczynający się od słów "Litwo Ojczyzno...".  2 września we czwartek był egzamin z geografii i francuskiego. Geografię umiałam dobrze, francuski nieźle. W piątek - historia, polski i religia.W sobotę ostatni był egzamin z niemieckiego. Najbardziej bałam się arytmetyki, ponieważ bardzo mam lichą głowę w tym kierunku. Ale jakoś poszło nieźle, Na egzaminach zaraz zapoznałam się z uczennicami. Bardzo mi się podoba na pensji ponieważ wszystko po polsku i uczennice między sobą mówią "koleżanko".  W naszej klasie dosyć sporo uczennic, ale jeszcze nie wszystkich pamiętam z nazwiska. Koło mnie siedzi przyjaciółka Maniusi Sokołowskiej Zosia Meksówna. Bardzo miła i sympatyczna dziewczynka, ma lat 12 skończonych. W niedzielę byłam u pp. Okuszków. Pani Doktorowa i moja droga Adziulka były niezmiernie zadowolone, z tego że zdałam. Wczoraj byliśmy na pensji po spis książek i plan lekcji. Dzisiaj 7 września zaczęły się lekcje. Pierwszą lekcją była Historia Polski. Objaśniała nam nauczycielka p. Paderewska o Słowianach, co to jest lud, państwo, historia pragmatyczna i.t.d. Drugą lekcje mieliśmy francuski. Nauczycielka Panna (?) co prawda "parluje" świetnie, tylko ma jakiś dziwny dziecinny głosik. Bardzo świetnie wykłada, choć po francusku, ale można dobrze zrozumieć. Ostatnią lekcję - Polski mieliśmy z nową nauczycielką. po dzwonku weszła nasza przełożona z jakąś panią i powiedziała; "czwarta klasa pani Paszkowska". Dygnęłyśmy, ona się uśmiechnęła. Przełożona wyszła. Ona zaczęła mówić, że przechodzimy stylistykę. Mówiła o pięknie języka polskiego, o tem, ze powinnyśmy kochać, pracować nad polskim językiem żeby godnie poznać, mówiła o stosunku przyjaznym między nią a nami, mówiła długo miłym dziewczęcym głosem, ale czasami brakowało jej słów. Potem wywołując po nazwiskach poznawała uczennice; objaśniała nam trochę stylistyki i zadźwięczał dzwonek. Wydała mi się bardzo miłą i sympatyczną.

Jutro! Święto Matki Boskiej 8 września

Okna pooświetlane po 10-tej 10 minut wieczór.

20 sierpnia 1915 r. No i piszę częściej nieprawdaż?

Szczegóły
Autor: Szymon Gruca
Kategoria: 100 lat temu w Częstochowie
Opublikowano: 20 sierpień 2015

20 sierpnia 1915 r.

No i piszę częściej nieprawdaż? Mało mam bardzo zawsze czasu, te godziny pędzą co sił. Do południa jak tylko zrana sprzątnę  zaczynam „kuć” lekcje. Uczę się zwykle od 8 do 12, z małymi przerwami. O pół do 1 pędzę na lekcję, Zachodzę tam na 1 godzinę. Dzwonię, otwierają mi drzwi, tak prędko że od zadzwonienie do otwarcia mówię 3 zdrowaśki. Rozbieram się kładę mój elegancki ogromny kapelusz i zdejmuję palto. Ale ! …, w niedzielę 15 sierpnia 1915 Adziulka sprawiła mi zielone palto za 8-50 k getry popielate za 2 rub i fartuch czarny strasznie nieforemny za 2-50 k. Otóż odbiera ode mnie palto mój „kolega” wiesza i idzie pierwsza, ja za nim do jadalnego na lekcje. Rozpoczynają się tak: wyjmuję kajet z zadaniami pomalutku i mówię „Dziś 3 zadania nie wyszły” (miałam pięć) Mój Boże- potrząsa głową mój „kolega” – jeszcze koleżanka wszystkich nigdy nie zrobiła „…cóż ja zrobię, kiedy nie chcą mi wyjść na odpowiedź” odpowiadam. Więc otwieram zadacznik i wskazuję które to takie że nie dają się rozwiązać i zaczyna się suwać pióro po kajecie i zadanie zrobione, oraz wytłumaczone mnie. Następuje potem gieografia, niemiecki, czasem zostaje u Mamusi na godzinkę i pędzę do domu. Jak przyjdę jest 5 lub 6 ½ -tej. Zdejmuję z siebie ubranie kładę codzienną sukienkę i zaczynam gospodarować; zjadam obiad sprzątnę ze stołu i albo czytam albo odrabiam lekcję. Potem przychodzi mama kolacja i spać. – We środę 18 sierpnia 1915r byłam po sukienkę zieloną z alpagi. Sukienka nie było gotowa więc kazano mi przyjść w czwartek. Pani Okuszko nie było w domu. Pobawiłam się z Grażynką i z malcem  i poszłam do domu. W czwartek poszłam znowu. Pani doktorowa była i b. podobało się jej palto. Ponieważ pp. Oksuszko jechali do miasta zabrali mnie z sobą. Padał deszcz. Teraz często, prawie, że codziennie pada deszcz i jest porządnie zimno. – Józek jest chory bolo go noga i ręka lewe. Ma prawdopodobnie zapalenie stawów. Leży już tydzień. – Co do mnie tu uczę się i uczę, ale boję się i proszę Pana Boga abym zdała do 4-tej klasy. Egzamina rozpoczną się pewnie niedługo. Chciałabym żaby zaczęły się jak najpóźniej, żebym zdała. Czwartoklasistka!!, - niezmiernie podoba mi się to słowo, bo to przyjemnie być już w 4-tej klasie. Hele Jędrzejewska też się martwi czy zda, ale ma dopiero zdawać na Nowy rok. Książki naturalnie też czytam ostatnio miałam „Czarną krew” M. Jokaja.

Oj już późno. Po 7-mej 15 minut wieczorem.

  1. 8 sierpnia 1915 r. Dawno już nie pisałam
  2. Pamiętnik
  3. Piątek 16 lipca 1915 r. Od poniedziałku już chodzę na lekcję.
  4. 12 lipca poniedziałek 1915 roku. W sobotę 10 lipca po południu...

Strona 3 z 16

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Towarzystwo Genealogiczne Ziemi Częstochowskiej
genealogia · historia · region częstochowski

Facebook