Pierwszy wykład po wakacjach.

No i skończyły się wakacje, czas zaprosić na wykłady. Tym razem zapraszamy na spotkanie ze znanym już u nas profesorem Dariuszem Złotkowskim z Akademii Jana Długosza w Częstochowie. Przyczynkiem do wykładu będzie nowa książka profesora "Dzieje browaru w Częstochowie w XIX-XXw".

Dowiemy się zapewne o historii słynnego w Częstochowie Browaru Szwedego, ale też o innych browarach jakie działały w mieście i okolicach. Poznamy ludzi którzy tam pracowali i kierowali produkcją, Znając profesora możemy zapewnić, że będzie ciekawie.

Spotykamy się jak zawsze w drugą środę miesiąca tj. 9 września o 17-tej.

Miejsce bez zmian Pałac Ślubów ul Focha 19/21

wstęp bezpłatny

20 sierpnia 1915 r. No i piszę częściej nieprawdaż?

20 sierpnia 1915 r.

No i piszę częściej nieprawdaż? Mało mam bardzo zawsze czasu, te godziny pędzą co sił. Do południa jak tylko zrana sprzątnę  zaczynam „kuć” lekcje. Uczę się zwykle od 8 do 12, z małymi przerwami. O pół do 1 pędzę na lekcję, Zachodzę tam na 1 godzinę. Dzwonię, otwierają mi drzwi, tak prędko że od zadzwonienie do otwarcia mówię 3 zdrowaśki. Rozbieram się kładę mój elegancki ogromny kapelusz i zdejmuję palto. Ale ! …, w niedzielę 15 sierpnia 1915 Adziulka sprawiła mi zielone palto za 8-50 k getry popielate za 2 rub i fartuch czarny strasznie nieforemny za 2-50 k. Otóż odbiera ode mnie palto mój „kolega” wiesza i idzie pierwsza, ja za nim do jadalnego na lekcje. Rozpoczynają się tak: wyjmuję kajet z zadaniami pomalutku i mówię „Dziś 3 zadania nie wyszły” (miałam pięć) Mój Boże- potrząsa głową mój „kolega” – jeszcze koleżanka wszystkich nigdy nie zrobiła „…cóż ja zrobię, kiedy nie chcą mi wyjść na odpowiedź” odpowiadam. Więc otwieram zadacznik i wskazuję które to takie że nie dają się rozwiązać i zaczyna się suwać pióro po kajecie i zadanie zrobione, oraz wytłumaczone mnie. Następuje potem gieografia, niemiecki, czasem zostaje u Mamusi na godzinkę i pędzę do domu. Jak przyjdę jest 5 lub 6 ½ -tej. Zdejmuję z siebie ubranie kładę codzienną sukienkę i zaczynam gospodarować; zjadam obiad sprzątnę ze stołu i albo czytam albo odrabiam lekcję. Potem przychodzi mama kolacja i spać. – We środę 18 sierpnia 1915r byłam po sukienkę zieloną z alpagi. Sukienka nie było gotowa więc kazano mi przyjść w czwartek. Pani Okuszko nie było w domu. Pobawiłam się z Grażynką i z malcem  i poszłam do domu. W czwartek poszłam znowu. Pani doktorowa była i b. podobało się jej palto. Ponieważ pp. Oksuszko jechali do miasta zabrali mnie z sobą. Padał deszcz. Teraz często, prawie, że codziennie pada deszcz i jest porządnie zimno. – Józek jest chory bolo go noga i ręka lewe. Ma prawdopodobnie zapalenie stawów. Leży już tydzień. – Co do mnie tu uczę się i uczę, ale boję się i proszę Pana Boga abym zdała do 4-tej klasy. Egzamina rozpoczną się pewnie niedługo. Chciałabym żaby zaczęły się jak najpóźniej, żebym zdała. Czwartoklasistka!!, - niezmiernie podoba mi się to słowo, bo to przyjemnie być już w 4-tej klasie. Hele Jędrzejewska też się martwi czy zda, ale ma dopiero zdawać na Nowy rok. Książki naturalnie też czytam ostatnio miałam „Czarną krew” M. Jokaja.

Oj już późno. Po 7-mej 15 minut wieczorem

Janina Słomkówna,

Klekoty - wieś w parafii Kruszyna - „wieś ,której już nie ma”...

