Aktualizacja strony

Po kilku miesiącach pracy udostępniam Państwu nową wersję strony. Aktualizacja obejmuje głównie silnik systemu, w warstwie prezentacji starałem się nie wprowadzać zbyt dużych zmian.

Zmiana ta jest koniecznością, ze względu na brak wsparcia dla poprzedniej wersji systemu i możliwość wystąpienia problemów z bezpieczeństwem.

Mam nadzieję, że zmiana umiejscowienia menu i lekka modyfikacja szaty nie będzie wymagała od Państwa długiego czasu na zmianę przyzwyczajeń. Strona jest również responsywna czyli można ją obsługiwać na urządzeniach mobilnych: smartfonach i tabletach.

Z całą pewnością mimo wielu tygodni testów nie udało mi się uniknąć błędów, proszę o wyrozumiałość i zgłaszanie ich na Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..

Zaloguj się aby skomentować
Wątek w Kunena nie został jeszcze utworzony. Dodak swój komentarz.

Piątek 16 lipca 1915 r. Od poniedziałku już chodzę na lekcję.

Piątek 16 lipca 1915 r.
Od poniedziałku już chodzę na lekcję. Lekcji udziela mi troje, pan Sokołowski niemieckiego, pani Sokołowska francuskiego, a ich syn Mietek udziela mi arytmetyki i innych przedmiotów. Poznałam się z Maniusią Sokołowską Bardzo miła dziewczynka, ale bardzo wątła i słaby wzrok. Pożyczyła mi dwie książki, "Z życia Naci" i "Rok czytania". U Ady byłam dwa razy we wtorek i we środę. Pani Sokołowska mówi, że mam zdolności wielkie, i że uczę się dlatego, że lubię czytać. Pani Okuszko jak jej to powiedziałam ucałowała mnie i powiedziała "Bardzo, bardzo byłabym zadowolona żebyś Janeczko zdała. A nawet jestem pewna, że zdasz". Ada też bardzo by chciała żebym zdała. Chodzę teraz od 1-ej do 3 -ej. Dzisiaj Mamusia mię odprowadziła aż do mostu. Po drodze dużo mi opowiadała o pensji. - W domu mam moc roboty, lekcji też dużo bo przez wakacje mam przejść to co uczennice przez rok. Ach żebym zdała do 4-tej!

Janina Słomkówna,

Zaloguj się aby skomentować

12 lipca poniedziałek 1915 roku. W sobotę 10 lipca po południu...

12 lipca poniedziałek 1915 roku.
W sobotę 10 lipca po południu wybierałyśmy się z mamą iść do pani Ziółkowskiej po dzienniczek i zapytać się jak będzie z pensją, ponieważ chciałabym przygotować się do 4-tej klasy. Więc zdjąwszy bluzkę miałam się umyć. Wtem jakaś pani przeszła koło okna i weszła do sieni. "Panna Monja" - pomyślałam "ach nie!, pani Okuszko". Mama tez była w kuchni i bez bluzki. Pani Okuszko weszła do pokoju nikogo nie ma, wraca do sieni i mówi przez drzwi "Nie wstydź się Janeczko, mam interes do Ciebie ale nie mam czasu". Wstydziłam się,  ale wyszłam. Pocałowała mnie i powiedziała "Przyjdź jutro przed południem umówimy się na korepetycje".

Mama przez uchylone drzwi przeprosiła Ją, że nie może wyjść i p. Okuszkowa pojechała z mężem i Grażynką do miasta. W niedzielę 11 lipca poszłam na Raków. Przyszedłszy spotkałam się z panem Okuszko na schodach, "Pani Władysławy siostra?" - zapytał "Tak" odpowiedziałam. "Proszę do pokoju". Weszłam pani doktorowa ubierała się w Ady pokoju. Za chwilę wyszła w rannem ubraniu z wiewióreczką w ręku. Przywitałam się i zjadłam śniadanie z nimi. Ada była w ogrodzie z dziećmi. Zaprowadziła mnie potem do salonu i tam przeglądałam "Album dzieł sztuki polskiej" i karty, wiewióreczkę w klatce postawiła też w salonie. Dopiero o 12-tej Ada też przyszła, synek państwa doktorów już chodzi, ma dopiero rok i trzy miesiące. Obiad był o 2-ej krupne kotlety z marchewką i czereśnie na deser. Pojechaliśmy zaraz potem do pp. Skokołowskich umówić się o te korepetycje. Pani Sokołowska sympatyczna będzie mi dawać z francuskiego a jeden z dwu synów; arytmetyki, geografii, niemieckiego, polskiego i religii. Książki to będę miała pozbierane, niemiecką, francuską i zadaczki po siostrze Maniusi mojego korepetytora, geografię z czytelni, a składnie to pożyczę. Zbawiłyśmy niedługo przyszłam do domu była 3 po południu.

