Topic-icon Projekt Koziegłówki

5 lata 8 miesiąc temu - 5 lata 8 miesiąc temu #10659 przez IrekN (Ireneusz Niemczyk)
Widząc Pana świetne opracowanie Koziegłówek mam pytanie dotyczące z kolei mojej rodziny. Mój przodek Józef Niemczyk miał za swoją pierwszą żonę Mariannę Pocztowską.
W akcie ślubu z 1859 z Agatą Garbarczyk jest podana wiadomość, że Józef Niemczyk owdowiał 1857-10-18, czyli jest to domniemany termin zgonu Marianny Pocztowskiej. Ale nie mogę znaleźć aktu zgonu Marianny Niemczyk z domu Pocztowskiej w roku 1857. Czy źle szukałem? Czy jest możliwe, że jej zgonu nie zarejestrowano? Może zmarła na terenie innej parafii?

Marianna Pocztowska - córka Wojciecha Pocztowskiego i Marianny (z domu Muc).

Pomoc będzie mile widziana!
Pozdrawiam,
Ireneusz Niemczyk

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 8 miesiąc temu #10661 przez huras (Florian Huras)
Prawdopodobnym jest,że Marianna zmarła na terenie innej parafii. Wśród dokumentów parafii Koziegłowy (a to przecież parafia sąsiadująca z parafią Koziegłówki) dość często spotykałem nazwisko NIEMCZYK. Proszę to sprawdzić. W wykazie zgonów z 1857 roku figuruje Jan Niemczyk lat 2. Nr aktu 71. Pozdrawiam
The following user(s) said Thank You: IrekN (Ireneusz Niemczyk)

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 8 miesiąc temu - 5 lata 8 miesiąc temu #10663 przez IrekN (Ireneusz Niemczyk)
Dziękuję za wiadomość!
Niestety ów Jan Niemczyk jest od innej linii Niemczyków - Jana Niemczyka, sukiennika, który ponoć przybył do miasta Koziegłowy z Huczyna. Jan Niemczyk, zmarły w 1857, był synem Hieronima, a wnukiem Jana, sukiennika.

Usiłowałem szukać zgonu Marianny Niemczyk (z d. Pocztowska, c. Wojciecha i Katarzyny z d. Noszczyk - wcześniej pomyliłem matki, marianna Muc była matką męża Marianny z d. Pocztowskiej, Józefa) w sąsiedniej parafii. Skoro zmarła w wieku 38 lat to mogło to być z powodu jakiejś choroby. Gdzieś wyczytałem, że w Koziegłowach był jakiś szpital - innych lokalizacji szpitali z tego okresu nie znam. Ale nie znalazłem jej zgonu ani w Koziegłowach, ani w Częstochowie.

Przyszukałem nawet karty zgonu z 1857 z Koziegłówek, karta po karcie, i nic. Był zgon innej marianny Pocztowskiej, ale młodej dziewczyny - brałem pod uwagę "Pocztowska", gdyż czasami bywały pomyłki w nazwiskach.

Gdyby komuś się odało taki akt zgonu znaleźć będzę wdzięczny!

Pozdrawiam,
Ireneusz

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 8 miesiąc temu #10669 przez Jura (Damian Jureczko)
Powracając do samych Koziegłówkek i nazwisk ich mieszkańców poniżej zamieszczam link do urodzenia Gertrudy córki Andrzeja Wichry? Południa - jest to 1641 r. Jeśli mamy tu takie nazwiska to naprawdę nie będzie łatwo :)

familysearch.org/pal:/MM9.3.1/TH-1942-24...M979-SKL:n1848344920

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 8 miesiąc temu #10692 przez witmiz (Witold Mizerski)
Ile dzieci miewali nasi przodkowie w XVII-XVIII wieku? Jak często dzieci się rodziły? Czy takie informacje mogą się przydać w poszukiwaniach genealogicznych? Owszem, mogą, a często nie bierze się ich pod uwagę.

Jak to wygląda na przykładzie parafii Koziegłówki? Jak pisałem poprzednio, w arkuszu Excel można odpowiednio poukładać pary małżeńskie i ich dzieci, a potem wyciągąć wnioski. Przedstawię dane tych dla 415 par zaślubionych (zasadniczo w latach 1684-1729), którym udało się mi przypisać przynajmniej jedno dziecko urodzone do 1737 roku.

Pierwsze dziecko rodziło się wkrótce po ślubie. Ponieważ podczas indeksacji do pliku wpisywałem nie tylko rok, ale i miesiąc urodzenia dziecka (teraz żałuję, że nie dzień), można stwierdzić: w chwili ślubu około 20% panien z parafii Koziegłówki było w ciąży. Akurat tyle dzieci przyszło na świat w ciągu najwyżej 8 miesięcy od ślubu; nie myślałem, że aż tyle (najwięcej 3-5 miesięcy po ślubie). Pozostali także długo nie czekali na dziecko. Kolejne 25% panien młodych zachodziło w ciążę w ciągu trzech miesięcy po ślubie, następne 15% - do pół roku. W ciągu 9+3+3 = 15 miesięcy od daty ślubu 60% par miało już dziecko. Dalej: jeśli para miała w ogóle jakieś dzieci, to w ponad 90% pierwsze rodziło się w ciągu trzech lat po ślubie. Zatem pierwszy ważny wniosek: jeśli w ciągu trzech lat po ślubie para dziecka się nie doczekała, to miała znikome szanse doczekać się kiedykolwiek.

Przypomnijmy, że tylko 4-5% dzieci w parafii rodziły panny niezamężne, więc zapewne jeśli na horyzoncie pojawiało się dziecko, w zdecydowanej większości (ponad 80%) takich przypadków młodzi decydowali się na ślub, albo byli do tego przymuszani. Nic nowego pod słońcem.

Średnio parze małżeńskiej - jeśli w ogóle miała dzieci - udało mi się przypisać 3,7 dziecka. Gdyby uwzględnić fakt, że analizę urwałem na konkretnym roku (1737), to można oszacować, że około 10% dzieci zostało z tego powodu pominięte (urodziły się później). Zwiększając 3,7 o 10% uzyskalibyśmy około 4,1 dziecka na parę małżeńską. To dokładnie tyle, ile w parafii Koziegłówki należałoby się spodziewać - bo tyle razy średnia roczna liczba chrztów w parafii przekracza liczbę ślubów (pisałem o tym kiedyś). To wynik pocieszający - zdaje się świadczyć o tym, że ani szczególnie duża liczba dzieci nie została przeoczona, ani parom - mimo różnych śmiałych założeń (o czym w przyszłości) - nie zostały przypisane cudze, „nadmiarowe”, dzieci.