Historia wsi Klekoty - cz. I - z artykułu z „Głosu Gminy” – Gmina Kruszyna. Z rozmowy z p. Włodzimierzem Łapetą - mieszkańcem z Broniszewa Nowego. http://www.kruszyna.pl/glos/nr23.pdf.

Klekoty – to wieś, która powstała jeszcze przed I wojną świat. Do dziś zachowały się tutaj jedynie 3 groby. Wieś ta, już dzisiaj nie istnieje. Nazwa Klekoty pochodzi od nazwisk ludzi, którzy jako pierwsi  tam zamieszkiwali. To byli Klekotowie. 

Klekoty istniały jeszcze przed I Wojną Światową i była to duża wieś. Swoim zasięgiem obejmowała tereny dzisiejszego Broniszewa Nowego, którego wówczas w ogóle nie było. Klekoty leżały w samym środku leśnych posiadłości Lubomirskich. Ludność kłusowała, kradła drzewo, więc Lubomirscy chcąc się pozbyć niewygodnego sąsiedztwa, dali ludziom    2 morgi ziemi na terenie obecnego Broniszewa Nowego za 1 morgę ziemi na Klekotach.  I ludzie zaczęli się przeprowadzać. W efekcie takich działań, na Klekotach zostały  2 domostwa: Koćwina i Mielczarka(oni nie chcieli się przeprowadzać) oraz leśniczówka. Te zabudowania istniały do czasów II Wojny Światowej. Należy wspomnieć, że przez Klekoty przebiegał szlak handlowy między Wieluniem a Kielcami.

Czytaj więcej: Klekoty - wieś w parafii Kruszyna - „wieś ,której już nie ma”...
Opublikowano: 4 dni 17 godzin temu przez Krzysztof Łągiewka #20306
Krzysztof Łągiewka Avatar
Bardzo dobry tekst Panie Michale !
Jeżeli można to prosiłbym o przesłanie mi na mail danych w Excelu dotyczących analiz z akt urodzeń wsi Klekoty i Broniszew oraz nazwiska małżeństw, które przeprowadziły się z Klekotów do Broniszewa.
Ja ze swej strony dodam kolejne fakty, które ustaliłem. Do dóbr Broniszew należały kolonie Puchy, Nowa Wieś i Klekoty oraz karczma należący do Klekot. Na mocy ukazu uwłaszczeniowego z 1864 r. dla włościan kolonii Puchy, Nowa Wieś i Klekoty przeszło 158 mórg i 282 pręty. Według tabeli likwidacyjnej wsi Klekoty zapisano pięć gospodarstw oraz wspólną ziemię: 1.Michał Klekot - 23 morgi i 269 prętów. 2.Franciszek Kołodziejczyk - 25 mórg i 26 prętów. 3.Kacper Gawron - 16 mórg 38 prętów. 4.Piotr Klekot - 25 mórg i 194 pręty. 5.Kazimierz Sadkowski - 24 morgi i 222 pręty. 6.Wspólne pastwisko - 13 mórg i 75 prętów. 