Przygotowuję się do Chrzanowskiej. Arytmetyka i polski tam stoi wysoko. Ja co prawda wolałabym chodzić do Słowikowskiej. Jakieś dwie dziewczynki w wieku lat od 14 do 13 przyszły wczoraj do mnie, ze chcą zapoznać ze mną. Zdziwiłam się skąd mnie znają i wyszłam przed bramę przedstawiły się jako Iczerbak i Kamińska, Chodzą na pensję do Chrzanowskiej do 3-ciej klasy. Jakaś Kaczyńska o której pierwszy raz słyszę, opowiadała im o mnie. Rozmawiałyśmy dość długo i potem poszły. - Dzisiaj byłam o 10-tej na lekcji, korepetytor piegowaty, nieładny ale mądry i poważny chłopiec. Mieliśmy lekcje arytmetyki ułamki i z niemieckiego dyktando. Hela Jędrzejewska wielkiej nabrała ochoty i też chce brać korepetycje oraz zdawać na przyszły rok do 5-tej. Pochwaliłam te zamiary ponieważ zawsze jej mówię (chociaż starsza ode mnie, ma 16 lat), że źle na świecie brzydkiej i głupiej kobiecie. Kiedyś powiedziałam Heli, że Zygmunt powiedział na nią "głupia" i że to jest prawda. Było jej przykro, ale nie obraziła się tylko powiedziała "Będę przychodzić do ciebie na lekcje mądrości". "Nie jestem na tyle mądra abym mogła udzielać lekcji mądrości, lecz staram się nie być głupią" - odrzekłam. Teraz nie wszyscy mamy rozmowy w tym przedmiocie, ale Hela uważa więcej na siebie i stała się poważniejszą. Muszę zapalić ogień i zagotować herbatę.

Janina Słomkówna,

Zaloguj się aby skomentować
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 2 ).
Opublikowano: 6 miesiąc 4 tygodni temu przez Andrzej Kuśnierczyk #16763
Andrzej Kuśnierczyk Avatar
To kolejna rodzina, po Bielobradkach, której potomkowie zamieszkali w USA wyrazili ostatnią wolę, by po śmierci spocząć na cmentarzu w Kamienicy Polskiej.
Opublikowano: 6 miesiąc 4 tygodni temu przez Jacek Tomczyk #16733
Jacek Tomczyk Avatar
27 grudnia 2014 r. pożegnaliśmy Bronisława Henryka Najnigiera, który zgodnie ze swoją wolą został pochowany na cmentarzu parafialnym w rodzinnej Kamienicy Polskiej (powiat częstochowski), obok żony Tatjany Najnigier ( z domu Księżnej Kropotkin). Bronisław Najnigier zmarł w USA 2 listopada 2014 r. Rodzina (a w jej imieniu JT)

Środa 30 czerwca 1915 r. Dwudziestego czwartego czerwca były moje imieniny.

Środa 30 czerwca 1915 r.
Dwudziestego czwartego czerwca były moje imieniny; dostałam od Ady dwie pary pończoch, od mamy 50 kop. i dwie róże, od Mańka wiśni i od Tadzia porzeczek. W niedzielę 27/VI wypadły Ady imieniny. Posłaliśmy bukiet z róż, wiśni i porzeczek. Pani Okuszko uwolniła ją na całe popołudnie i pozwoliła nocować, oraz dała na teatr 2 ruble.