Po urodzeniu - wkrótce po ślubie - pierworodnego dziecka, odstępy między rodzeniem się następnych dzieci były zadziwiająco stałe. Średni odstęp od dziecka do dziecka wynosił 36 miesięcy, a mediana (miara bardziej odpowiednia w tym wypadku) - 32 miesiące. Można więc powiedzieć, że kolejne dzieci rodziły się rytmicznie co 2,5-3 lata. I tutaj bardzo ważne spostrzeżenie: tylko w najwyżej 10% przypadków odstęp między kolejnymi porodami przekraczał 5 lat. A może nawet mniej niż w 10% przypadków, bo część z tych „długich luk” to błędy w metrykach, niedoskonałość moich poszukiwań albo dzieci ochrzczone poza parafią.

Dlaczego istnienie stałego rytmu urodzeń powinno być dla nas ważne? Bo jeśli w jakiejś serii urodzeń dostrzegamy taki długi odstęp, to niewykluczone, że przeoczyliśmy urodzenie się jakiegoś dziecka. Mogło zostać zapisane np. pod innym nazwiskiem (przezwisk przecież było co niemiara), albo np. z przekręconym imieniem matki. To mógł być nasz przodek, którego daremnie poszukujemy. Gdy porządnie zrobimy i uporządkujemy indeksację, sprawa może wyjść na jaw. Bez takich indeksacji, za pomocą wyszukiwarek albo prostego wertowania metryk - szanse są nikłe.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 8 miesiąc temu #10756 przez witmiz (Witold Mizerski)
Czy metrykom sprzed 300 lat należy bezwzględnie wierzyć, czy też można zawarte w nich informacje jakoś korygować, tak aby bardziej pasowały do tego, czego się spodziewamy? To ważne pytanie. Chciałbym pokazać, że czasami taka korekta jest właściwie obowiązkowa. I że można w ten sposób bardzo wiele wyjaśnić.

Zacznijmy od wykazania, że piszący metryki, jak my wszyscy, byli omylni. Widać to zwłaszcza przy metrykach chrztów. Jak wiemy, chrzest nie odbywał się tak jak teraz: w obecności obojga rodziców, zawczasu wybranych chrzestnych, rodziny i znajomych, z pełną pompą. Odbywał się, gdy matka nie była jeszcze w stanie pojawić się w kościele, ojciec podążał tam sam, a chrzestnych niejednokrotnie brano niemal „z łapanki”. Więc zapewne dane rodziców i chrzestnych niejednokrotnie zapisywano gdzieś najpierw na brudno, albo po ceremonii z pamięci przenoszono do księgi metrykalnej.

Na 4400 metryk chrztów w 9 przypadkach brak imienia dziecka. Jest pominięte lub zostawiono puste miejsce, czasem piszący pamiętał tylko płeć dziecka. W 18 przypadkach nie podano nazwiska ojca, choć podano jego imię. W 8 przypadkach na odwrót - podano jego nazwisko, a nie podano imienia. W 12 przypadkach zapomniano zapisać imienia matki. W paru przypadkach piszący zdawali sobie sprawę z „wpadki”, bo zostawiali puste miejsca na imiona, których jednak nikt już nigdy nie wypełnił (raz nawet proboszcz dopisał kąśliwą uwagę pod adresem wikarego, o ile zrozumiałem łacinę). Pewnie chłop wrócił z ochrzczonym noworodkiem do domu, a ksiądz ani świadkowie nie mogli sobie szczegółów przypomnieć.

Czyli jest kilkadziesiąt przypadków, kiedy dane z powodu ewidentnej nieuwagi przepadły. Te kilkadziesiąt przypadków na ponad 4000 metryk chrztów to oczywiście tylko 1%. Ale skoro 1% wpisów zawiera tak grube i oczywiste wpadki, to ile procent wpisów zawiera mniej oczywiste błędy i przekręcenia? Możliwe, że kilka procent, co w przypadku 4000 metryk oznaczać może np. 200 metryk do skorygowania. Obowiązkowego skorygowania. Trzeba jakimś sposobem wykryć, które to metryki, a potem można je bezpiecznie skorygować. O tym w następnych odcinkach.
The following user(s) said Thank You: dina (Teresa Cybulska)

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 7 miesiąc temu #10827 przez witmiz (Witold Mizerski)
Poprzednio pisałem o tym, jak się przekonujemy, że część metryk zawiera oczywiste błędy. A jakie błędy są mniej oczywiste?

Podczas analizy akt z Koziegłówek odniosłem wrażenie, że najczęstsza kategoria błędu to błędne wpisanie imienia matki podczas chrztu dziecka. Weźmy taki przykład. W 1719 bierze ślub Wojciech Suchorek z Kuźnicy z Heleną Buląnką z Lgoty. W 1728 roku rodzi im się syn. Ale pamiętamy, że jeśli jakaś para nie miała dziecka w ciągu trzech lat po ślubie, to na 90% nie miała go w ogóle. A tutaj pierwsze (i jedyne) dziecko rodzi się 9 lat po ślubie. Teoretycznie jest to możliwe, ale powinno budzić w nas podejrzliwość. Równocześnie w tejże Kuźnicy, w latach 1720, 1722 i 1725 (i tylko wtedy!) rodzą się dzieci Wojciecha i... Elżbiety Suchorków, choć taka para ślubu w Koziegłówkach nie zawierała. Czy mogło żyć w tym samym czasie w Kuźnicy dwóch Wojciechów Suchorków, jeden ożeniony z Heleną z Lgoty, a drugi z jakąś Elżbietą? Teoretycznie mogło. Ale tylko teoretycznie, bo to nazwisko rzadkie w parafii. Akt chrztu Wojciecha Suchorka (z 1678 roku) istnieje, ale jeden, a potrzeba Wojciechów dwóch.

Patrzmy dalej: jaka jest szansa, że Wojciech i Elżbieta Suchorkowie mają dzieci dokładnie w czasie, kiedy na dzieci czekają Wojciech i Helena, a w dodatku Elżbieta Suchorkowa przestaje rodzić dzieci dokładnie wtedy, gdy po długich 9 latach chrzczą dziecko Heleny Suchorkowej? Szansa na to jest znikoma. Można by ją ocenić, szacując liczbę dorosłych mieszkańców parafii, uwzględniając częstość występowania imion Wojciech, Helena i Elżbieta, szansę, że para nie ma dziecka przez 9 lat, szansę, że jeden Wojciech Suchorek został zapisany, a drugi Wojciech Suchorek nie, oraz prawdopodobieństwo, że ciąże dwóch żyjących równocześnie kobiet w okresie 10 lat nie nałożą się na siebie ani razu. Dokładna ocena tego prawdopodobieństwa byłaby dość trudne, ale myślę, że wyszłoby dużo, dużo mniej niż 1 : 100.