7.Nieużytki - 4 morgi i 224 pręty. Razem powierzchnia wsi wynosiła 133 morgi i 148 prętów. Jak widać Klekoty były największą osadą, ponieważ dla Puch i Nowej Wsi przeszło tylko około 35 mórg gruntu. W 1880 r. Ignacy Morzkowski właściciel dóbr Broniszew wydzielił z nich 589 mórg i 170 prętów i 10 / 22 lipca 1880 r. sprzedał je Wiktorowi Kroll, synowi Henryka. Była to ziemia położona na wschód od dzisiejszego Broniszewa Starego, pozbawiona jakichkolwiek zabudowań za wyjątkiem folwarku. Przy sprzedaży dla tego terenu ustalono nazwę: Folwark Broniszew litera A. Właśnie na tym terenie powstała miejscowość znana obecnie pod nazwą Nowy Broniszew. Zabudowania folwarczne były położone w Nowym Broniszewie na działkach nr 467, 468 i 469, tj. ul. Słoneczna 150, 152 i 154. Ignacy Morzkowski od dóbr Broniszew oddzielił również las zwany Klekot o powierzchni 412 mórg i 216 prętów i sprzedał go 2 / 14 września 1883 r. Herszowi Zajdlerowi synowi Szymona i Jakubowi Birencwejgowi synowi Icka. Ci dwaj stracili ten las na skutek zadłużenia i na licytacji 1 / 13 kwietnia 1885 r. nabył go Fiszel Aleksandrowicz syn Natana. Tenże 7 / 19 kwietnia 1886 r. sprzedał Las Klekot Eugeniuszowi Lubomirskiemu synowi Eugeniusza. Ignacemu Morzkowskiemu pozostały tereny znane pod obecną nazwą Stary Broniszew. Ignacy Morzkowski stracił te dobra, które na licytacji 24 marca 1893 r. nabył Wiktor Studziński syn Mikołaja. Tenże 1 / 13 maja 1897 r. sprzedał je Stefanowi Andrzejowi Lubomirskiemu synowi Eugeniusza. Wiktor Kroll na skutek zadłużenia utracił folwark Broniszew litera A, który na licytacji przez Towarzystwo Kredytowe Ziemskie 1 / 13 listopada 1888 r. nabył Jacek Buczeń. Po jego śmierci (niestety nie ustaliłem daty i miejsca) folwark Broniszew litera A w spadku przejął jego syn Albin Buczeń, który sprzedał go 17 / 29 października 1895 r. Stefanowi Andrzejowi Lubomirskiemu. W ten sposób jedynymi właścicielami Broniszewa, folwarku Broniszew litera A i Lasu Klekot stała się rodzina Lubomirskich. W 1897 r. zarządzeniem władz folwark Broniszew litera A został administracyjnie przydzielony do parafii Kruszyna. Wtedy to zapewne rozpoczęło się osiedlanie tam ludności. Niestety nie udało mi się na dzień dzisiejszy ustalić kto i ile ziemi otrzymał w Broniszewie Nowym. Także trudno tutaj o weryfikację słów Włodzimierza Łapety mówiących o tym, że każdy za jedną morgę na Klekotach otrzymał dwie morgi w Broniszewie Nowym. W tej wsi mieli się też osiedlić mieszkańcy wsi Puchy i Nowa Wieś. Sprawą otwartą pozostaje więc liczba rodzin, które zamieszkały w Broniszewie Nowym oraz ilość ziemi jaką otrzymały.