O trzeciej po obiedzie poszłyśmy do ogrodu, tam mieliśmy czekać na Olesia i iść z nim na "Królową miljardów". Przed pójściem do teatru wstąpiliśmy na lody do Błaszczyńskiego. Lody były pyszne. W ogrodzie przy "Apollo" oczekiwaliśmy na zaczęcie się przedstawienia. "Królowa miljardów" operetko-gala nie była bardzo treściwa, ale zachwycały śpiewy tańce i te śliczne ruchy. Rolę główną  "Królowej miljardów" Alicji Conder grała p. Celińska. Wyróżniała się zgrabnością, grą, głosem śliczna panna Leonowiczka i Pan Machelski. Zabawną była "miss Tompson" p. Betcherowa. Skończyło się o 11 tej. Myśleliśmy, że nas przepuszczą więc poszliśmy Stradomską. Przyszedłszy do ostatniego mostu zawołał żołnierz "Halt" "Curuck" i wróciliśmy nazad. Przed domem na Stradomskiej stało kilka osób którzy nas widzieli idących do rzeźni, "Gdzież to państwo spacerują po nocy?" - pytali śmiejąc się. Musieliśmy iść dalej i nocować w ogrodzie. Była dwunasta. Noc przeszła prędko o 3 trzeciej powstawaliśmy i wyruszyli do domu. Na moście kazali czekać do 5 tej, (a było pół do 5 tej) więc Oleś zdjął obuwie i przeniósł mnie i Adę przez wodę. Byliśmy niezmiernie zgłodniali i zmęczeni, bośmy nie jedli kolacji. Oleś i Ada położyli się spać, a ja nie czytałam "Pół dyable Weneckie" Kraszewskiego. Czytałam w tym tygodniu "Wdowa czy mężatka", Kalendarz "Wy mężczyźni" Simona - i "Listy do Frani mężatki" M. Prevosta.

Wojna jest w takim stanie jak przed kilku miesiącami żadnego rezultatu ani na tę, ani na tą stronę. Kiedy to się skończy? O Boże mój! zlituj się nad nami. Przez dwa miesiące trwała straszna susza, na koniec wczoraj spadł deszcz i trochę odświeżył ziemię. Jest chłodniej, ale weselej i powietrze czyste nie zakurzone. Żeby choć urodzaj dopisał i głodu nie było, bo chorób nie unikniemy.

Janina Słomkówna,

Zaloguj się aby skomentować

Środa 9 czerwca 2015 roku. Dość długo nie pisałam, bo aż dwa tygodnie

9 czerwca środa.
Dość długo nie pisałam, bo aż dwa tygodnie, a to z braku czasu. Cały dzień mam dużo zajęcia, wcale mi się nie przykrzy. Wstaję o 7 ej rano, a czasami o 6 tej, w łóżku poczytam poranne modlitwy z maleńkiej książeczki i mówię pacierz. Potem ubieram się w bieliznę i sprzątam pokój i sień, myję się ubieram i piję śniadanie o 8, a czasami o 9 tej. mama po śniadaniu idzie do swego ogrodu, a ja poczytawszy trochę sprzątam po śniadaniu i krzątam się około obiadu. Zwykle obiad jadamy o 1 ej niekiedy wcześniej. Po obiedzie do 2 ej odpoczywamy ja czytam książkę, ojciec śpi.

Ledwie zdążę uprzątnąć przychodzą moje trzy uczennice  Marysia Kolędkiewiczówna, Hela Pabich i żydóweczka Salka Łaszez. Mają lat od 8 do 7 miu. Marysia i Hela uczą się godzinę, ale ze dwie się bawią. Salka zaś tylko uczy się 2 godziny i idzie do domu. Po lekcjach uczę się trochę sama i tak przechodzi mi do 6 tej. Jeżeli mam książkę to czytam, a jeżeli nie to wyszywam poduszkę do igieł na kanwie. Tak mi zwykle przechodzi do 8 mej. Do dziewiątej siedzę na dworze lub za oknem robiąc przy kwiatkach. Po dziewiątej przychodzi mama i jemy kolację i dopiero o 10 tej idziemy spać.  Ciągle pogoda, deszcz dość dawno nie padał, kurz niemożliwy do zniesienia i trawniki wypalone przez słońce. Już po Bożym Ciele, jutro czwartek koniec oktawy.