Zatem bez wielkiego ryzyka błędu nie tyle możemy, co POWINNIŚMY przyjąć, że Helena i Elżbieta to ta sama osoba. Jeśli takiej „korekty” nie przeprowadzimy, to na 99% tworzymy w parafii odrębną, nieistniejącą rodzinę. A jak widzieliśmy wcześniej, rezygnując z "korekt" otrzymujemy nonsensownie duże liczby rodzin w parafii.

Możemy zresztą dodać jeszcze jeden argument. Dziś zdrabniamy: Hela i Ela. Po łacinie niektórzy pisali: Helizabetha. O pomyłkę nietrudno. Śledząc kolejne pary małżonków i imiona matek raz po raz napotykamy podejrzenia, że ksiądz się co jakiś czas mylił. Najczęściej mylił imiona zaczynające się od tej samej litery: Agatę i Agnieszkę, Rozalię z Reginą, Zofię z Zuzanną, Magdalenę z Małgorzatą. Zapewne notował sobie dane rodziców gdzieś na karteluszku, skrótami, albo polegał na swojej pamięci, a potem przenosił wszystko do księgi parafialnej. Bezbłędny nie był - to już wiemy, przecież w 1% przypadków kogoś w ogóle zapominał wpisać.

Zakładając takie pomyłki, właściwie za każdym razem można się przekonać, że „skorygowanej” parze dziecko w „cudowny” sposób rodzi się dokładnie wtedy, kiedy inna para o podobnych imionach, nazwisku i miejscu zamieszkania ma zaskakująco długą, kilkuletnią przerwę w rodzeniu dzieci. Na dziesiątki wpisów, w których założyłem, że ksiądz się pomylił przy wpisywaniu imienia, tylko w dwu czy trzech przypadkach analiza odstępów między urodzeniami dzieci wykluczyła jego pomyłkę.

Gdy się śledzi tylko jedną, własną rodzinę, konieczność takich korekt można przeoczyć. Gdy się analizuje dane dotyczące całej parafii, stają się one ewidentne. Nie ma ich więcej niż kilka procent wpisów, co mieści się w granicach rozsądku. „Korygując” wpisy w zgodzie z logiką trzeba też wziąć pod uwagę, że czasami metryka jest poprawna, a błąd popełniła osoba wpisująca dane do komputera. Gdy indeks metryk ślubów sprawdzał po mnie p. Witold Strąk, okazało się, że też w kilku procentach przypadków popełniłem błędy. Gdy sądzimy, że widzimy błąd, zerknijmy jeszcze raz do oryginalnych metryk.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 7 miesiąc temu #10831 przez andrzej (Andrzej Kuśnierczyk)
Witoldzie, jestem wdzięczny za wpis " w całej parafii". Młodzi genealodzy, ignorujący wszystkie inne wpisy w metrykach parafialnych - poza swoimi - nie patrzą szerzej ( bo szukają poklasku zawpisy na blogu) pouczają nas, że mało wiemy, bo "skoro mój pradziadek" .... etc, etc .
Dziękuję za racjonalne analizy zjawisk dotyczące całej lokalnej społeczności.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 7 miesiąc temu #10858 przez witmiz (Witold Mizerski)
Jeszcze o błędach w dawnych zapisach metrykalnych. W poprzednim odcinku pisałem o przekręcaniu podobnie brzmiących imion matek. Matki przy chrzcie dziecka nie było, a ojciec był, więc można oczekiwać, że pomyłek w imieniu ojca będzie mniej. I faktycznie, sytuacji, w których zdecydowałem się przyjąć, że zaszła pomyłka, było dużo mniej. Część to może nawet nie pomyłki księdza, ale moje, dokonane przy odczytywaniu metryk i sporządzaniu indeksu: mylenie Macieja z Mateuszem, Marcinem i Marcjanem, Grzegorza i Jerzego (po łacinie brzmią podobnie), Szczepana ze Stanisławem, Bartłomieja z Barnabą i Baltazarem. Rzadko natrafia się na miejsca, gdzie ma się wrażenie, że ksiądz kompletnie źle zapisał imię ojca, choć i takich przypadków można kilka wskazać. Skoro mógł kilka razy zapomnieć wpisać imię ojca, to mógł je kilka razy kompletnie przekręcić - i przekręcił.

Czasem błąd jest aż fascynujący. Można wręcz usłyszeć onieśmielonego wieśniaka, Marcina z Pińczyc, który w latach 1721-1733 sześć razy mamrocze rzadkie imię swej żony: Pryska, a ksiądz niedosłyszy i zapisuje: a to Pryska, a to Krystyna, a to Teresa. Wypowiedzmy to imię niewyraźnie, a usłyszymy tylko spółgłoski R i S, tak jak ów ksiądz tylko tych spółgłosek był pewien. Przy okazji wyjawi się, jak nikłą wagę przywiązywano wówczas do chłopskich nazwisk: ów Marcin trzy razy został zapisany jako Kaleta, dwa razy jako Garus, a raz jako Salik. Jeśli ktoś nie zdecyduje się przyjąć, że cały czas chodzi o jedną i tę samą parę, która w 1720 roku wzięła ślub jako Marcin Kaleta z Pryską Kołodziejówną i miała sześcioro dzieci, różnie zapisanych, to musi przyjąć szereg karkołomnych założeń. Że w tym samym czasie w niewielkich Pińczycach żyło kilku Marcinów w podobnym wieku: dwóch Marcinów Garusów: jeden żonaty z Krystyną, drugi z Pryską, i każdy z nich miał ze swą żoną tylko jedno dziecko. Poza tym dwóch Marcinów Kaletów. Jeden ożenił się z Pryską w 1720 roku. I założyć, że z urodzeniem dziecka ta para wstrzymała się trzy lata: równo tyle, aby w międzyczasie urodziło się dziecko Marcinowi Garusowi z Krystyną. Potem trzeba przyjąć, że Marcin Kaleta ze swą Pryską musieli na drugie dziecko znów odczekać nietypowe osiem lat - przez „przypadek” dokładnie tyle, aby był czas na urodzenie się dzieci drugiego Marcina Garusa (z jego Pryską), oraz Marcina Kalety z jakąś Teresą. I że gdy te pary skończyły rodzić dzieci, akurat wtedy przychodzi czas na kolejnego Marcina, Salika, z jego Pryską. A z tych wszystkich pińczyckich par tylko jedna bierze ślub w Koziegłówkach. Czyli w ciągu kilku lat w jakichś innych parafiach kilku Marcinów z Pińczyc musiało brać śluby, wyszukując Pryski po sąsiednich parafiach, i sprowadzać je do Pińczyc, po czym w starannie zaplanowanych odstępach rodzić dzieci, tak aby ciąże żon tych wszystkich Marcinów się nie nakładały.