Indeksują dla nas nawet w Australii

Uważam, że list pani Marii Nowickiej o naszej koleżance Carolinie Brymora z Australii powinien być specjalnie wyróżniony, powtórzę na początek za Panią Marią

WE THANK YOU CAROLINE BRYMORA.

a teraz list:

Przesłałam do biblioteki akty z księgi urodzin parafii Przybynów z lat 1801-1814. Autorem indeksacji tych dokumentów jest Pani Caroline Brymora. Wykonała ona mrówczą pracę (około 5000 aktów) i zrobiła to wzorcowo. Porównała zapisy w księgach w języku polskim i łacinie. Wychwyciła akty urodzeń odnotowane w księgach zapisywanych  po łacinie, których nie ma w księgach zapisywanych po polsku i odwrotnie. Często zdarza się brak spójności co do imion i nazwisk w zapisach po polsku i po łacinie. Gdyby tego było mało to w księgach urodzin z tego okresu znajduje się kilka aktów zgonu.
Wszystko to rozpisane jest w pliku opracowanym przez Caroline i przesłanym do biblioteki
WE THANK YOU CAROLINE BRYMORA.

8 sierpnia 1915 r. Dawno już nie pisałam

8 sierpnia 1915 r.
Dawno już nie pisałam, dlatego że nie miałam czasu. Chodzę na te korepetycje do pp. Sokołowskich w dalszym ciągu mam dużo lekcji zadawanych, bo muszę przecież przejść trzecią klasę w ciągu 6 tygodni. Teraz mam tylko niecały miesiąc. Arytmetyki przeszłam dopiero kurs II klasy i wlazłam na zadania z których nie mogę wybrnąć. Jest to jeszcze kurs drugiej klasy, ale do arytmetyki żadnych nie mam zdolności. Zdawane mam zwykle po trzy lub cztery, ale dotąd nie zrobiłam jeszcze nigdy wszystkich. Zauważyłam, że nie tak łatwo przychodzi mi się uczyć jak najlepiej; i zdaje mi się, że nie mam takich "wielkich zdolności" jak powiedziała p. Sokołowska na początku tych korepetycji. Teraz nigdy mię nie chwali, ledwie, że nie gani i powie "dobrze". Wstydzę się strasznie jak czego nie umiem i jestem zła na siebie. Uczę się od 1 do 3 ciej, a jestem do 4-tej czasem do piątej. Czas ten spędzam z Maniusią Sokołowską na rozmowie. Jest to bardzo sympatyczna dziewczynka ale wcale nie poważna choć starsza ode mnie o pół roku. Poznałam się także z Maryną Sikorską 13 letnią "panną" jest bardzo ładna. Włosy ma ciemne za pas, bardzo zgrabna, śliczne ma oczy jak moje koloru wody morskiej, usta kształtne, tylko nos ma troszeczkę za duży i nie bardzo równe zęby. Ma dwie siostry Zusię i Julkę i brata Janka 7 letniego chłopczynę. Mieszka  tam także Olka Wilkońska 7- latka łobuz niemożliwy, bawi się jak małe dziecko. Wszystkie dziewczynki ciągle tylko prawie zajęte są zabawą. Są tam chłopcy Witold Wyszyński świetnie się uczy zdał do 5 klasy, Miecio Trochimowski,  Tadek Jakobson i kilku innych młodszych. Moje pantofle były w reperacji 3 sierpnia.

Minął już rok jak wojna i pociągnie się do przyszłego sierpnia 1916 roku. Głoszą w Gazetach, że Niemcy zabrali Warszawę. 5 sierpnia ogłoszono - "Wojska Niemieckie zajęły Warszawę". Na drugi dzień piszą. że dopiero się zbliżają do Warszawy, a dotąd bombardują i że Moskale są w Pradze. most przechodzący przez Wisłę wysadzili. Dziwne.

Hela Jędrzejowska przygotowuje się do 4-tej klasy (jeszcze nie do 5-tej). Zdawać będzie na nowy Rok. Od paru dni jestem chora (naturalnie nie bardzo) nie mam apetytu, boli mię głowa w boku mam jakieś dziwaczne kulki i zrobiła mi się bolączka mocno czerwona. - Dziś w kościele nie byłam, nie mam palta, a było dość chłodno. U mamy byłam na obiedzie wtenczas było cieplej. Olesiowi spuchł nos i ma bardzo duży czerwony, a na końcu małą wezbraną Krosteczkę.

Gruszki dojrzewają, śliwki, słoneczniki już zrywamy. Czytam "Nasz Świat" od Mani Sokoł. po kilka codzień numerów pożyczam Zosi Dobrowolskiej. Ściemnia się na dworze więc muszę skończyć. Za 15 minut ósma wieczorem.

Będę się starała pisać częściej.

Janina Słomkówna,

Pamiętnik

Do niecierpliwych, -- nie zaprzestajemy pisania pamiętnika!
To Janka 100 lat temu intensywnie nadrabiała szkolne zaległości (przez rok nie mogła chodzić do szkoły). Miała tym samym mniej czasu na pamiętnik, a wpisy pojawiają się w większych odstępach. Za kilka dni się odezwie.
Cieszymy się, że chcecie wiedzieć co u niej. Pozdrawiam JT

Aktualizacja strony

Po kilku miesiącach pracy udostępniam Państwu nową wersję strony. Aktualizacja obejmuje głównie silnik systemu, w warstwie prezentacji starałem się nie wprowadzać zbyt dużych zmian.

Zmiana ta jest koniecznością, ze względu na brak wsparcia dla poprzedniej wersji systemu i możliwość wystąpienia problemów z bezpieczeństwem.

Mam nadzieję, że zmiana umiejscowienia menu i lekka modyfikacja szaty nie będzie wymagała od Państwa długiego czasu na zmianę przyzwyczajeń. Strona jest również responsywna czyli można ją obsługiwać na urządzeniach mobilnych: smartfonach i tabletach.

Z całą pewnością mimo wielu tygodni testów nie udało mi się uniknąć błędów, proszę o wyrozumiałość i zgłaszanie ich na Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..

Piątek 16 lipca 1915 r. Od poniedziałku już chodzę na lekcję.