Wojna trwa, Niemcy odebrali Ruskim Przemyśl. Książek do czytania pożyczam dalej od Zosi Cz. od Zosi Dobrowolskiej, Heli Jedrz. i często przynosi mi hela Pabich od swoich koleżanek. czytałam w tym tygodniu "Ogniem i Mieczem" tom 2 Sienkiewicza, "Z ogniw życia" Adolfa Dygasińskiego, "Bracia mleczni" J.g.K i "Sachalin" Doroszewicz.

Kończę 8 wieczorem

Janina Słomkówna,

Zaloguj się aby skomentować
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 3 ).
Opublikowano: 8 miesiąc 1 tydzień temu przez Anna Fukushima #16082
Anna Fukushima Avatar
Pani Marzeno,

Z niecierpliwoscia oczekuje na czesc trzecia tej wspanialej opowiesci.

Tymczasem, zamieszczam artykul o tzw. "szkole czestochowskiej" ktorej przedstawicielami byli Fertnerowie:

Nazwisko Fertner kojarzy się zazwyczaj ze słynnym aktorem. Jedynie niektórzy historycy sztuki, specjalizujący się w twórczości artystów cechowych (zwłaszcza częstochowskich) wiedzą, że ród Fertnerów - to przede wszystkim artyści-plastycy, najbardziej chyba reprezentatywni przedstawiciele "szkoły częstochowskiej". Tradycja artystyczna w tej rodzinie musiała być bardzo silna, skoro talent i zamiłowanie przekazywano z pokolenia na pokolenie. Przetrwała ona cały wiek XIX i w nieco zmienionej formie dotrwała do naszych czasów. Dzieła artystów z rodziny Fertnerów znajdują się w wielu zabytkowych kościołach częstochowskich, muzeach (Muzeum Narodowe w Warszawie i Częstochowie), w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej i Archiwum Państwowego w Krakowie, a także w licznych zbiorach prywatnych.

Rodzina Fertnerów pochodzi z terenów cesarstwa austro-węgierskiego. Najstarsze znane nam żródła wskazują Rothwasser jako miejsce osiedlenia przodków rodu. Żył tam niejaki Józef Fertner (fonetyka polska), urodzony w 1776 r. Jego syn, Franciszek Fertner, ożeniony z Maryanną Effenberg, także zamieszkiwał jeszcze w Rothwasser. Z małżeństwa tego narodził się w 1816 r. syn Piotr i od tego momentu rozpoczyna się interesująca nas historia. Otóż tenże Piotr Fertner z nieznanych nam przyczyn opuścił strony rodzinne i około 1840 r. przybył do Częstochowy. On właśnie został założycielem częstochowskiego rodu rzeźbiarzy, a wkrótce jednym z najbardziej znanych rzeźbiarzy cechowych w Częstochowie i okolicach. Już wtedy (w wieku 20 lat!) mógł poszczycić się otrzymanym w 1836 r. od gminy Oberlitz w Austrii stopniem mistrza. Miał więc prawo otwarcia własnej pracowni i zatrudniania uczniów (terminatorów i czeladników).

Rycina Adriana Głębockiego z 1872 r. przedstawia pracownię Piotra Fertnera wraz z jego podobizną, ukazując wiernie jej klimat i charakter. Piotr zatrudniał kilku uczniów, a także kształcił własne dzieci - między innymi syna Jana, swego następcę.

Piotr Fertner ożenił się z częstochowską panną Pauliną Fijałkowską i tym samym stał się prawdziwym obywatelem Częstochowy. Wrósł w to niezwykłe miasto, wrósł w Polskę, choć nie było jej wówczas na mapie politycznej Europy. Stał się Polakiem z wyboru i tę polskość przekazał swoim dzieciom, wnukom, prawnukom. Tragicznym na to dowodem jest słynna bohaterska śmierć Ludomira Białeckiego (syna Fertnerówny z domu), spalonego w czołgu pod Monte Cassino. Równieź inny potomek Fertnerów - syn Pauliny Fertnerówny-Szwabskiej, Mieczysław, lekarz i oficer - zaginął w czasie ostatniej wojny światowej na terenach okupowanych przez Armię Czerwoną.