Może trochę skomplikowany jest to opis, ale przesłanie jest takie: jeśli się nie chce uwierzyć, że para była jedna, rodziła w zwykłych odstępach czasu, a Pryska = Krystyna = Teresa, i Kaleta = Garus = Salik, to ktoś musi uwierzyć w nieprawdopodobny zbieg okoliczności. Tak mało prawdopodobny, że już chyba łatwiej o wygraną w Lotto.

Zatem wniosek: analizując sekwencje imion, nazwisk, miejscowości i dat urodzenia WSZYSTKICH dzieci (nawet tych, które jakoby nas nie dotyczą bezpośrednio) można logicznie wykryć nie tylko błędy, ale i zidentyfikować wiele przezwisk, których używano wobec tych samych osób i rodzin. Albo inaczej: jeśli kogoś interesuje tylko Marcin Garus albo Marcin Salik, i skupia się tylko na szukaniu swoich przodków, to stwierdzi, że taki pan młody ślubu nigdy nie brał i genealogia mu się urywa. Czyli warto robić porządne indeksacje.

Ciąg dalszy nastąpi.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 7 miesiąc temu #10888 przez IrekN (Ireneusz Niemczyk)
Kłopotliwe jest badanie ksiąg parafialnych, jakie prowadzę na familysearch. Ale nie mam porównania z archiwami. Są pominięcia stron w reprodukcjach / skanach ksiąg parafialnych, np. poszukuję zgony Jana Niemczyka z 1833 (akt nr 60), syna Jerzego Niemczyka i Mariannny Muc, ale fotograf przeoczył dwie karty właśnie x tym aktem; są braki w zgonach, np. Marianna Niemczyk, z d. Pocztowska miała odejść 1857-10-18, jak czytamy w akcie ślubu jej męża Józefa, syna Jerzego i Marianny Muc, a mojego przodka, w dniu 1857-10-18, ale tego aktu zgonu nie mogę znaleźć. A skoro mowa o drugim ślubie Józefa Niemczyka to zawarł go z Agatą Garbarczyk w 1859, mającą lat 30, z Osieka, córką Grzegorza i Anny z Galińskich, urodzonej w Osieku, jednakże nie widzę owej Agaty Garbarczyk w latach 1829 +/- 3 lata jako urodzonej we wsi Osiek.
Takie braki w informacjach powodują irytację i szukam pomocy!
Kwestia przekręcania imion i nazwisk to rzeczywiście następna wielka karta.
Pozdrawiam,
Ireneusz Niemczyk

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 7 miesiąc temu #10889 przez IrekN (Ireneusz Niemczyk)
Kłopotliwe jest badanie ksiąg parafialnych, jakie prowadzę na familysearch. Ale nie mam porównania z archiwami. Są pominięcia stron w reprodukcjach / skanach ksiąg parafialnych, np. poszukuję zgony Jana Niemczyka z 1833 (akt nr 60), syna Jerzego Niemczyka i Marianny Muc, ale fotograf przeoczył dwie karty właśnie x tym aktem; są braki w zgonach, np. Marianna Niemczyk, z d. Pocztowska miała odejść 1857-10-18, jak czytamy w akcie ślubu jej męża Józefa, syna Jerzego i Marianny Muc, a mojego przodka, w dniu 1857-10-18, ale tego aktu zgonu nie mogę znaleźć. A skoro mowa o drugim ślubie Józefa Niemczyka to zawarł go z Agatą Garbarczyk w 1859, mającą lat 30, z Osieka, córką Grzegorza i Anny z Galińskich, urodzonej w Osieku, jednakże nie widzę owej Agaty Garbarczyk w latach 1829 +/- 3 lata jako urodzonej we wsi Osiek.
Takie braki w informacjach powodują irytację i szukam pomocy!
Kwestia przekręcania imion i nazwisk to rzeczywiście następna wielka karta.
Pozdrawiam,
Ireneusz Niemczyk

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 7 miesiąc temu #10927 przez witmiz (Witold Mizerski)
Mimo wszystko uznałbym, że pomimo różnych usterek FamilySearch jest to nieoceniona pomoc. Kilkanaście lat temu o czymś takim nawet marzyć bym się nie ośmielił.
The following user(s) said Thank You: msm (Michał Mugaj), dina (Teresa Cybulska)

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 7 miesiąc temu #10928 przez witmiz (Witold Mizerski)
Jak można wykryć i z dużym prawdopodobieństwem zidentyfikować przezwiska, było w poprzednim odcinku. Teraz będzie, kiedy prawdopodobieństwo identyfikacji można jeszcze bardziej wzmocnić.
Jeszcze raz podkreślmy, że bardzo niedoceniany argument to rytm urodzin.

Oto w latach 1673-1686 rodzą się na przemian dzieci Andrzejowi i Łucji Piekarzom oraz Andrzejowi i Łucji Oczkowskim z Koziegłówek. Na przemian, po troje dzieci każdej z tych par. Jeśli założyć, że zbieżność obu imion jest nieprzypadkowa, i że mimo różnego nazwiska to jest ta sama para, mamy regularny, zwykły rytm rodzenia dzieci - średnio jedno co 2,5-3 lata. Jeśli założyć, że są to dwie różne pary, musimy przyjąć, że OBIE były biologicznie nietypowe: każda rodziła dzieci co 4-6 lat. A jak wiemy, w parafii Koziegłówki w tamtym czasie prawdopodobieństwo, że para urodzi kolejne dziecko dopiero po 5-letniej przerwie, jest mniejsze niż 10%, czyli 0,1. Prawdopodobieństwo, że jedna para zrobi tak dwa razy, jest mniejsze niż 0,1*0,1 = 0,01, tzn. 1: 100, a że trzy razy - 1 : 1000, a że tak zrobią równocześnie dwie pary, 1 : 1 000 000, a że przy tym mają identyczne imiona, mieszkają w tej samej miejscowości w tym samym czasie, a mimo wszystko żaden z dziewięciomiesięcznych okresów ciąży jednej pary ani razu się nie nałożył na okres ciąży drugiej pary - to już zakrawa na cud.