Piątek 16 lipca 1915 r.
Od poniedziałku już chodzę na lekcję. Lekcji udziela mi troje, pan Sokołowski niemieckiego, pani Sokołowska francuskiego, a ich syn Mietek udziela mi arytmetyki i innych przedmiotów. Poznałam się z Maniusią Sokołowską Bardzo miła dziewczynka, ale bardzo wątła i słaby wzrok. Pożyczyła mi dwie książki, "Z życia Naci" i "Rok czytania". U Ady byłam dwa razy we wtorek i we środę. Pani Sokołowska mówi, że mam zdolności wielkie, i że uczę się dlatego, że lubię czytać. Pani Okuszko jak jej to powiedziałam ucałowała mnie i powiedziała "Bardzo, bardzo byłabym zadowolona żebyś Janeczko zdała. A nawet jestem pewna, że zdasz". Ada też bardzo by chciała żebym zdała. Chodzę teraz od 1-ej do 3 -ej. Dzisiaj Mamusia mię odprowadziła aż do mostu. Po drodze dużo mi opowiadała o pensji. - W domu mam moc roboty, lekcji też dużo bo przez wakacje mam przejść to co uczennice przez rok. Ach żebym zdała do 4-tej!

Janina Słomkówna,

12 lipca poniedziałek 1915 roku. W sobotę 10 lipca po południu...

12 lipca poniedziałek 1915 roku.
W sobotę 10 lipca po południu wybierałyśmy się z mamą iść do pani Ziółkowskiej po dzienniczek i zapytać się jak będzie z pensją, ponieważ chciałabym przygotować się do 4-tej klasy. Więc zdjąwszy bluzkę miałam się umyć. Wtem jakaś pani przeszła koło okna i weszła do sieni. "Panna Monja" - pomyślałam "ach nie!, pani Okuszko". Mama tez była w kuchni i bez bluzki. Pani Okuszko weszła do pokoju nikogo nie ma, wraca do sieni i mówi przez drzwi "Nie wstydź się Janeczko, mam interes do Ciebie ale nie mam czasu". Wstydziłam się,  ale wyszłam. Pocałowała mnie i powiedziała "Przyjdź jutro przed południem umówimy się na korepetycje".

Mama przez uchylone drzwi przeprosiła Ją, że nie może wyjść i p. Okuszkowa pojechała z mężem i Grażynką do miasta. W niedzielę 11 lipca poszłam na Raków. Przyszedłszy spotkałam się z panem Okuszko na schodach, "Pani Władysławy siostra?" - zapytał "Tak" odpowiedziałam. "Proszę do pokoju". Weszłam pani doktorowa ubierała się w Ady pokoju. Za chwilę wyszła w rannem ubraniu z wiewióreczką w ręku. Przywitałam się i zjadłam śniadanie z nimi. Ada była w ogrodzie z dziećmi. Zaprowadziła mnie potem do salonu i tam przeglądałam "Album dzieł sztuki polskiej" i karty, wiewióreczkę w klatce postawiła też w salonie. Dopiero o 12-tej Ada też przyszła, synek państwa doktorów już chodzi, ma dopiero rok i trzy miesiące. Obiad był o 2-ej krupne kotlety z marchewką i czereśnie na deser. Pojechaliśmy zaraz potem do pp. Skokołowskich umówić się o te korepetycje. Pani Sokołowska sympatyczna będzie mi dawać z francuskiego a jeden z dwu synów; arytmetyki, geografii, niemieckiego, polskiego i religii. Książki to będę miała pozbierane, niemiecką, francuską i zadaczki po siostrze Maniusi mojego korepetytora, geografię z czytelni, a składnie to pożyczę. Zbawiłyśmy niedługo przyszłam do domu była 3 po południu.