Piotr Fertner wykonywał wiele prac - płaskorzeźby, wypukłorzeźby, ołtarze, feretrony, krucyfiksy - dla częstochowskich kościołów, a przypuszczalnie także dla klasztoru jasnogórskiego. Według tradycji rodzinnej współpracował głównie z kościołem Św. Rocha. Trudno dziś z całą pewnością zidentyfikować dzieła tego artysty, bowiem archiwa kościelne są niekompletne i trudno dostępne. W dodatku rzeźbiarze częstochowscy niezwykle rzadko sygnowali swoje prace. Wiadomo jednak, że Piotr Fertner wykonywał przede wszystkim duże rzeźby sakralne, wyspecjalizował się w' przedstawieniach Chrystusa Ukrzyżowanego i Madonny. W zbiorach prywatnych zachował się piękny, dużych rozmiarów, bogato polichromowany i złocony obraz-wypukłorzeźba "Ecce Homo". Podziwiamy szczególną siłę psychologiczną w przedstawieniu pełnej cierpienia, nie idealizowanej twarzy i niezwykłą wprost ekspresję pięknych, jakby żywych dłoni Chrystusa. Podobny obraz - lekko stylizowana podobizna Czarnej Madonny (technika olejna połączona z płaskorzeźbą) zaginął niedawno w zagadkowych okolicznościach. Twórczość Piotra Fertnera, a także innych artystów z tej rodziny, omawia szczegółowo Słownik artystów polskich i obcych w Polsce działających (PAN).

Syn Piotra, Jan Fertner (urodzony w 1848 r.) także rzeźbił w drewnie. Nie osiągnął już jednak znaczącej pozycji swego ojca. Może dlatego, że był jego wiernym naśladowcą, kontynuatorem tej samej maniery artystycznej. Często prace Jana mylone są z dziełami Piotra i tylko wprawne oko dojrzy różnice jakościowe dzielące warsztat syna od twórczości ojca. Syn Jana, Andrzej Fertner, także był rzeźbiarzem. Znacznie więcej wiadomości historia przekazała nam o sztycharzach, Karolu i Romanie. Karol Fertner, brat Piotra (urodzony w 1804 r.), oprócz własnej pracowni posiadał też sklep artystyczny pod Jasną Górą. Wiadomo, że płacił zań podatki w latach 1836-1838. Z podanych dat wynika, że Karol wcześniej niż Piotr wyemigrował z rodzinnych stron i osiadł w Częstochowie (przekazy i dokumenty rodzinne nic na ten temat nie wspominają). Widocznie pod jego wpływem lub też za jego przykładem przybył tam również młodszy brat. Jako ciekawostkę można tu dodać fakt, że wnukiem Karola był właśnie Antoni Fertner - wybitny polski aktor.

Z kolei Roman Fertner, syn Karola (urodzony w 1829 r.), kształcił się w pracowni ojca, a następnie kierował szkołą rysunkową przy cechu. Posługiwał się on różnymi technikami graficznymi, przede wszystkim stalorytem i litografią. Ryciny te reprezentują dobry, solidny, choć nieco nierówny poziom. Wynikało to z tego, że Fertnerowie-sztycharze pracowali zarówno na zamówienia tak zwanych lepszych klientów, jak i "dla ludu", dla zwyczajnych pielgrzymów podążających na Jasną Górę. Naturalnie, różnica w jakości jest łatwo dostrzegalna. Ponadto obaj sztycharze - ojciec i syn sygnowali swe prace tylko dla wyżej wymienionej "lepszej" klienteli. Sygnatury te nie są również jednakowe. Sztychy swe sygnowali różnie: "Karol Fertner", "Roman Fertner w Częstochowie", "u Karola Fertnera w Częstochowie" itp. Wynika stąd, że część tych prac rytowana była przez uczniów lub tylko częściowo przez mistrza, na co wskazuje sygnatura "u Karola...", co sugerowałoby, że rycina powstała wprawdzie w pracowni Karola, ale niekoniecznie została przez niego samego wykonana. Miedzioryty Karola zachowane są w Gabinecie Rycin Biblioteki Jagiellońskiej, Archiwum Państwowym w Krakowie (w tekach Grabowskiego) i w warszawskim Muzeum Narodowym. Prace Romana Fertnera znajdują się w wielu domach prywatnych. Ryciny obu tych sztycharzy zainspirowały twórczość ludową okolic Częstochowy.