Inny sposób dowodzenia to zbadanie sensu przezwiska. Oto w 1711 roku Adam Zimoń żeni się z Apolonią Noszczykówną. W latach 1713, 1714 i 1717 rodzą im się dzieci (wszystko dzieje się w Lgocie). Ale jeszcze w 1711 roku, miesiąc po ślubie Adama z Apolonią, w tej samej Lgocie rodzi się dziecko Adama i Apolonii, tylko o nazwisku Noga. Czy to może być inna para? Mało prawdopodobne - dwie Apolonie rodzące w tej samej Lgocie w tym samym czasie dzieci swym mężom Adamom to byłby za duży zbieg okoliczności. Po prostu: Adam Zimoń jednorazowo został określony rodowym przezwiskiem żony (Noga to „poważniejsza” forma mniej poważnego Noszczyka, fakt urodzenia się dziecka w miesiąc po ślubie nie był niczym rzadkim). Przypadków, gdy użycie nazwiska żony jest ewidentne, widać w parafii Koziegłówki w tamtym okresie przynajmniej kilkanaście. Zresztą, niekoniecznie musiało to być nazwisko żony jako osoby - może wystarczyło, by się nowożeniec wprowadził np. do chałupy Nogów, i stawał się Nogą?

Inny przykład. W 1698 roku biorą ślub Marcin Mucha i Agnieszka Opara z Kuźnicy. Nie znajdujemy w parafii żadnych dzieci Marcina Muchy i Agnieszki - czyżby byli bezdzietni? Ale sprawdzamy, czy po 1698 roku nie rodzą się czasem w Kuźnicy dzieci jakichś innych Marcinów i Agnieszek. Owszem, rodzą się: akurat od 1698 roku, kolejno cztery, w przepisowych odstępach: 1698, 1701, 1704, 1708. Ale są to dzieci Agnieszki i Marcina nie Muchy, ale Florka. Czy to może być inna para? Gdyby zgadzały się tylko imiona rodziców (dość popularne), powiedziałbym, że a nuż to przypadek. Ale jeśli zgadza się miejscowość i czas rodzenia dzieci - rozsądniej będzie przyjąć, że Marcina Muchę potocznie zwano Florkiem. Czy na tym poprzestaniemy? Nie. Sprawdźmy, czemu Marcin mógł być Florek.

Wyszukujemy w bazie danych (np. Excel) wszystkie dzieci Florianów. Korzystamy z faktu, że to wówczas rzadkie imię. Florianowie byli w 100 letnim okresie zaledwie cztery razy ojcami. Ale wśród nich jest dowód na prawdziwość utożsamienia: w 1669 urodził się Marcin Mucha, syn Floriana. Właśnie w Kuźnicy. W 1698 roku ma 29 lat. W sam raz na ożenek. Jasne, że mogli na niego wołać „Florek”. Gdybyśmy tego nie założyli, z jednej rodziny zrobilibyśmy dwie. Mamy obowiązek założyć, że Marcin Mucha = Marcin Florek. Szansa, że mamy do czynienia ze zmasowanymi zbiegami okoliczności, jest właściwie zerowa.

Przypadków, gdy zamiast „rodowego nazwiska” użyto przezwiska pochodzącego od imienia ojca, można zapewne na 5000 wpisów naliczyć setki. Z moich przodków na przykład Marcjan Konieczny z Markowic miał wiele dzieci, które używały przezwiska „Marcjan”, „Marcjanik” i „Konieczny” - i to nawet w drugim pokoleniu. To samo dotyczy potomków Jerzego Noszczyka z Mysłowa, do których na wiele pokoleń przylgnęło przezwisko (a potem już nazwisko) „Jurczyk”. W tym wypadku podejrzenia potwierdził ksiądz, zapisując przy jednym z chrztów: Jurczyk vel Noszczyk. Ale choćby i ksiądz nie potwierdził, dałoby się to stwierdzić.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 7 miesiąc temu #10964 przez witmiz (Witold Mizerski)
Jak wiadomo, dzisiejsze nazwiska często pochodzą od nazwy zawodu. Przeglądając metryki XVII i XVIII-wieczne mamy fascynującą możliwość odszukać niekiedy tego konkretnego Kołodzieja, Bednarza, Szewca, Kowala czy Piekarza, od którego pochodzi dzisiejsze nazwisko. Aby tego dokonać, nie możemy zakładać, że wszyscy Kowale czy Bednarczykowie z danej parafii byli ze sobą spokrewnieni.

Plik z metrykami chrztów i ślubów z przełomu XVII i XVIII wieku zawiera wiele przykładów traktowania zawodu jako nazwiska. Najprostsze sytuacje to te, gdy ksiądz wyraźnie zaznaczył, że dana osoba znana jest pod dwoma przezwiskami, np. Wojciecha z Pińczyc, męża Jadwigi, określił w trzech metrykach jako Będkowskiego, w jednej jako Ślusarza, a w trzech zapisał „Będkowski alias Ślusarz”. Kiedy indziej zapisał „Smol alias Hutnik” albo „Małota alias Kołodziej”, „Ociepka alias Bednarczyk”, „Grząsik alias Knap” (czyli Tkacz) i tym podobne. Z faktu, że nasz przodek ożenił się jako Knap wcale nie wynika, że jego ojciec też był Knap.

Ale często da się udowodnić identyczność osoby nawet wtedy, gdy ksiądz nie ułatwił nam sprawy. Na przykład po przeanalizowaniu układu wpisów widać, że Andrzej Flacha z Rzeniszowa był też znany jako Andrzej Kowal. Andrzej Polaczek z Osieka był znany jako Andrzej Sitarz. Antoni Barczyk około 1700 roku był zapewne Andrzejem Kowalem w Kuźnicy, ale jego potomkowie używali już głównie nazwiska Barczyk. Szczepan Nieburka z Lgoty (by użyć najmniej nieprzyzwoitej formy jego nazwiska) zapewne był muzykalny, bo trzy razy został zapisany jako Szczepan Skrzypek (zgadza się miejscowość, imię żony i rytm urodzin dzieci). Mógł zresztą grać w jednej kapeli z Kazimierzem Smolarzem z Koziegłówek, którego przy jednym z chrztów jego dzieci zapisano nie jako Smolarza, ale jako Kazimierza Skrzypka. Nie ma podstaw sądzić, by Skrzypek to było ich wspólne, rodowe nazwisko. Osobliwe, że z metryk chrztów można odtworzyć skład chłopskiej kapeli sprzed 300 lat, prawda?

