24 kwietnia piątek. Rano wczas przed 7-mą wybuchł gdzieś pożar
24 kwietnia piątek. Rano wczas przed 7-mą wybuchł gdzieś pożar, wszyscy u nas się pozrywali. Józek prędko jak nigdy się ubrał i poszedł, a raczej poleciał zobaczyć gdzie pożar. Jak się okazało pożar wybuchł w domu Krawczyk. Rozniosła się pogłoska, że w wigilię tego pożaru Kr. wymówił lokatorom mieszkania mówiąc, że będzie dom rozwalał. Staruszek jeden nie miał się gdzie wynieść i dzisiaj poparzył się. Ada poszła później do zakładu, Oleś i Józek również. Przy śniadaniu nalałam sobie herbaty, a mama mi odebrała da siebie. Potem szyłam sobie dywanik z derki. Po obiedzie zmywałam i uprałam sobie i Adzie chustki z pierwszego brudu. Na wieczór widziałam się z Helą pożyczyła mi książkę „Adę” Kraszewskiego. Ada przyniosła fotografię, co się fotografowała z zakładu, wyszła dobrze, najgorzej wyszła J.W.
W tej chwili tata drzemie, a Oleś mówi za 5 10-ta. Ada szyje z rafii pantofel, dzieci śpią, mama tez. Ja siedzę naprzeciw Ady, a Oleś koło mnie 10-a wieczór. Cisza… słychać skrzypienie mego pióra, chrapanie dzieci i taty, oraz od czasu do czasu ciche szczekanie naszych psów.
Niedziela 19 kwietnia. Dziś wypadła rosyjska Wielka Niedziela 6 kwietnia. Świąt Rosjanie mają 3 dni. Pogoda śliczna jak i na nasze Święta. U nas już nic ze Świąt nie ma, m. dziś dała ostatek babki. Olesiowi troszkę się tylko zostało, które mama chowa w swojej komodzie. Byłam w kościele św. Rodziny z Józkiem, a później spotkaliśmy się z Mańkiem i poszliśmy we troje do ogrodu. W iglarni robili. Narwałam sobie fiołków dwa duże bukieciki z pomocą J. Byliśmy tam może z pół godziny, następnie poszliśmy do domu. Zosi cały dzień w domu nie było przyjechała do domu dorożką dopiero wieczorem. Widziałam się z Helą i Jankę widziałam spacerującą i patrzącą w okna kasjera. Zaczęłam ja obserwować i nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Hele była w mieście i przyszła dopiero na wieczór, dała mi „Proroctwa św. Saby”, mówiła mi, że Lotce lepiej i że dostała list od Florczak. Byłam u Zośki jadłam kolacje u nich „Pisemka” dziś nie miałam, bo na poczcie nie byli. Kupiła Bochnie i Tadkowi dwa baloniki, Tadek swój popsuł. Pożyczyła mi książkę „ Miłość wodza narodu” z Życia Kościuszki b. ładna. Trochę już przeczytałam. Zaczęłam Zosi opowiadać bajkę „o rybaku i geniuszu” i nie dokończyłam, ponieważ była 9 i musiała iść spać. Ja zaraz to samo zrobię, Oleś czyta Wędrowca z roku 1870. M. się położyła i stęka. Tata poszedł uspokajać psy, bo niemiłosiernie wyły.