Charakterystycznym zwyczajem artystów częstochowskich ubiegłego stulecia było zawieranie związków małżeńskich przede wszystkim w obrębie własnego środowiska (faktycznie raczej hermetycznego). I tak młodzież z rodu Fertnerów łączyła się kilkakrotnie z przedstawicielami znanej częstochowskiej rodziny malarzy cechowych - Szwabskich. W ten sposób doszło do połączenia dwóch znakomitych artystycznych rodzin w swoisty wszechstronnie uzdolniony klan. Malarze, Feliks i Julian Szwabscy (bracia) byli wówczas uznanymi twórcami częstochowskimi i obaj zostali mistrzami cechu w 1849 r. Dwóch synów Juliana ożeniło się z Fertnerównami. Jeden z wnuków, wspomniany już Mieczysław Szwabski, został - według informacji rodzinnych - zamordowany w Katyniu przez NKWD w 1940 r.

Jednakże historia rodziny na tym się nie kończy. Prawnuczką Piotra Fertnera i wnuczką Jana była zmarła niedawno wybitna artystka-malarka Janina Plucińska-Zembrzuska (1922-1987). Po raz pierwszy eksponowała swe prace w 1947 r., ma w swoim dorobku przeszło 100 wystaw indywidualnych i znacznie więcej zbiorowych oraz wiele nagród i medali za pracę twórczą. Uprawiała różnorodne rodzaje plastyki: olej, akwarelę, temperę, rysunek, collage, tusz, grafikę i rzeźbę. Prace artystki znajdują się w muzeum częstochowskim oraz w zbiorach prywatnych. Odejście malarki w pełni sił twórczych jest ogromną stratą, ale jej niezwykłe obrazy żyją i przechowują pamięć o wszystkich pokoleniach jej artystycznych przodków. Jerzy Ziemowit Mikołajtis napisał o sztuce Janiny Plucińskiej: "Stoimy przed sztuką osobliwą i spontaniczną. Twórczość Janiny Plucińskiej-Zembrzuskiej nie da się wtłoczyć w ramy określonej konwencji..." Głównym tematem prac artystki jest człowiek i jego stany uczuciowe (cykle: "Żałobnice", "Golgota", "Stan wojenny" itp.).

Sztuka Janiny Plucińskiej należy już do naszej epoki, ale jest jednocześnie kontynuacją starej "szkoły częstochowskiej". Ponadto niektóre z jej serii, na przykład "Stan wojenny" - to też już na szczęście historia, zabytki tragicznej przeszłości. Tak jak tragiczne było życie artystki, któremu usiłowała stawić czoła.

Być może ten skromny szkic przyczyni się do upamiętnienia dorobku artystycznego rodu Fertnerów i "szkoły częstochowskiej" w ogóle, a także spowoduje zainteresowanie badaczy tym mało dotąd eksploatowanym w historii sztuki zagadnieniem.

Zrodlo : Ród Fertnerów i "szkoła częstochowska",
Spotkania z Zabytkami, nr 7/1992, str. 37
www.annaklejzerowicz.pl/publicystyka_rodfertnerow.html
______________
AF
Opublikowano: 8 miesiąc 3 tygodni temu przez Marzena Kołodziejczyk #15966
Marzena Kołodziejczyk Avatar
O tak, język listu powinien nawiązywać do stulecia i pasować do warstwy społecznej. To jest wyzwanie dla mnie. Muszę znaleźć poradnik, może gazety wystarczyłyby, oryginalne teksty z XIX wieku.Dziękuję za uwagi, w ostatniej chwili zamieniłam lekarza na cyrulika.
Pozdrawiam
Marzena
Opublikowano: 8 miesiąc 3 tygodni temu przez Andrzej Kuśnierczyk #15960
Andrzej Kuśnierczyk Avatar
Pani Marzeno!
Gdyby dodać listowi nieco językowej patyny ("jestem wdzięczen, żem dojechał do Jasnej Góry"), nikt nie zorientowałby się, że jest falsyfikatem!