Czasami uda nam się zidentyfikować nawet przezwisko użyte jeden jedyny raz. Oto w 1703 roku ślub biorą Antoni Bednarz i Regina Kostanka z Lgoty. Ale jakoś nie rodzą im się dzieci. Jednak w arkuszu Excel widać, że w 1707 i 1711 roku w Lgocie pojawiają się dzieci Antoniego i Reginy, tyle że nazwiska Czuber. Czy to może być ta sama para? Rytm urodzin mocno to sugeruje, ale nazwisko jednak inne. Co to za nazwisko, czy może ono coś oznaczać? Parę razy się pojawia w parafii jako Czuber, ale raz w formie: Cubrzyk. Patrzymy do dostępnych w Internecie sugestii co do etymologii nazwisk i mamy rozwiązanie: Cuber to cebrzyk, drewniane naczynie na wodę („leje jak z cebra”). Kto robi cebrzyki? Cebrzyki wyrabia bednarz. Koziegłówczańskiego bednarza całkiem logicznie przezywano „Cuber”. Kolejna zagadka rozwiązana.

I może jeszcze jeden rodzaj zmiany nazwiska. Mateuszowi Leśnemu i Barbarze z Pińczyc w latach 1694-1710 w „przepisowych” odstępach rodzą się kolejne dzieci. Ale w ten rytm wpasowuje się też (w 1696 roku) jedno dziecko, które rodzi się nieznanej skądinąd parze: Mateuszowi Strzelcowi i Barbarze z Pińczyc. Czy to jakaś inna para? Wątpliwe, sens nazwiska jest w zasadzie ten sam. Można założyć, że Mateusz Leśny był w lesie strzelcem, i że różnicą między „Leśny” i „Strzelec” nikt się nie przejmował - wciąż nie było to nazwisko rodowe, ale informacja o wykonywanym fachu, wystarczająca do identyfikacji osoby. Jeśli ktoś nie wierzy, niech wyjaśni, jak to możliwe, że kilkanaście lat wcześniej w tych samych Pińczycach trzy razy rodziły się dzieci Marcinowi Leśnemu i Reginie, a w „luce” między urodzinami przyszło na świat jedyne (ale tylko pozornie jedyne!) dziecko Marcina... Strzelca i Reginy.

Rzadkie, ale cenne może być znalezienie zapisu, gdy ksiądz nazwisko wpisał w formie łacińskiej - Auriga zamiast Woźnica, Sutor zamiast Szewczyk itp. To namacalny dowód, że w danym momencie zapisał zawód danej osoby, a nie jej rodowe nazwisko. Gdyby miał do czynienia z nazwiskiem, nie tłumaczyłby go na łacinę, tak jak nie tłumaczył na łacinę przezwisk Wrona czy Ślimak. Jeśli szukamy tylko naszego konkretnego przodka, możemy taki zapis przeoczyć. Jeśli badamy metryki z danego okresu „całościowo” - znajdziemy taką sytuację i rozwiążemy zagadkę.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 6 miesiąc temu #11150 przez witmiz (Witold Mizerski)
W jednym z poprzednich odcinków pisałem o rodzicach chrzestnych. Teraz przyjrzymy się świadkom ślubów - czy mogą się nam przydać? Pan Witold Strąk przejrzał indeksację ślubów z parafii Koziegłówki z lat 1684-1737, sprawdził ją i uzupełnił o daty dzienne oraz o informacje o świadkach. Dzięki temu mamy pełne dostępne informacje dotyczące 643 ślubów zawartych w parafii w tym okresie. Co można z tych danych odczytać?

W jakich miesiącach zawierano śluby? Niemal równo połowę (336, tzn. 52%) zawarto w styczniu i lutym. Potem w marcu i kwietniu była przerwa (sprawa oczywista: Wielki Post), gdy zawarto ich tylko kilkanaście. Kolejne miesiące od maja do listopada były na ślub umiarkowanie dobre (średnio 42 śluby miesięcznie). Nieco unikano września (16) a trochę więcej ślubów zawarto w listopadzie, zapewne chcąc zdążyć przed Adwentem. Co ciekawe, w ciągu wymienionych blisko 50 lat w parafii ANI JEDNEGO ślubu nie zawarto w grudniu. Może ktoś wie, dlaczego nie zawierano ślubów w grudniu między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, przecież już było po Adwencie?

Z dat dziennych można obliczyć dni tygodnia, w jakie odbywała się ceremonia. Dziś jest to chyba najczęściej sobota. W omawianym okresie przeważała niedziela: 320 ślubów na 639, dla których datę można było wyznaczyć. Na drugim miejscu (o dziwo!) był poniedziałek (128), na trzecim wtorek (97). W środy i czwartki śluby też się zdarzały (32 i 36), wyraźnie unikano piątków (11, dzień Męki Pańskiej) - ale także sobót (tylko 15, czyli jeden ślub na trzy lata). Nie wiem, czemu sobót unikano. Podobno w różnych częściach kraju było różnie.

W przypadku chrztów sporo było wpisów niepełnych, w których brakowało różnych danych. W przypadku ślubów wpisy są wyraźnie staranniejsze. Tylko w zdaje się jednym przypadku pominięto... pannę młodą, a w kilku przypadkach nie wpisano jej nazwiska (może uważano, że to niepotrzebne?). Świadków wpisywano przeważnie dwóch, ale dość często (w 76 przypadkach na 643) było ich trzech, a w 18 przypadkach nawet czterech - i nie widać, aby to dotyczyło np. tylko szlachty. W trzech przypadkach świadek był tylko jeden, a raz nie zapisano świadków wcale. Kilka razy ksiądz zapomniał wpisać imienia świadka. Świadkami w tym czasie (i jeszcze bardzo długo) byli wyłącznie mężczyźni. Ciekawe byłoby stwierdzenie, kiedy po raz pierwszy świadkiem w parafii Koziegłówki została kobieta.

Miejscowości, skąd pochodzili świadkowie nie zawsze zapisywano. Widać jednak, że świadkowie częściej niż chrzestni pochodzili z tych samych miejscowości co nowożeńcy. Ale byli też, jak się wydaje, świadkowie „etatowi”, zresztą w znacznej mierze ci sami co przy chrztach. Niezawodny Maciej Dzieża z Koziegłówek był świadkiem na 32 ślubach, wielu innych parafian było świadkami po kilkanaście razy. Oczywiście musiały się takie osoby cieszyć dostatecznym prestiżem, ale „obsłużyły” zbyt wiele ślubów, by uznać, że na świadków wybierano tylko rodzinę czy najbliższych przyjaciół. Nazwisko świadka zgadza się z nazwiskiem któregoś z nowożeńców bardzo rzadko, więc nie było np. zasady, że świadkiem jest stryj czy brat. Koligacji z reguły nie zapisywano, tylko raz była notka „ojciec”. Zatem można uznać, że stosunków pokrewieństwa z imion i nazwisk świadków raczej się (dla tego okresu i tej parafii) nie wydedukuje.