Przygotowuję się do Chrzanowskiej. Arytmetyka i polski tam stoi wysoko. Ja co prawda wolałabym chodzić do Słowikowskiej. Jakieś dwie dziewczynki w wieku lat od 14 do 13 przyszły wczoraj do mnie, ze chcą zapoznać ze mną. Zdziwiłam się skąd mnie znają i wyszłam przed bramę przedstawiły się jako Iczerbak i Kamińska, Chodzą na pensję do Chrzanowskiej do 3-ciej klasy. Jakaś Kaczyńska o której pierwszy raz słyszę, opowiadała im o mnie. Rozmawiałyśmy dość długo i potem poszły. - Dzisiaj byłam o 10-tej na lekcji, korepetytor piegowaty, nieładny ale mądry i poważny chłopiec. Mieliśmy lekcje arytmetyki ułamki i z niemieckiego dyktando. Hela Jędrzejewska wielkiej nabrała ochoty i też chce brać korepetycje oraz zdawać na przyszły rok do 5-tej. Pochwaliłam te zamiary ponieważ zawsze jej mówię (chociaż starsza ode mnie, ma 16 lat), że źle na świecie brzydkiej i głupiej kobiecie. Kiedyś powiedziałam Heli, że Zygmunt powiedział na nią "głupia" i że to jest prawda. Było jej przykro, ale nie obraziła się tylko powiedziała "Będę przychodzić do ciebie na lekcje mądrości". "Nie jestem na tyle mądra abym mogła udzielać lekcji mądrości, lecz staram się nie być głupią" - odrzekłam. Teraz nie wszyscy mamy rozmowy w tym przedmiocie, ale Hela uważa więcej na siebie i stała się poważniejszą. Muszę zapalić ogień i zagotować herbatę.

Janina Słomkówna,

Środa 30 czerwca 1915 r. Dwudziestego czwartego czerwca były moje imieniny.

Środa 30 czerwca 1915 r.
Dwudziestego czwartego czerwca były moje imieniny; dostałam od Ady dwie pary pończoch, od mamy 50 kop. i dwie róże, od Mańka wiśni i od Tadzia porzeczek. W niedzielę 27/VI wypadły Ady imieniny. Posłaliśmy bukiet z róż, wiśni i porzeczek. Pani Okuszko uwolniła ją na całe popołudnie i pozwoliła nocować, oraz dała na teatr 2 ruble.

O trzeciej po obiedzie poszłyśmy do ogrodu, tam mieliśmy czekać na Olesia i iść z nim na "Królową miljardów". Przed pójściem do teatru wstąpiliśmy na lody do Błaszczyńskiego. Lody były pyszne. W ogrodzie przy "Apollo" oczekiwaliśmy na zaczęcie się przedstawienia. "Królowa miljardów" operetko-gala nie była bardzo treściwa, ale zachwycały śpiewy tańce i te śliczne ruchy. Rolę główną  "Królowej miljardów" Alicji Conder grała p. Celińska. Wyróżniała się zgrabnością, grą, głosem śliczna panna Leonowiczka i Pan Machelski. Zabawną była "miss Tompson" p. Betcherowa. Skończyło się o 11 tej. Myśleliśmy, że nas przepuszczą więc poszliśmy Stradomską. Przyszedłszy do ostatniego mostu zawołał żołnierz "Halt" "Curuck" i wróciliśmy nazad. Przed domem na Stradomskiej stało kilka osób którzy nas widzieli idących do rzeźni, "Gdzież to państwo spacerują po nocy?" - pytali śmiejąc się. Musieliśmy iść dalej i nocować w ogrodzie. Była dwunasta. Noc przeszła prędko o 3 trzeciej powstawaliśmy i wyruszyli do domu. Na moście kazali czekać do 5 tej, (a było pół do 5 tej) więc Oleś zdjął obuwie i przeniósł mnie i Adę przez wodę. Byliśmy niezmiernie zgłodniali i zmęczeni, bośmy nie jedli kolacji. Oleś i Ada położyli się spać, a ja nie czytałam "Pół dyable Weneckie" Kraszewskiego. Czytałam w tym tygodniu "Wdowa czy mężatka", Kalendarz "Wy mężczyźni" Simona - i "Listy do Frani mężatki" M. Prevosta.

Wojna jest w takim stanie jak przed kilku miesiącami żadnego rezultatu ani na tę, ani na tą stronę. Kiedy to się skończy? O Boże mój! zlituj się nad nami. Przez dwa miesiące trwała straszna susza, na koniec wczoraj spadł deszcz i trochę odświeżył ziemię. Jest chłodniej, ale weselej i powietrze czyste nie zakurzone. Żeby choć urodzaj dopisał i głodu nie było, bo chorób nie unikniemy.

Janina Słomkówna,

Podkategorie