Z oczekiwaniem na dalszy ciąg opowieści.

Ziemiaństwo z okolic Częstochowy 1793-1945

W środę 10 czerwca było ostatnie przed wakacjami spotkanie.

Zaprosiliśmy pana Krzysztofa Łągiewkę doktoranta profesora Dariusza Złotkowskiego z Akademii Jana Długosza.

Pan Krzysztof notabene bardzo aktywny na naszym Forum od dawna prowadzi badania nad ziemiaństwem z okolic Częstochowy.

Czytaj więcej: Ziemiaństwo z okolic Częstochowy 1793-1945
Zaloguj się aby skomentować

Niemieckie nazwiska

Od naszego kolegi Ireneusza Chmiela otrzymaliśmy trzy Leksykony poświęcone  niemieckich nazwiskom. Jest tam też wiele nazwisk polskich.

Książki dostępne są w Ośrodku Dokumentacji Dziejów Częstochowy (Willa Generalska) przy ul. Focha.

Zaloguj się aby skomentować

Środa 27 maja. Podczas Zielonych Świątek była pogoda.

Środa 27 maja.
Podczas Zielonych Świątek była pogoda. W pierwsze Święto poszłam z Adą i Olesiem do miasta. Włożyłam fioletową sukienkę (Ada przyniosła mi 4 bluzki; żółtą z aksamitkami, niebieską w białe paseczki, czarną i białą w seledynowe czy jakieś paseczki, oraz maleńką książeczkę). Rozmawialiśmy wszyscy troje czasem poważnie, czasem wesoło. W Teatralnej napiliśmy się limoniady. Ada poszła do p. Michalskiej, a my do parku. W powystawowym baraku była zabawa, wejście 15 kop. Potem wróciliśmy i czekaliśmy na Adę w Alejach. Widziałam kilka naszych uczennic, między innemi Jacię Zysserównę. "Uczysz się?" zapytała mię "tak..., trochę,.., w domu. A ty?". - "Ja mam nauczycielkę przygotowuję się do czwartej" odparła "Bo, bo". Zaczęłam się jej przyglądać zauważyłam, że ma dużo piegów, szeroki nosek i śmiejące się oczy. Dawniej na pensji nie zwracałam uwagi na rysy moich koleżanek. Teraz przez ten rok zmarnowany dla nauki zrobiłam się poważniejszą i uważniejszą. Przyglądam się każdemu kogo znam i nie znam, obserwuję swój charakter i mojego otoczenia. - Wracając spotkałam Zyssman, Parczyńską i pannę Basię Kittelównę. W kościele wcale nie byłam w obydwa Święta. Miałam do czytania od Zosi D. "Karol Szalony" AL. Dumasa (ojca) dwa tomy. W sobotę 22 maja ojciec poszedł do Ciężkowiczek, powrócił dziś. Przyniósł kaszy 6 funtów, 10 funtów słoniny i trochę pszennej mąki.

100 lat temu w Częstochowie,

Zaloguj się aby skomentować

Międzynarodowy Dzień Archiwów w Archiwum Państwowym w Częstochowie

9 czerwca 2015 roku Świętuj Międzynarodowy Dzień Archiwów w Archiwum Państwowym w Częstochowie!

We wtorek 9 czerwca 2015 roku w godzinach 10.00 – 18.00 zapraszamy do naszej siedziby przy ul. Rejtana 13.

W programie:

  • zwiedzanie wystawy „Historia rzemiosła regionu częstochowskiego w aktach i dokumentach”
  • rozstrzygnięcie konkursu plastycznego „Tradycje rzemieślnicze w mojej rodzinie”
  • pokaz najcenniejszych zbiorów połączony z prelekcją „Archiwum Państwowe w Częstochowie – historia, zadania oraz zasób”
  • Archiwum od środka, czyli niebywała okazja zwiedzania magazynów archiwalnych
  • punkt konsultacyjny „Archiwa Rodzinne”
  • gry archiwalne dla najmłodszych i nie tylko – gra MEMORY oraz PUZZLE archiwalne
  • szczegółowy program na stronie internetowej http://www.apczestochowa.pl/ oraz tutaj.
Zaloguj się aby skomentować

Podkategorie