Czy zatem, sporządzając na przykład indeksację, warto spisywać świadków? To zależy od celu, jaki nam przyświeca. Jeśli chcemy szybko „wrzucić do pliku” jak najwięcej danych o ślubach z danej parafii, to raczej nie warto. Spisywanie świadków powoduje bowiem, że osób do zapisania jest dwa razy więcej, więc w określonej liczbie godzin ślubów zindeksuje dwa razy mniej - a czasu nikt z nas nie ma za dużo. Poza tym znajomość świadków do poszukiwań genealogicznych za pomocą np. wyszukiwarek nazwisk raczej się nie przyda.

Ale jeśli ktoś zamierza wydobyć z dawnych metryk maksimum informacji, może świadków spisywać. Możemy bowiem stwierdzić dokładniej, kto żył w danej miejscowości, jakie przezwiska (nazwiska) funkcjonowały, a także możemy stwierdzić, że w tym a tym roku taka osoba nadal żyła.

Sądzę, że świadków warto ZAWSZE zanotować w jednym przypadku - gdy ksiądz nie podał w metryce ślubu informacji o miejscowościach, z których pochodzili nowożeńcy. Po nazwiskach świadków można bowiem zwykle dociec, skąd pochodzili. A ponieważ często pochodzili z tej samej miejscowości, co młoda para, może to być dodatkowa, bardzo cenna poszlaka, niekiedy rozstrzygająca o identyfikacji jakiejś osoby. Jednak nie dotyczy to świadków pochodzących z samych Koziegłówek - oni zbyt często byli „etatowi”.
The following user(s) said Thank You: Fukushima (Anna Fukushima), terluk (Teresa Łukasik)

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 6 miesiąc temu #11151 przez Fukushima (Anna Fukushima)
Panie Witoldzie, bardzo ciekawe analizy. Czytam je z przyjemnoscia.

Zauwazyl Pan, ze sluby zawierane byly glownie w niedziele, poniedzialki i wtorki.

Nie wiem na ile moje przypuszczenia sa sluszne, ale....to zapewne ze wzgledu na surowy post, ktory obiazywal wowczas przez kilka dni w tygodniu. Wyczytalam kiedys (interesuje sie historia polskiej kuchni od XVII w), ze nie spozywano miesa, masla, serow i mleka w srode, piatek, sobote, podczas adwentu, w wigilie kazdych swiat oraz w dni swietych. Trudno wyobrazic sobie "postna" uczte weselna.
__________
AF

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 6 miesiąc temu - 5 lata 6 miesiąc temu #11153 przez witmiz (Witold Mizerski)
Ha! To by mogło być wyjaśnienie! Bardzo dziękuję, nie pomyślałem o postnej sobocie. Choć nie widać, aby środa różniła się od czwartku.

Więc pozostaje druga zagadka: czemu między Bożym Narodzeniem i Nowym Rokiem nie było ślubów?

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 6 miesiąc temu - 5 lata 6 miesiąc temu #11155 przez terluk (Teresa Łukasik)
Witam! Czemu śluby w inne dni tygodnia a nie w niedzielę?. Wiem z opowiadań dziadków i ojca, teścia (byli muzykantami) to najtańsze śluby były w tygodniu. W niedzielę ślub był najdroższy i stać było tylko bogatych na taki ślub.
I jeszcze dodam.
Indeksując metryki ślubów z Koziegłówek spotkałam śluby "rodzinne" - żenił się ojciec i syn, siostry dwie i nawet trzy w jednym dniu lub siostra i brat.

Pozdrawiam Teresa Łukasik

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 6 miesiąc temu #11159 przez andrzej (Andrzej Kuśnierczyk)
Pani Tereso!
Im dłuzej badam kulturę, tym bardziej jestem przekonany, że wszystko miało swoja cenę. Nasi przodkowie byli lepszymi ekonomistami niż cale zastępy Noblistów. Współczesna ekonomia - moim zdaniem - jest hucpa medialną. Człowiek, który uprawiał ziemię pod Koziegłowami w XVI - XVIII w. wiedział dobrze, na co go stać.
Telewizja POLSAT nie wyremontowała mu (za reklamę) domu a Makłowicz nie ugotował dla 12 osób.
The following user(s) said Thank You: terluk (Teresa Łukasik)

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 6 miesiąc temu #11162 przez witmiz (Witold Mizerski)
Ciekawa hipoteza z ceną ślubu w niedzielę jako czynnikiem skłaniającym do brania ślubu kiedy indziej. Ale to można spróbować zweryfikować. Zerknąłem do pliku, wyodrębniłem śluby tych, o których można było sądzić, że byli zamożniejsi. 14 ślubów jednoznacznie wskazywało na szlachtę. Gdyby cena ślubu odgrywała rolę, to powinni częściej od innych brać ślub w niedzielę, bo ich raczej było na to stać. Ale na tych 14 ślubów szlacheckich ANI JEDEN nie odbył się w niedzielę! A w populacji ogólnej - 50%. Poza tym założenie, że ślub niedzielny był droższy od innego nie wyjaśnia, czemu w poniedziałki jest 10 razy więcej ślubów niż w sobotę.

A może ktoś ma jeszcze jakiś pomysł?

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 6 miesiąc temu #11163 przez IrekN (Ireneusz Niemczyk)
Inny pomysł - poniedziałkowe śluby oznaczały wolny dzień / wolne dni dla pracujących na folwarkach, itp. W naszych czasach mamy urlopy okolicznościowe, a tamtych czasach mocodawca zapewne na ślub dał wolne?! A jak jeszcze zaprosili na wesele mocodawcę!

Pozdrawiam,

Ireneusz Niemczyk

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 6 miesiąc temu #11249 przez witmiz (Witold Mizerski)
I teraz wnioski i podsumowanie. Jaki jest przepis na skuteczne odszukanie swoich przodków przed 250 lat i więcej, gdy metryki są skąpe, a nazwiska zmienne i niepewne?

Myślę, że po pierwsze, trzeba porządnie zindeksować wszystkie wpisy metrykalne z dłuższego okresu. Przynajmniej z kilkudziesięciu lat, tak aby każde istniejące nazwisko miało szansę się pojawić. Dla chrztów zapisać nie tylko rok, ale także miesiąc, a przy okazji może nawet dzień. To pozwoli pary o podobnych imionach odróżniać po fakcie, że dzieci nie rodzą się częściej niż co 9 miesięcy. Koniecznie zapisać miejscowość (wieś), z której pochodziło dziecko - bez tego dalej ani rusz. Jeśli ksiądz nie podał miejscowości dziecka, koniecznie zapisać chrzestnych, może na tej podstawie później ustali się miejscowość.

To samo dla ślubów (jeśli są dostępne). Dla głębszych poszukiwań indeksacje składające się z samych dat i nazwisk nowożeńców, bez nazw miejscowości, mają małą wartość. Jeśli ktoś w ten sposób indeksuje jakąś parafię, to oczywiście bardzo dobrze, ale ktoś po nim kiedyś będzie musiał tę pracę wykonać jeszcze raz. Jeśli ksiądz nie podał miejscowości, zapisać imiona i nazwiska świadków.

Dalej: zestawić wszystkie indeksy z dłuższego okresu w jeden plik. Popracować nad tym plikiem. Wydaje mi się, że trzeba pracować na dodatkowych rubrykach zawierających nazwiska i imiona w formie standardowej, uproszczonej, tak aby nie gubić się w pozornych rozróżnieniach typu Maryna/Marianna czy Kowal/Kowalik.

Usunąć z pliku ewidentne pomyłki osoby indeksującej (także własne). To fascynujące, ile błędów popełniamy podczas indeksacji. Widać to z liczby tzw. „głupich literówek” (np. Satnisław zamiast Stanisław) i mylenia imion podobnie brzmiących po łacinie (np. Mateusz/Maciej, Jerzy/Grzegorz). Gdy ustawimy każdą kolumnę według imion, skorygujemy przynajmniej „głupie literówki”. Inaczej mocno utrudnimy identyfikację rodzin.

Nazwiska także warto ustawić alfabetycznie i przyjrzeć się efektom. Także poprawi się dużo literówek i innych nieprawidłowości.

Idealnie byłoby, gdyby inna osoba mogła sprawdzić taki plik. Z pewnością dostrzeże wiele błędów, których nigdy byśmy u samych siebie nie zauważyli i poradzi sobie z odczytaniem metryk w wielu miejscach, gdzie nam się to nie udało.

Ile błędów powstaje na etapie tworzenia indeksów? Myślę, że jeśli indeksujemy jakieś metryki bardzo uważnie (i gdy XVII-wieczny ksiądz miał staranne pismo), to popełniamy 1% błędów. Jeśli staramy się być superszybcy, to inna osoba jest po nas w stanie poprawić nawet 10% wpisów.

Dalej polecałbym ustawić plik w takiej kolejności: najpierw w ramach imion mężów i ojców, w ich obrębie pod względem imion żon/matek, w ich obrębie według miejscowości, dopiero dalej - według nazwisk (w formie standardowej, np. zamiast wszystkich Kowalików i Kowalczyków - Kowal), wreszcie pod względem roku (w arkuszu Microsoft Excel jest to polecenie „Sortowanie niestandardowe”). Wtedy obok siebie zbiorą się wpisy dotyczące poszczególnych par małżeńskich i ich dzieci.

To była połowa pracy. Teraz trzeba wziąć głęboki wdech i zacząć „prace ręczne”: przyglądać się rzadkim imionom, sortować dane w różnej kolejności (np. najpierw według imion matek, a w ich obrębie według imion mężów, albo według miejscowości i w ich obrębie według imienia ojca/męża i roku wydarzenia). Patrzeć, co z tego wychodzi - próbować rozpoznawać alternatywne przezwiska. Nie ignorować rytmu rodzenia dzieci poszczególnych par. Gdy się nie rodzą wkrótce po ślubie i jeśli nie tworzą odstępów 2-4 letnich, powinno to budzić naszą podejrzliwość i skłaniać do głębszych poszukiwań.

Pracując tak, skorygujemy mnóstwo błędów w metrykach i zaczniemy dochodzić do wniosku (z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością), które przezwiska („nazwiska”) dotyczyły tych samych osób. To praca strasznie żmudna, ale wciągająca i skuteczna. Moje drzewo genealogiczne swego czasu „utknęło” w parafii Koziegłówki w końcu XVII wieku - nie mogłem się przebić przez gąszcz niezgodnych nazwisk i podobnych, ale nieidentycznych imion. Teraz, po skorygowaniu szeregu błędów w metrykach i rozpoznaniu sensu paru przezwisk - w dwóch przypadkach udało mi się sięgnąć w głąb czasu jeszcze o dwa pokolenia. I wszystko zaczęło do siebie pasować. Pracy jest mnóstwo. Do zindeksowania 100 lat metryk trzeba, powiedzmy, 100-200 godzin pracy, a do zaprowadzenia w nich realnego ładu - przynajmniej następne 100-200 godzin pracy. Ale skuteczność identyfikacji naszych przodków może wzrosnąć o połowę, a z raz dobrze wykonanej pracy mogą skorzystać też inni.

Tymczasem to wszystko. Muszę zrobić dłuższą przerwę w poszukiwaniach genealogicznych. Może ktoś się zdecyduje uzupełnić metryki wcześniejsze i późniejsze, wtedy można by wykonać kolejne kroki i rozwiązać jeszcze niejedną zagadkę. Plik zawierający scalone metryki z parafii Koziegłówki, który obrabiałem (1642-1737), będzie dostępny na stronach TGCZ, każdy może spróbować coś w nim poprawić i uzupełnić, chętnie będę zbierał podpowiedzi i spostrzeżenia, chętnie wyjaśnię, jak jest skonstruowany. Dziękuję tym, którzy wytrwali, czytając kolejne odcinki.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 6 miesiąc temu #11250 przez Jura (Damian Jureczko)
Panie Witoldzie to My bardzo dziękujemy za cenne lekcje. Myślę, że pomogą lub już pomogły w wielu przypadkach
Pozdrawiam serdecznie
Damian Jureczko

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 6 miesiąc temu #11278 przez huras (Florian Huras)
Panie Witoldzie. Rozumiem, że nie chce Pan powiedzieć, że ogromnie ciekawe analizy jakimi dzielił sie Pan z nami (w ramach Projektu Koziegłówki) juz sie zakończyły ????. Jeśli tak to "smutno mi Panie"...

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

5 lata 6 miesiąc temu #11279 przez witmiz (Witold Mizerski)
Nie - nie chcę powiedzieć, że analizy się skończyły. Parę tematów na podstawie analizowanego pliku dałoby się jeszcze przedstawić. Ale przez przynajmniej kilka miesięcy nie znajdę czasu na "dalszy ciąg". Może w międzyczasie ktoś coś zauważy, opisze albo zindeksuje? Chrzty z lat 1592-1642 aż się o to proszą. Byłoby więcej materiału, to i analizy byłyby ciekawsze.
The following user(s) said Thank You: terluk (Teresa Łukasik), mtorbus (Mateusz Torbus)

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Czas generowania strony: 0.914 s.